Koszykarski świat w żałobie. Nie żyje koszykarz NBA, miał tylko 29 lat
W NBA trwa już decydująca faza sezonu. Niebawem na placu boju pozostaną już tylko cztery czołowe drużyny kończącej się powoli kampanii. Emocje sportowe zeszły jednak na drugi plan po wiadomości jaka kilkanaście godzin temu obiegła kraj. W wieku zaledwie 29 lat zmarł Brandon Clarke. Kanadyjczyk przez całą swoją profesjonalną karierę reprezentował Memphis Grizzlies. To właśnie "Miśki" jako pierwsze potwierdziły śmierć swojego gracza.

Brandon Clarke już jako nastolatek zapowiadał się na znakomitego koszykarza. Efektem jego starań był angaż w NBA. Marzenia młodego wówczas Kanadyjczyka spełniły się w 2019 roku, kiedy z wysokim 21 numerem wybrała go Oklahoma City Thunder. Dla obecnych mistrzów jednak nie zagrał, ponieważ został wymieniony do Memphis Grizzlies. I od początku radził sobie całkiem dobrze. Już w pierwszym sezonie trafił do grona pięciu czołowych debiutantów.
W kolejnych kampaniach regularnie notował dwucyfrowe zdobycze. Seria zakończyła się dopiero w sezonie 2024/25. Ten obecnie trwający okazał się zdecydowanie najgorszy. Powód? Zaledwie trzy zaliczone spotkania ze względu na poważne urazy kolana oraz łydki. Kanadyjczyk od grania nie odpoczywał w spokojny sposób. W kwietniu pojawiły się niepokojące informacje dotyczące aresztowania gwiazdora. Gracz zza oceanu miał rzekomo między innymi handlować kontrolowanymi substancjami. Przekroczył dodatkowo prędkość.
Koszykarz szybko opuścił areszt i wydawało się, że usłyszymy dopiero o nim przy okazji sportowych popisów w kolejnej kampanii. Niestety stało się inaczej. "Jesteśmy pogrążeni w żałobie po tragicznej stracie Brandona Clarke'a. Brandon był wspaniałym kolegą z drużyny i jeszcze lepszym człowiekiem, którego wpływ na organizację i całą społeczność Memphis nie zostanie zapomniany. Składamy najszczersze kondolencje jego rodzinie i bliskim w tym trudnym czasie" - poinformowali Memphis Grizzlies.
Brandon Clarke nie żyje. Społeczność koszykarska opłakuje zawodnika
Kondolencje z tego powodu śle dosłownie cały świat. Nie ma w tym krzty przesady. Profil Kanadyjczyka na Instagramie obserwuje ponad sto tysięcy użytkowników tej platformy. "Jako jeden z najdłużej służących członków Grizzlies, Brandon był uwielbianym kolegą z drużyny i liderem, który grał w tę grę z ogromną pasją i determinacją. Nasze myśli i kondolencje kierujemy do rodziny, przyjaciół i organizacji Grizzlies Brandona" - przekazał komisarz NBA, Adam Silver.
Przyczyna śmierci póki co nie została oficjalnie podana. "Clarke zmarł w Dolinie San Fernando w Kalifornii , poinformowały lokalne organy ścigania stację NBC. Władze poinformowały stację, że straż pożarna w Los Angeles odebrała zgłoszenie o nagłym wypadku medycznym krótko po godzinie 17:00 w poniedziałek, 11 maja. Clarke został uznany za zmarłego po przybyciu ratowników medycznych" - odnotowało "usatoday.com".












