Sochan ledwo zadebiutował i już taka akcja. Polak na ustach całej Ameryki
W życiu Jeremy'ego Sochana zmieniło się naprawdę wiele. Przede wszystkim zmienił on swoje "miejsce pracy". Polak, który niedawno został zwolniony z San Antonio Spurs, szybko znalazł się w składzie kolejnej legendarnej ekipy - New York Knicks. Wszyscy kibice basketu z kraju nad Wisłą czekali na debiut 22-latka w barwach nowej drużyny. Ten nadszedł 20 lutego, kiedy Knicks podejmowali liderów ligowej tabeli. Sochan od razu popisał się tym, z czego jest dobrze znany za oceanem - ponadprzeciętną grą w defensywie.

Dotychczasowych zmagań w ramach sezonu NBA 2025/2026 Jeremy Sochan zdecydowanie nie mógł uznać za udane. Rozpoczął je w barwach San Antonio Spurs, gdzie przez 3 lata pełnił rolę bardzo ważnego gracza rotacji, niejednokrotnie meldując się na parkiecie w wyjściowej "piątce" zespołu. Od czasu przejęcia sterów "Ostróg" przez Mitcha Johnsona sytuacja uległa jednak diametralnej zmianie.
Nowy szkoleniowiec Spurs coraz rzadziej korzystał z usług jedynego Polaka w NBA. W końcu Sochan został przez niego niemalże "przyspawany" do ławki rezerwowych, otrzymując skandalicznie niską ilość minut. Często 22-latek w ogólne nie pojawiał się na parkiecie, jak chociażby w swoim ostatnim oficjalnym meczu w barwach San Antonio Spurs.
11 lutego otrzymaliśmy informacje, która w pierwszej chwili zaskoczyła całe środowisko basketu. Przygoda Sochana w barwach Spurs definitywnie dobiegła końca. Polak nie przebywał jednak długo na przysłowiowym bezrobociu. Raptem 24 godziny później znany dziennikarz Shams Charania poinformował bowiem o uzyskaniu porozumienia między Sochanem a legendarną organizacją New York Knicks.
Ta informacja stała się swoistym "światełkiem w tunelu" dla dalszych losów Jeremy'ego Sochana. Na szczęście, na debiut polskiego koszykarza w barwach nowej drużyny nie musieliśmy czekać przesadnie długo.
Sochan z efektownym blokiem w debiucie. Oto, co zrobił z gwiazdorem rywali
W nocy z 19 na 20 lutego New York Knicks podejmowali obecnych liderów tabeli NBA - rozpędzonych Detroit Pistons. Pierwsze minuty starcia na ikonicznej hali Madison Square Garden mogły ucieszyć lokalnych kibiców. Knicks zdołali wypracować kilkupunktową przewagę, jednak w mniej więcej połowie kwarty została ona zniwelowana przez graczy "Tłoków". Później gra stała się już dużo bardziej wyrównana.
Sochan zameldował się na parkiecie już pod koniec pierwszej kwarty, otrzymując przy tym całkiem entuzjastyczne powitanie od sympatyków gospodarzy.
Łącznie nowy gracz New York Knicks spędził na parkiecie około 10 minut. W tym czasie zdołał zanotować 2 punkty (1/1 z gry), dokładając do tego asystę i przechwyt oraz to, z czego znany był jeszcze za czasów gry w San Antonio Spurs - efektowny blok na liderze drużyny przeciwnej.
Opisywana sytuacja miała miejsce pod koniec trzeciej kwarty. Piłka trafiała wówczas w ręce Cade'a Cunninghama. Gwiazdor z Detroit przebiegł całe boisko, próbując zdobyć punkty w ostatnich sekundach tej części meczu. Uniemożliwił mu to jednak starannie pilnujący go Jeremy Sochan. Polak "ustał" akcję w obronie, kończąc kwartę efektownym blokiem na gwiazdorze rywali. Sytuacja ta została natychmiast podchwycona przez dział medialny drużyny z Nowego Jorku, zyskując dziesiątki tysięcy wyświetleń.
Niestety, tego dnia New York Knicks nie mogli mówić o udanych zawodach. W pewnym momencie mecz wymknął im się spod kontroli, w efekcie czego ostatecznie przegrali oni starcie z Pistons wynikiem 111:126. Niemniej z perspektywy fanów basketu z kraju nad Wisłą było to bardzo ważne spotkanie. Udowodnił bowiem, że Jeremy Sochan wciąż ma szanse na odnalezienie swojego miejsca w najlepszej koszykarskiej lidze świata.
Liderem New York Knicks był w tym meczu Jalen Brunson. Zdobył on 33 punkty, zaliczając dodatkowo 6 zbiórek oraz 8 asyst. Po drugiej stronie parkietu brylował natomiast wspomniany wcześniej Cade Cunningham, zdobywca: 42 "oczek", 8 zbiórek oraz 13 asyst.













