Przełamanie Sochana, chwilę później taka decyzja trenera. Ogromny niepokój ws. Polaka
Nie tak dawno temu Jeremy Sochan zanotował spotkanie, na które czekali wszyscy fani jego talentu. Polak zagrał bowiem całkiem przyzwoite zawody, notując solidną linijkę statystyczną przeciwko Washington Wizards. Wielu kibiców zapewne wierzyło, że nadszedł długo wyczekiwany moment przełamania dla koszykarz z kraju nad Wisłą. Niestety, rzeczywistość zweryfikowała to twierdzenie już przy okazji kolejnego meczu New York Knicks.

To zdecydowanie nie jest sezon Jeremy'ego Sochana. Po zmianie trenera San Antoni Spurs polski koszykarz stał się marginalną postacią, co wprawiło fanów jego talentu w ogromny niepokój.
Sytuacja ta zakończyła się rozstaniem z dotychczasową ekipą oraz przenosinami do New York Knicks, w których Sochan miał odbudować swoją dotychczasową formę. Póki co, droga do osiągnięcia tego celu jest jednak mocno wyboista.
Przełamanie Jeremy'ego Sochana. Na taki mecz czekał od tygodni
Nie tak dawno temu pojawiło się jednak pewne światełko w tunelu. W nocy z niedzieli na poniedziałek Knicks rozgrywali spotkanie ze skazaną na pożarcie drużyną Washington Wizards. Nowojorczycy szybko zdominowali swoich rywali, a Sochan otrzymał od trenera Mike'a Browna około 8 minut.
Spożytkował on ten czas bardzo dobrze, zdobywając 8 punktów (3/4 rzuty z gry) oraz 6 zbiórek i asystę. Linijka, choć na tle niektórych kolegów z drużyny nie robiła piorunującego wrażenia, dawała wiele nadziei na poprawę sytuacji 22-letniego Polaka. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała te pragnienia.
Męczarnie Knicks. Sochan znów "przyspawany" do ławki
W nocy z wtorku na środę New York Knicks mierzyli się natomiast z New Orleans Pelicans, a więc 11. ekipą konferencji zachodniej. Na papierze Sochan i spółka byli zdecydowanymi faworytami tego meczu. To twierdzenie udowodnili oni zresztą w pierwszej kwarcie, wygrywając tę część meczu wynikiem 42:28.
Kolejne dwie odsłony spotkania wpadły natomiast na konto koszykarzy z Nowego Orleanu, wśród których brylował tego dnia Zion Williamson (22 punkty, 4 zbiórki, 2 asysty). W ekipie z Nowego Jorku prym wiódł natomiast Jalen Brunson - zdobywca 32 punktów oraz 7 asyst.
Mecz był wyrównany aż do samego końca. Z tego też powodu Mike Brown zdecydował się na dość wąską rotację, co zaowocowało "przyspawaniem" Jeremy'ego Sochana do ławki rezerwowych. Ostatecznie to New York Knicks wyszli z tego starcia zwycięska (121:116). Niestety, tym razem polski koszykarz nie miał swojego wkładu w końcowy rezultaty drużyny.













