Reklama

Reklama

Adam Wójcik chciałby być kotem

Adam Wójcik to ikona polskiej koszykówki. Od 20 lat gra z powodzeniem w reprezentacji Polski. Przed treningiem zawsze je banana i pije kawę. Jego marzeniem jest zdobycie medalu podczas wrześniowych mistrzostw Europy, które odbędą się w Polsce.

W młodości chciał grać jak Scottie Pippen. Obecnie uczy koszykówki synów bliźniaków Jana i Szymona. W podróż życia chciałby polecieć na Mauritius.

Reklama

Wzrost/waga

- 208 cm, 110 kg

Stan cywilny: żona, dzieci?

- Żona Krystyna, synowie bliźniacy Jan i Szymon (10 lat).

Jak się poznaliście z żoną?

- W kawiarni w Stalowej Woli.

Twoje pseudonimy

- "Wójo", "Wójcior", "Oława", "El Profesore".

Wykształcenie

- Szkoła średnia - mechaniczna we Wrocławiu.

Języki obce

- Znam nieźle angielski, trochę rosyjski, mało włoski.

Twój samochód

- Jeżdżę volvo XC 90.

Data i miejsce urodzenia. Jak wspominasz lata dziecięce? Czy byłeś spokojnym malcem?

- Urodziłem się 20 kwietnia 1970 roku w Oławie. Byłem bardzo spokojnym dzieckiem. Rzadko rozrabiałem. Od dziecka lubiłem sport i byłem sprawny fizycznie. Zanim zacząłem grać w koszykówkę, na SKS-ach trenowałem siatkówkę oraz piłkę nożną. Byłem też niezły w skoku w dal i biegu na 400 metrów.

Jak zarobiłeś pierwsze pieniądze w życiu? Ile? Na co je wydałeś?

- Jako dzieciak sprzedawałem butelki i makulaturę. W tamtych czasach to było bardzo popularne zarobkowanie. Pieniądze wydałem na jakieś słodycze.

W jaki sposób zaczęła się twoja przygoda z koszykówką? Ile miałeś lat? Kto cię zaprowadził na pierwszy trening i dlaczego na tę dyscyplinę sportu?

- Pierwszy mecz koszykówki zobaczyłem w telewizji. W tamtej reprezentacji Polski grali tacy zawodnicy jak Kudłacz, Fikiel, Kijewski, Jechorek i Binkowski. Ich rywalem była chyba Francja? właśnie wtedy stwierdziłem, że bardzo chcę grać w koszykówkę. Chciałem, by kiedyś rodzice też mnie zobaczyli na meczu w telewizji. Zaczynałem grać w wieku 14 lat.

Którzy trenerzy wpłynęli na ciebie w największym stopniu?

- Bardzo długo trenowałem z Krzysztofem Walonisem. Pod jego okiem przeszedłem z grupy juniorów do seniorów Gwardii Wrocław. Dużo trenowaliśmy indywidualnie. On bardzo dbał o młodzież. Sporo nauczyłem się w Belgii od Toma Botty. A po powrocie do Polski bardzo ważny był Andrej Urlep. On bardzo zmienił koszykówkę w naszym kraju. Wprowadził inną, bardzo twardą obronę.

Czy miałeś/masz jakiegoś idola lub koszykarski wzór?

- Zawsze bardzo podobała mi się gra Scottiego Pippena z Chicago Bulls. Michael Jordan robił wrażenie na każdym. Ale to Pippen grał na mojej pozycji. Też był taki chudy i długi. Oglądałem jego grę na kanale Screen Sport i starałem się wziąć coś dla siebie. Po treningach jeździliśmy do Krzyśka Mili i analizowaliśmy najlepsze akcje na wideo. Czasami w trakcie meczów udawało się skopiować jakiś efektowny wsad. Wówczas w naszej lidze było niewielu Amerykanów i to Polacy dominowali nad obręczami.

Jako młody zawodnik zawsze marzyłeś, że pewnego dnia będziesz grał w...

- Po kolei realizowałem kolejne cele. Chciałem grać w seniorach Gwardii i to się udało. Później była reprezentacja i dobre zagraniczne kluby. Nie ma chyba zawodnika, który by nie marzył o grze w NBA. Byłem na campach w Los Angeles Clippers, ale wtedy Amerykanie niechętnie stawiali na Europejczyków.

Co ci daje uprawianie koszykówki? Dlaczego warto iść twoim śladem? Kochasz koszykówkę bo...

