Szalona końcówka meczu Sochana. Tylko jeden punkt, spektakularny powrót
Po dwóch spokojnych zwycięstwach San Antonio Spurs, ekipa Jeremiego Sochana znów zafundowała swoim kibicom emocjonalny rollercoaster. Teksańczycy w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu wybrali się do Chicago, by tam zmierzyć się z nieobliczalnymi Bulls. Gospodarze w pewnym momencie uciekli z wynikiem na tyle, że część kibiców mogło rozpoczynać świętowanie. Zespół z naszym rodakiem się jednak nie poddał, decydowała nerwowa końcówka.

Team Jeremiego Sochana w konfrontacji z popularnymi "Bykami" miał sporo do udowodnienia. Dwa ostatnie wyjazdy podopieczni Mitcha Johnsona kończyli na tarczy, więc przyszła pora na upragnione przełamanie. Rywal nie był łatwy - Chicago Bulls śmiało można nazwać jedną z rewelacji rozgrywek. Utytułowana organizacja na tyle dobrze rozpoczęła sezon, że w pewnym momencie biła się o pierwsze miejsce w Konferencji Wschodniej. Ostatnio nie wiodło się jej jednak najlepiej, wobec czego Teksańczycy śmiało mogli myśleć o zwycięstwie.
Zaczęło się świetnie, bo od wygrania pierwszej kwarty ośmioma punktami. Radość gości nie trwała długo. Po krótkiej przerwie w spektakularnym stylu przebudzili się gospodarze. "Byki" niesione dopingiem publiczności w połowie meczu znajdowały się już na minimalnym prowadzeniu. A w drugiej części kontynuowały dobrą grę, czwartą odsłonę zaczynając z dwucyfrową przewagą. W NBA jednak nie ma takiej straty, której nie można odrobić. I udowodnili to gracze San Antonio Spurs. "Ostrogi" zaczęły szaloną pogoń. Na boisku brylował przede wszystkim Victor Wembanyama. Francuz był nie do zatrzymania, doprowadzając do zaciętej końcówki.
San Antonio Spurs z kolejnym zwycięstwem. Sochan przez dziesięć minut na boisku
Jedna z największych gwiazd całych rozgrywek zachowała zimną krew w decydujących momentach spotkania. Przy stanie 114:114 to jego celny rzut za trzy punkty definitywnie podciął skrzydła miejscowym. Koszykarze z Chicago już się po tym nie pozbierali, San Antonio Spurs triumfowali 121:117. W tytule pisaliśmy o jednym punkcie nie bez powodu. Z takim dorobkiem starcie zakończył Jeremy Sochan. Polak otrzymał od trenera zaledwie dziesięć minut. Wspomniane "oczko" nasz rodak zdobył z linii rzutów wolnych. To ewidentnie nie był wieczór 22-latka.
Podopieczni Mitcha Johnsona dostaną teraz dzień wolny. Kolejny mecz rozegrają ze środy na czwartek czasu polskiego. Będzie to hit, bo mowa o konfrontacji z Golden State Warriors.
Chicago Bulls - San Antonio Spurs 117:121













