Sochan w końcu to zrobił. Przebudzenie Polaka i to w jakim stylu. Otarł się o perfekcję
Po serii fatalnych meczów w końcu przyszedł czas na przełamanie w wykonaniu Jeremy'ego Sochana. Polak dostał nieco ponad 18 minut w meczu przeciwko Memphis Grizzlies i niemalże perfekcyjnie wykorzystał swoją szansę. Najlepszym graczem "Ostróg" tego dnia był jednak bezpośredni rywal polskiego koszykarza. To on, pod nieobecność Victora Wembanyamy, poprowadził zespół do kolejnego ligowego zwycięstwa.

W ostatnim czasie zza oceanu spływały do nas same nieprzyjemne informacje ws. jedynego Polaka w koszykarskiej lidze NBA - Jeremy'ego Sochana. W ostatnich 6 meczach 22-latek nie był w stanie przekroczyć bariery dwucyfrowej zdobyczy punktowej, a i pozostałe statystyki nie zachwycały. Raptem 2 dni temu Sochan rozegrał jeden z najgorszym meczów sezonu, notując jedynie 2 "oczka" w przegranym starciu z Minnesotą Timberwolves.
Mimo to Mitch Johnson nie zamierzał odstawiać swojego młodego podopiecznego. W obliczu przedłużającej się absencji lidera zespołu - Victora Wembanyamy - każda para rąk jest bowiem na wagę złota. Tak też było w meczu z Memphis Grizzlies, który Sochan i spółka rozegrali w nocy z wtorku na środę.
Zwycięstwo San Antonio. Rywal Sochana błysnął geniuszem. Polak otarł się o perfekcję
Pierwsze minuty meczu San Antonio Spurs z Memphis Grizzlies nie układały się po myśli żadnej ze stron. Premierowe punkty w tej rywalizacji pojawiły się dopiero po ponad minucie gry, a kolejne po niecałych trzech minutach. Obie drużyny stopniowo rozkręcały się jednak w ataku.
W pierwszej kwarcie po stronie "Ostróg" szalał bezpośredni rywala Sochana - Harrison Barnes. 33-letni weteran trafił aż trzy rzuty trzypunktowe, dorzucając do tego jeden trafiony rzut osobisty. Sochan wszedł na parkiet w okolicy zakończenia tej części meczu i od razu wziął się do roboty. Zdobył szybkie dwa punkty, a chwilę później popisał się przechwytem, po którym jego kolega z drużyny mógł oddać dwa rzuty osobiste. Kilkadziesiąt sekund przed końcem pierwszej kwarty Polak ponownie wpisał się na listę strzelców.
Na początku drugiej kwarty Sochan nie trafił niestety rzutu za trzy punkty. Jak miało się później okazać, był to jego jedyny nietrafiony rzut w tym meczu. W późniejszych minutach Polak wykorzystał już wszystkie swoje szanse, notując ostatecznie solidne 11 punktów na niemalże perfekcyjnej skuteczności (5/6 z gry). Dołożył również do tego 6 zbiórek oraz 2 przechwyty, notując tym samym jeden z lepszych występów w obecnej kampanii.
Wspomniany wcześniej Harrison Barnes wyrósł tego dnia na lidera San Antonio, zdobywając imponujące: 31 "oczek" oraz 5 zbiórek i 5 asyst. Niewiele gorszy był także De'Aaron Fox, który dorzucił do wyniku zespołu 29 punktów, 4 zbiórki, 4 asysty oraz 3 przechwyty. Godnym wyróżnienia był także występ obiecującego "pierwszoroczniaka" ekipy - Dylana Harpera - który zdobył 15 punktów oraz rozdał 6 asyst.
Po drugiej stronie parkietu odczuwalny był brak lidera "Niedźwiedzi" Ja Moranta. Jego rolę próbował przejąć 22-letni Jaylen Wells, który na koniec meczu miał na swoim koncie 20 punktów. Dobry występ zaliczył także Zach Edey, który do 19 "oczek" dołożył imponujące 15 zbiórek. Z ławki swoją drużynę wsparł także Cam Spencer, będący najlepiej punktującym zawodnikiem Memphis w tym meczu (21 punktów).
Gra toczyła się niemalże do samego końca, lecz w ostatniej kwarcie to San Antonio Spurs nieco wyraźniej zaakcentowali swoją obecność na parkiecie. To pozwoliło im zaliczyć ważne zwycięstwo nad Memphis wynikiem 126:119. To przełożyło się natomiast na 4. miejsce teksańskiego zespołu w konferencji zachodniej.
Tego wieczoru odbyło się również kilka innych ciekawych meczów. Wzrok kibiców z całego świata skierowany był w stronę Oklahomy City Thunder, która pokonała Golden State Warriors 124:112. Dla obecnych mistrzów NBA było to 21 zwycięstwo, co przy raptem 1 porażce stawia ten zespół w roli hegemona ligi. Zwycięstwo zaliczyli także gracze Philadelphii 76-ers, którzy bez większych problemów pokonali bliskie sercu Polaków Washington Wizards (121:102). Wciąż grający bez swojego głównego lidera (Jasona Tatuma) Boston Celtics poradzili sobie natomiast z New Yoru Knick (123:117), a rozpędzeni Toronto Raptors zwyciężyli z Portland Trail Blazers (121:118). Dużo bardziej zacięte było natomiast spotkanie Minnesoty Timberwolves z New Orlean Pelicans. Wymagało ono dogrywki, po której cieszyć się mogli kibice "Leśnych Wilków". Ich ulubieńcy pokonali bowiem swoich rywali wynikiem 149:142.













