Wystarczył moment i zaczęła się awantura, dantejskie sceny w trakcie meczu. Sędziowie nie nadążali z karami
W nocy z poniedziałku na wtorek według czasu polskiego doszło do kolejnej serii gier w ramach rozgrywek NBA, a jako pierwsze do akcji ruszyły ekipy Charlotte Hornets oraz Detroit Pistons. O meczu tym zrobiło się prędko głośno - jednak nie ze względu na wynik czy ogólny przebieg rywalizacji, a z powodu... wielkiej awantury do której doszło w trzeciej kwarcie. Zawodnicy od drobnego spięcia pod koszem przeszli do potężnej przepychanki, a arbitrzy zdecydowali się odesłać do szatni łącznie czterech uczestników tych dantejskich scen.

Noc z 9 na 10 lutego według czasu środkowoeuropejskiego przyniosła nam aż 10 rywalizacji w ramach NBA. Część z nich była naprawdę zacięta, jak mecz Warriors z Grizzlies (114:113), a część dosyć jednostronna, jak chociażby w przypadku spotkania Pelicans - Kings (120:94). Najmocniej "wyróżniło się" jednak starcie Charlotte Hornets z Detroit Pistons.
Współzawodnictwo rozegrane w Karolinie Północnej zakończyło się wynikiem korzystnym dla "Tłoków", które zwyciężyły 110:104, a prawdziwym asem okazał się tu Cade Cunningham, który nie tylko zdobył najwięcej punktów ze wszystkich koszykarzy (33), ale był też blisko triple-double, mając na swym koncie również dziewięć zbiórek i siedem asyst. Po końcowej syrenie jednak to nie o statystykach mówiło się w tym przypadku najwięcej.
Wielka przepychanka w trakcie meczu Hornets - Pistons. Czterech zawodników wyrzuconych z boiska
Wszystko z powodu wielkiej awantury, do jakiej doszło w trzeciej kwarcie. Zaczęło się tu od faulu Moussy Diabate na Jalenie Durenie, po czym obaj panowie stanęli do siebie oko w oko. Zdenerwowany Duren ostatecznie położył dłoń na twarzy rywala i go odepchnął, a potem... puściły już wszelkie hamulce.
Doszło do ogromnej przepychanki na parkiecie, która zakończyła się łącznie czterema wykluczeniami - oprócz Diabate i Durena plac gry musieli opuścić również Miles Bridges oraz Isaiah Stewart (szczególnie aktywni w całym tym chaosie), a więc w kwestii kar doszło do swoistego remisu 2:2.
Warto nadmienić, że potem wykluczony ze spotkania został także Charles Lee, trener "Szerszeni", ale to nie miało już nic wspólnego z opisywanym wyżej zamieszaniem. W takich warunkach Hornets jednak bez dwóch zdań trudno było doścignąć przeciwników...
NBA. Najbliższej nocy do akcji ruszą Spurs. Co dalej z Sochanem?
Kolejne spotkania spod znaku NBA już w nocy z wtorku na środę - a w planie jest tu m.in. potyczka Los Angeles Lakers i San Antonio Spurs, drużyny Jeremy'ego Sochana. Warto zwrócić uwagę na ten mecz pod kątem sytuacji Polaka - ten nie został wytransferowany przed zakończeniem ostatniego okienka i zapowiada się na razie na to, że z "Ostrogami" będzie związany co najmniej do lata. Dobrze by było więc, aby zbierał jak najwięcej minut w barwach SAS, co ostatnio jest dla 22-latka dosyć trudne...