- Od lat sprawia mi ona strasznie dużo radości. Nie jest to łatwy kawałek chleba, ale ja lubię się zmęczyć. Dzięki koszykówce zwiedziłem kawał świata i poznałem nowe kultury. Grałem w Grecji, Hiszpanii, Włoszech i Belgii.

Jeśli nie grałbyś w koszykówkę, to kim byś był?

- Nie było innej opcji - musiałem grać w koszykówkę.

Czy pamiętasz swój debiut w reprezentacji Polski?

- Pierwsze mecze w kadrze seniorskiej rozegrałem w eliminacjach mistrzostw Europy w 1990 roku. Z tej całej batalii najbardziej utkwiło mi w pamięci spotkanie z Włochami we wrocławskiej Hali Ludowej. Wygraliśmy je i to wywalczyliśmy awans.

Jaki był twój najlepszy mecz w karierze? Które spotkanie najbardziej utkwiło ci w pamięci.

- Pamiętam spotkania z mistrzostw Europy i eliminacji do nich. Czasami wspominam jakiś mecz z fazy play-off lub z finału mistrzostw Polski. W mojej karierze było trochę interesujących konfrontacji... Trudno jest wymienić jeden mecz.

A najgorszy mecz lub sportowa porażka, o której chciałbyś zapomnieć?

- Już zapomniałem słabe spotkania?

Twoje największe dotychczasowe osiągnięcie koszykarskie?

- 8 mistrzostw Polski i jedno w Belgii. Chciałbym zdobyć dziesiąty tytuł, bo gram z tym numerem na koszulce.

Twoja ulubiona pozycja na boisku?

- Dobrze się czuję jako silny skrzydłowy, ale potrafię też występować na pozycji centra. Gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Z niektórymi lepiej jest wyjść na obwód, innych ograć bliżej kosza. Nie mam już tej szybkości co 10 czy 15 lat temu. Ale jeszcze daję radę.

Co jest twoim firmowym zagraniem?

- Półhak spod kosza, z lewej i prawej ręki. Czasami lubię zagrać po pivocie, odchylić się i rzucić. Fajnie jest też trafić za trzy.

Nad czym musisz jeszcze mocno popracować?

- Zawsze są jakieś elementy do poprawienia. Trzeba sobie przypominać nawet podstawowe manewry. Jeśli stwierdzisz, że już wszystko umiesz, to jest z tobą źle. Nic nie jest dane na całe życie.

Czy przed meczem masz swoje rytuały, które powtarzasz? Czy jesteś przesądny?

- Faktycznie jestem przesądny. Zawsze najpierw ubieram skarpetkę na lewą nogę. Buty też wiążę od lewego. W dniu meczu mam swój stały rytm i jeśli się z niego wybiję, trudno jest mi wskoczyć na odpowiedni poziom. Na śniadanie, przed pierwszym treningiem, zawsze jem banana i piję kawę.

Czy pamiętasz jakąś zabawną historię, która przydarzyła ci się w karierze?

- Opowiem historię, która wydarzyła się przed wieloma laty w Hali Ludowej. Podczas treningu poprosiłem kolegę, żeby mi rzucił na alley-oopa. Jak wsadziłem piłkę z powietrza, to... spadłem z obręczą na parkiet. Postawiłem ją niepostrzeżenie obok konstrukcji kosza i poszedłem usiąść na ławkę. Z boku to musiało wyglądać dosyć komicznie.

Gdzie chciałbyś pojechać na wymarzone wakacje lub w podróż życia?

- Chciałbym polecieć na Mauritius. Widziałem zdjęcia i wiem, że to przepiękna wyspa.

Jakie jest twoje ulubione miejsce w Polsce?

- Wrocław i Trójmiasto. We Wrocławiu jestem u siebie w domu. Tu świetnie się czuję, mogę usiąść w ogrodzie i nic mi nie zaprząta głowy. Bardzo podoba mi się również nad polskim morzem. Grałem tam przez kilka lat. Z mojego mieszkania miałem 15 minut nad morze. Miło wspominam tamte spacery.

Gdybyś przez chwilę mógł być zwierzęciem, co byś wybrał i dlaczego?

- Pies albo kot? Jednak wybieram kota. To jest bezszelestne zwierzę. W odróżnieniu do mnie ciężko go zauważyć. Wszędzie wejdzie, wszędzie wyjdzie. A poza tym kot ma 7 żyć.

Dowiedz się więcej na temat: mecz | wójcik | Adam Wójcik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama