Nieudany transfer. Teraz powrót Sochana. I to w jakim meczu. Czegoś takiego nie było od lat
W ostatnich dniach nad głową Jeremy'ego Sochana wisiało realne widmo zmiany otoczenia. Włodarze San Antonio Spurs dali mu bowiem wolną rękę pod względem poszukiwań nowego zespołu. Ostatecznie z prób "wyrwania się" z szeregów teksańskiej drużyny nic nie wyszło. Tuż po zakończeniu okresu wymian Polak ponownie zameldował się na parkiecie NBA. Dostał on kilka minut w meczu, który stał się wiekopomnym wydarzeniem, a to za sprawą wyczynu jego kolegi z drużyny.

W obecnym sezonie Jeremy Sochan przechodzi naprawdę trudne chwile. Polak, który jeszcze kilka miesięcy temu był ważnym członkiem rotacji San Antonio Spurs, obecnie pełni rolę rezerwowego, który nie cieszy się dużym zaufaniem trenera Mitcha Johnsona.
Już od pewnego czasu pojawiały się doniesienia, jakoby dni Sochana w barwach teksańskiej ekipy były policzone. Światełkiem w tunelu okazały się doniesienia, jakoby włodarze "Ostróg" dali Polakowi zielone światło w kwestii poszukiwań nowego zespołu. 22-latek nie miał jednak zbyt wiele czasu. "Okno transferowe" w tegorocznym sezonie NBA kończyło się 5 lutego. Niestety, do tego czasu żadna z ekip nie złożyła oferty, która usatysfakcjonowałaby obecnych pracodawców Sochana.
Polak pozostał tym samym w składzie Spurs. Z medialnych doniesień wynika, że zapowiedział on wypełnienie swojego kontraktu (wygasającego latem 2026 roku) oraz chęć walki o ponowne włączenie do rotacji zespołu.
Powrót Sochana i wiekopomny wyczyn jego kolegi. Co za noc za oceanem!
Ostatni raz Sochan zameldował się na parkiecie NBA w wygranym meczu z Utah Jazz (26 stycznia). Po tym starciu ponownie został on posadzony na ławce, a w ostatni dzień stycznia otrzymaliśmy informację o "tajemniczym urazie", który miał dotknąć polskiego koszykarza.
Przez kontuzję Sochan stracił 5 meczów. Polak powrócił do gry w nocy z 7 na 8 lutego, kiedy to San Antonio Spurs podejmowali ekipę Dallas Mavericks, w której prym wiedzie najgłośniejsze nazwisko zeszłorocznego draftu - Cooper Flagg. Zdecydowanie nie był to jednak mecz wybitnego 19-latka, który zakończył spotkanie ze Spurs z 14 punktami na koncie. Warto przypomnieć, że "Mavs" niedawno wymienili również jednego ze swoich gwiazdorów - Anthony'ego Davisa. Ten ruch mocno uszczuplił ich potencjał w ataku oraz przede wszystkim w obronie.
Po drugiej stronie parkietu doszło tej nocy do prawdziwego "One Man Show". Trudno inaczej opisać to, co wyczyniał klubowy kolega Sochana, Stephon Castle. 21-letni rozgrywający brał czynny udział w niemal każdej akcji swojego zespołu. Był przy tym zabójczo skuteczny (15/19 celnych rzutów z gry), co poskutkowało zdobyciem astronomicznej linijki na poziomie: 40 punktów, 12 zbiórek oraz 12 asyst.
Tym sposobem Castle stał się trzecim najmłodszym zawodnikiem w historii NBA (21 lat i 96 dni), który zanotował triple-double z minimum 40 punktami na koncie. Młodsi od niego byli jedynie: LeBron James oraz Luka Doncić. Co więcej, jest on dopiero drugim zawodnikiem w historii San Antonio Spurs, który zdobył triple-double z minimum 40 punktami. Pierwszym, który tego dokonał, był legendarny David Robinson. 40 "oczek" to również indywidualny rekord kariery kolegi Sochana.
Młody gwiazdor absolutnie przyćmił pozostałych zawodników. Jak natomiast prezentowała się sytuacja Sochana, który w tym spotkaniu ponownie zasiadał na ławce rezerwowych Spurs? Polak otrzymał niecałe 4 minuty, kończąc mecz z 1 blokiem oraz 1 nietrafionym rzutem. Co ciekawe, wejściu Sochana towarzyszyła bardzo entuzjastyczna reakcja publiczności, która wyraziła wsparcie dla przechodzącego przez ogromny kryzys zawodnika. Ostatecznie San Antonio Spurt zwyciężyli z Dallas Mavericks wynikiem 138:125.
Nie był to oczywiście jedyny mecz, rozgrywany tego wieczoru. Warto chociażby wspomnieć o debiucie Jamesa Hardena, który w ramach głośnej wymiany trafił do Cleveland Cavaliers. "Brodacz" zaliczył bardzo udane wejście do zespołu, notując 23 punkty na solidnej skuteczności (7/13 z gry). Dołożył do tego również 8 asyst. "Cavs" pokonali Sacramento Kings wynikiem 132:126.
Wyniki spotkań NBA (w nocy z 7 na 8 lutego):
- Cleveland Cavaliers 132:126 Sacramento Kings
- Washington Wizards 113:127 Brooklyn Nets
- Houston Rockets 112:106 Oklahoma City Thunder
- Dallas Mavericks 125:138 San Antonio Spurs
- Utah Jazz 117:120 Orlando Magic
- Charlotte Hornets 126:119 Atlanta Hawks
- Golden State Warriors 99:105 Los Angeles Lakers
- Philadelphia 76ers 109:103 Phoenix Suns
- Memphis Grizzlies 115:122 Portland Trail Blazers













