Koszmar gwiazdora i wygrana jednym punktem. Ekipa Sochana coraz bliżej mistrzostwa
Noc z piątku na sobotę przyniosła nam drugą odsłonę tegorocznych finałów NBA - i po raz drugi w serii zwyciężyli New York Knicks, triumfując nad San Antonio Spurs... różnicą zaledwie jednego punktu, 105:104. Tym samym obecny zespół Jeremy'ego Sochana zrobił kolejny znaczący krok w stronę mistrzostwa, a prawdziwie koszmarną końcówkę potyczki przeżył Victor Wembanyama, gwiazdor "Ostróg".

Finały NBA w sezonie 2025/2026 rozpoczęły się wręcz fantastycznie dla ekipy New York Knicks - w pierwszym meczu serii wygrali oni bowiem z San Antonio Spurs 105:95, a potem wyraźnie poszli za ciosem.
W nocy z 5 na 6 czerwca według czasu polskiego NYK po raz drugi z rzędu dobili do tej samej liczby "oczek", triumfując w ten sposób nad SAS 105:104. Końcówka starcia była naprawdę dramatyczna - a zwłaszcza dla Victora Wembanyamy.
Fatalne konsekwencje porażki Polaków w Warszawie. Kolejny cios, chodzi o IO
Spurs - Knicks: Wembanyama zaliczył koszmarne ostatnie sekundy meczu
Francuz, notabene najskuteczniejszy na boisku (29 pkt, do tego jeszcze dziewięć zbiórek), popełnił przed samym finiszem rywalizacji ciąg kosztownych błędów. Zaczęło się od tego, że przy stanie 104:104 zebrał on piłkę, po czym wykonał zupełnie nieudaną próbę podania do Stephona Castle'a, trafiając... w jego plecy.
Wówczas do akcji ruszył Jalen Brunson, który został sfaulowany przez "Wemby'ego". Lider Knicks następnie wykorzystał jeden z dwóch rzutów osobistych i Nowojorczycy wyszli na prowadzenie. W takiej sytuacji Spurs musieli w ostatnich sekundach wykonać minimum celny rzut za dwa - i tego właśnie podjął się Wembanyama, który... spudłował. Marzenia o zwycięstwie bezpowrotnie przepadły wówczas dla "Ostróg".
Igor Milicić ujawnia kulisy pracy w Grecji. Mówi o sytuacji Sochana
Finały NBA: Jeremy Sochan znowu całkowicie poza grą
W serii jest tym samym 2:0 dla Knicks, a to nie koniec dobrych wieści dla podopiecznych trenera Mike'a Browna - teraz współzawodnictwo przeniesie się bowiem na dwa spotkania na ich teren, do Madison Square Garden, a atut własnego parkietu może się tu okazać naprawdę istotny.
Gorszą informacją z perspektywy polskich sympatyków koszykówki jest jednak to, że Jeremy Sochan po raz kolejny nie podniósł się nawet na chwilę z ławki - po raz ostatni można go było oglądać w grze w półfinałach Konferencji Wschodniej przeciwko 76ers i nie zapowiada się, by taki stan rzeczy miał się na razie zmienić.
Kolejne finałowe zmagania odbędą się 9 czerwca o godz. 02.30 według czasu środkowoeuropejskiego.






![Piłka nie chciała spaść. Najdłuższe wymiany meczu Polska - Brazylia [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2C52O3ERO17U-C401.webp)



![Semeniuk błyszczał na parkiecie. Te akcje warto zobaczyć [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2C3Q0AGGUVY7-C401.webp)


