Krzyk gwiazdora rozległ się po hali, fatalne zdarzenie w trakcie meczu. Potwierdził się okropny scenariusz
We wtorkowy, wczesny poranek według czasu polskiego ekipa Golden State Warriors pokonała drużynę Miami Heat w rozgrywkach NBA i odnotowała swój czwarty z rzędu triumf w sezonie regularnym. Atmosferę świętowania zepsuło jednak "Wojownikom" przykre zdarzenie dotyczące Jimmy'ego Butlera - ten doznał bowiem poważnej kontuzji, która oznacza dla niego długi rozbrat z koszykówką...

Golden State Warriors zajmują obecnie lokatę jedynie w środku tabeli Konferencji Zachodniej, natomiast ostatnio ich forma zaczęła wyraźnie rosnąć. "Wojownicy" rozpoczęli niedawno zwycięską passę od meczu z Blazers, a potem pokonali też Knicks czy Hornets.
Wczesnym porankiem 20 stycznia według czasu środkowoeuropejskiego GSW zmierzyli się z kolei z Miami Heat - i tu również nie dali rywalom szans, wygrywając 135:112. Niestety cieniem na ten sukces rzuciła się sytuacja z trzeciej kwarty...
Fatalna scena podczas meczu NBA. Jimmy Butler miał ogromnego pecha
Podczas podkoszowej walki o piłkę z Davionem Mitchellem Jimmy Butler zaliczył skrajnie niefortunne lądowanie i podczas stawiania lewej nogi na parkiecie doznał kontuzji. Od początku było widać przy tym, że uraz jest naprawdę poważny, bo zawodnik wręcz krzyknął, a stojący niedaleko jego kolega z zespołu Quinten Post aż złapał się za głowę.
Wszyscy wiedzieli, co się święci, a niedługo potem kilka różnych źródeł (m.in. Shams Charania z ESPN czy Sam Amick z "The Athletic") potwierdziło już oficjalnie, że Butler zerwał więzadło krzyżowe przednie w kolanie.
To zaś oznacza koniec sezonu 2025/2026 dla koszykarza - i naprawdę mozolną rehabilitację. 36-latek z pewnością nie spodziewał się, że spotkanie ze swoim byłym klubem będzie mieć dla niego tak dramatyczny przebieg.
Wielkie osłabienie Warriors w środku sezonu. Będą musieli radzić sobie bez Butlera
Butler jak dotychczas był naprawdę znaczącą postacią w boiskowej układance trenera Steve'a Kerra - tym samym Warriors natrafiają na poważny problem z osłabieniem i to w zasadzie mając jeszcze przed sobą połowę sezonu regularnego NBA. Przed nimi wciąż 38 spotkań na tym etapie rozgrywek, a najbliższe odbędzie się 21 stycznia o 04.00 czasu polskiego. Rywalem będzie zespół z czołówki klasyfikacji Konferencji Wschodniej, Toronto Raptors.












