Reklama

Reklama

Agnieszka Bibrzycka: Celem udział w finale Euroligi

Udział w finale Euroligi koszykarek to cel Agnieszki Bibrzyckiej i jej klubu Fenerbahce Stambuł. 31-letnia skrzydłowa, która gra nad Bosforem drugi sezon z rzędu uważa, że najgroźniejszym rywalem mistrza Turcji będzie - jak przed rokiem - UMMC Jekaterynburg.

Fenerbahce przegrało wówczas w finale z UMMC 56:82.

Reklama

"Stawiam, że znowu spotkamy się w finale z UMMC, który ponownie będzie gospodarzem turnieju Final Eight. Zespół z Uralu jest nadal bardzo silny. Mamy dwa cele w tym sezonie - obrona tytułu w lidze tureckiej i finał Euroligi. Obydwa równie ważne" - powiedziała PAP 31-letnia Bibrzycka.

Fenerbahce z myślą o rywalizacji z Jekaterynburgiem wzmocnił się pod koszem. Polka właśnie w pozyskaniu środkowych Quanitry Hollingsworth z UMMC i wicemistrzyni Europy Francuzki Isabelle Yacoubou ze Spartaka Region Moskwa, widzi największy plus drużyny ze Stambułu przed rozpoczynającymi się w środę rozgrywkami Euroligi.

"Zdecydowanie brakowało nam w minionym sezonie rotacji pod koszem. Mieliśmy tylko Ivanę Matovic i Anastazję Wieramiejenko. UMMC zdominował nas w tym elemencie. Teraz jest zdecydowanie lepiej, trenerzy mają więcej możliwości dokonywania zmian. Potrzebujemy jeszcze czasu, by się zrozumieć. Tak naprawdę trenujemy w pełnym składzie od miesiąca, gdy dołączyły do nas Angel McCoughtry po zakończeniu walki o mistrzostwo ligi WNBA" - oceniła sytuację kadrową swojego zespołu.

Zdaniem Bibrzyckiej Fenerbahce dopiero za kilka tygodni będzie prezentować grę na najwyższym poziomie.

"Naszym atutem jest szeroki skład i duża liczba rotacji, ale taki system wymaga czasu, tym bardziej, że każda z nas zaczynała treningi będąc w innej formie i na innym etapie przygotowań. Nie ma u nas pierwszej piątki, na co wpływ ma nie tylko wyrównany skład, ale i przepisy ligi tureckiej. W każdym zespole mogą być cztery zagraniczne koszykarki, w tym dwie Amerykanki, a w Fenerbahce jest nas sześć" - dodała.

Polka chwali sobie grę nad Bosforem. "Mam ładne mieszkanie, blisko hali. W lidze są aż cztery drużyny ze Stambułu, więc jest mniej podróżowania. Mecze wyjazdowe rozgrywamy najczęściej o nietypowej godzinie - 14 i zaraz po spotkaniu wracamy samolotem. To duży komfort dla mnie, dwuletniej córeczki Gosi i męża, który mi we wszystkim pomaga i jak trzeba to i obiad ugotuje. Świetnie mu to wychodzi. Na mieście jemy rzadko, nie tylko z braku czasu. Nie przepadam za kuchnią turecką, a i słodycze tutejsze jak dla mnie są bardzo słodkie. Brakuje mi polskiego jedzenia i cały czas marzę o tradycyjnym śląskim schabowym z modrą kapustą i kluskami" - powiedziała.

Ośmiokrotny mistrz Turcji występować będzie w grupie B Euroligi, a jego rywalem będzie Wisła Can-Pack Kraków oraz Nadieżda Orenburg, Uniqa Euroleasing Sopron, BK Imos Brno i BLMA Montpellier.

"W grupie najbardziej wymagającymi przeciwnikami wydają się być, przed rozpoczęciem rozgrywek, Wisła i Nadieżda. W Krakowie zawsze grało się i gra trudno przyjezdnym. Sezon pokaże, czy nie mylę się w opiniach. Koszykówka jest przecież nieprzewidywalna" - dodała.

Mimo to Bibrzycka cieszy się na myśl o przyjeździe do Krakowa. "Będą znajomi, no i polskie jedzenie. Zrobię sobie zakupy i zabiorę to, co się da z polskich produktów do Stambułu!" - przyznała koszykarka, która w reprezentacji rozegrała 114 meczów. W marcu poinformowała Polski Związek Koszykówki, że zakończyła karierę w drużynie narodowej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje