Szalona noc w NBA. Koszmar San Antonio Spurs, w tle dramat Sochana
W nocy z wtorku na środę kibice koszykarskiej ligi NBA byli świadkami nie lada widowiska. To właśnie tego dnia miał miejsce finał utworzonego raptem 2 lata temu wewnętrznego turnieju NBA Cup. O tegoroczny tytuł powalczyli ze sobą koszykarze New York Knicks oraz San Antonio Spurs. Dla fanów basketu z kraju nad Wisłą było to wielkie wydarzenie, bowiem w meczowej kadrze "Ostróg" znalazł się Jeremy Sochan. Polak znów nie odegrał żadnej roli w tym widowisku. Nie mógł się on również pocieszyć ostatecznym triumfem, bowiem jego zespół nie przetrwał zabójczej wojny nerwów.

Przez większą część długiej i zawiłej historii NBA jedynym drużynowym wyróżnieniem było ostateczne zwycięstwo fazy play-off i sięgnięcie po tytuł mistrzowski. Od sezonu 2023/2024 sytuacja ta uległa jednak diametralnej zmianie. Władze najlepszej koszykarskiej ligi świata postanowiły bowiem urozmaicić rozgrywkę, dorzucając do harmonogramu wewnętrzny turniej NBA Cup.
Rozgrywki te toczą się w formule, która dobrze znana jest sympatykom piłki nożnej. Zespoły dzielone są bowiem na grupy, z których tylko najlepsze awansują do późniejszej fazy pucharowej (pozostałe ekipy walczą o "dziką kartę"). W tej części rywalizacji każdy mecz rozgrywany jest w formule "win or go home". Tym sposobem jedynie dwie najlepsze ekipy mają szansę zameldowania się w finałowym starciu rozgrywanym w Las Vegas.
Pierwszym historycznym triumfatorem NBA Cup była ekipa Los Angeles Lakers. Wówczas nagrodę MVP turnieju otrzymał LeBron James. Sezon później statuetka wpadła natomiast na konto Milwaukee Bucks, dowodzonych przez Giannisa Antetokounmpo.
W obecnie trwającym sezonie o tytuł ten walczyły natomiast dwie zupełnie inne ekipy. Wschodnią część stanów zjednoczonych reprezentowała drużyna New York Knicks, podczas gdy po drugiej stronie barykady zameldowali się gracze teksańskiego San Antonio Spurs.
Dla kibiców z kraju nad Wisłą ten wieczór był szczególny. W składzie "Ostróg" znajduje się bowiem jedyny grający obecnie Polak w NBA - Jeremy Sochan. W przypadku pokonania nowojorczyków stałby się on również pierwszym przedstawicielem kraju nad Wisłą, który sięgnął po tytuł NBA Cup.
San Antonio było u progu historycznego triumfu. Sochan znów w roli statysty
Pierwsze minuty finałowego starcia były niezwykle intensywne. Obydwie ekipy chciały od samego początku zaznaczyć swoją dominację, zmuszając rywali do popełniania błędów. Nie zabrakło kilku wartych zapamiętania zagrań, które uwydatniły jedynie wagę spotkania w Las Vegas. W szeregach nowojorczyków brylował OG Anunoby, który w nieco ponad 7 minut gry zdążył zgromadził na swoim koncie 10 "oczek". Po drugiej stronie parkietu jego wyczynom próbowali dorównać Devin Vassell (7 punktów) oraz Harrison Barnes (6 punktów). Niestety, w premierowej odsłonie meczu próżno było doszukiwać się Sochana, który po raz kolejny rozpoczął mecz na ławce rezerwowych. Ostatecznie, po upływie 12 minut, to San Antonio Spurs mogło cieszyć się drobną zaliczką punktową (30:28).
W drugiej kwarcie obydwa zespoły trafiały swoje rzuty na wysokiej skuteczności. Sprawiło to, że wynik spotkania rósł w zatrważającym tempie, a minimalna przewaga wciąż utrzymywała się po stronie "Ostróg". Z bardzo dobrej strony zaprezentował się pierwszoroczniak teksańskiego zespołu Dylan Harper, który zdobył w tej odsłonie kilka istotnych "oczek". Efektowna gra stawała się powoli domeną San Antonio, którzy przy okazji sukcesywnie zaznaczali swoją przewagę. Knicks zdecydowanie nie zamierzali jednak odpuścić możliwość sięgnięcia po historyczny triumf. Wspomniany chwilę wcześnie Anunoby zakończył pierwszą połowę meczu z dorobkiem 20 punktów. Wtórował mu również Jalen Brunson, który do całkowitego dorobku swojej ekipy dołożył 15 "oczek". Dzięki ich wysiłkom drużyna z Nowego Jorku schodziła na przerwę z zaledwie dwupunktową stratą (61:59).
Pierwsze minuty trzeciej kwarty zdecydowanie należał do graczy z Teksasu. To oni zdominowali grę, szybko odskakując na kilkupunktowe prowadzenie. Godni wyróżnienia byli weterani "Ostróg", a więc Harrison Barnes oraz Luke Kornet, którzy w początkowej fazie tej kwarty wzięli ciężar gry na swoje barki. Później najmocniej błyszczał wspomniany wcześniej Dylan Harper, który obnażał przed rywalami swoje umiejętności w ataku oraz skuteczność w obronie. Nie próżnowali także Stephon Castle oraz Victor Wembanyama, którzy kompletnie zdominowali defensywę rywali. Ich popisy pozwoliły San Antonio wejść w decydującą kwartę finałowego meczu z wynikiem 94:89. Niestety Sochan wciąż nie zameldował się na parkiecie.
Przewaga zawodników z teksasu wciąż była minimalna. Zmotywowani nowojorczycy zdołali zniwelować ją w niecałe 2 minuty. Co więcej, dzięki nad wyraz skutecznej defensywie oraz przytomności w ataku udało im się nawet wyjść na kilkupunktowe prowadzenie. Autorem imponującej sekwencji był Jordan Clarkson, który "obdarował" rywali z Teksasu dwoma celnymi rzutami zza łuku. Od tego momentu obrona San Antonio znacznie straciła na intensywności, co bardzo ochoczo wykorzystywali rywale. Taki obrót spraw zwiastował niewiarygodnie napiętą końcówkę meczu. Wojnę nerwów ostatecznie zwyciężyli zawodnicy New York Knicks i to właśnie oni zostali tegorocznymi triumfatorami turnieju NBA Cup. Sochan niestety nie miał wpływu na przebieg gry. Był to trzeci mecz San Antonio bez choćby minimalnego udziału Polaka.
San Antonio Spurs 113:124 New York Knicks (30:28, 31:31, 33:30, 19:33)













