Szef Legii ujawnia budżet. Zapowiada też walkę o Polaków
- Nasz budżet jest w granicach 14 mln zł. Z pełną świadomością bardzo dużo pieniędzy przeznaczamy na rozwój organizacji. Złożymy ofertę Andrzejowi Plucie, który zrobił w Legii bardzo duży progres. Usunięcie przepisu o Polaku na parkiecie dało same plusy. Nie widzę żadnych minusów - mówi Jarosław Jankowski, współwłaściciel Legii Warszawa.

Karol Wasiek: Po co Legii Michał Fałkowski, nowy dyrektor ds. komunikacji i PR?
Jarosław Jankowski, współwłaściciel Legii Warszawa i wiceprzewodniczący rady nadzorczej w PLK: Są dwa powody. Po pierwsze, Michał Fałkowski jest bardzo dobrym specjalistą w zakresie komunikacji. Jednym z najlepszych, jak nie najlepszym w polskiej koszykówce, pracującym wcześniej w dużym klubie, a także przy kadrze narodowej.
My - jako Legia - chcemy mieć u siebie najlepszych ludzi, dlatego też sięgnęliśmy po Michała. Potrzebowaliśmy wzmocnić ten zakres działalności. Cieszę się, że udało nam się porozumieć, choć sam proces nie był szybki, było kilka spotkań i rozmów warsztatowych, jak obie strony postrzegają ewentualną współpracę. Teraz przed nim już tylko ciężka praca.
Czego pan od niego wymaga?
- Wymagam, że uporządkuje wiele kwestii komunikacyjnych, przejmie w 100% działanie wszystkich naszych social mediów i będzie także wspierał działania marketingowe i sponsoringowe.
Czy to prawda, że Michał w trakcie rozmów przyszedł z listą rzeczy, które w Legii można usprawnić na szczeblu komunikacji?
- Tak, to prawda. Tego też oczekiwaliśmy, że Michał zdiagnozuje obecną sytuację w naszym klubie. Wskazał elementy, które należy poprawić. Mimo że od lat jesteśmy jednym z najbardziej medialnych klubów w ORLEN Basket Lidze, to jestem zdania, że jest dużo rzeczy do poprawy, dlatego oczekiwałem, by Michał to szczerze powiedział. Uważam, że w miarę dobrze zdiagnozował obecną sytuację. Teraz ma się tym po prostu zająć kompleksowo.
Czy to prawda, że największym zwolennikiem jego kandydatury był Marcin Gacoń, obecny dyrektor marketingu i sprzedaży?
- Tak. Marcin Gacoń wyszedł z tą inicjatywą. Nie ukrywam, że na początku byłem trochę sceptyczny, nie co do Michała, ale co do w ogóle tej koncepcji, ale z czasem - po rozpisaniu tego strukturalnie u nas w klubie - zacząłem się przekonywać do tego pomysłu. Najpierw Marcin rozmawiał z Michałem, a później przystąpiliśmy do kolejnych etapów tej rekrutacji.
Czyli Legia wzmacnia nie tylko skład, sztab szkoleniowy, ale też poszerza struktury wewnętrzne.
- Absolutnie tak. Jeżeli klub ma się rozwijać, nasz budżet ma rosnąć, to potrzebujemy najlepszych ludzi, którzy nam w tym pomogą.
Słyszałem, że w trakcie rozmów przedstawił pan Michałowi konkretne cele, które chcecie - jako klub - zrealizować. Jakie to są cele?
- Przede wszystkim bardzo ważnym celem, takim kamieniem milowym w historii klubu, jest powstanie nowej hali na Skrze. Jest w tym zakresie bardzo dużo pracy do wykonania pod kątem marketingowo-komunikacyjnym. Dzisiaj gramy w hali, która ma niecałe 2 tysiące miejsc, a przenosimy się do hali, której pojemność jest trzykrotnie większa. Planujemy kontynuować nasze "sold-outy", co będzie wyzwaniem potroić praktycznie z dnia na dzień naszą publikę na meczach. Uważam, że duża odpowiedzialność spoczywa właśnie na dziale komunikacji, PR i marketingu.
Wiadomo że nowy obiekt - sam w sobie - zawsze ściąga pewną pulę ludzi, którzy chcą tego doświadczyć. Naszą rolą jest ich pozyskać, ale też zatrzymać na dłużej poprzez produkt sportowy i wszystkie inne wydarzenia, które mają miejsce w trakcie meczu. Nieskromnie powiem, że ten dzień meczowy jest u nas bardzo rozbudowany. Uważam, że na bardzo wysokim poziomie, choć nasza obecna hala ma ogromne ograniczenia w tym względzie.
Mamy sporo pomysłów, które trzymamy na nową halę, bo w tym momencie obiekt na Bemowie nie jest po prostu w stanie "dźwignąć" tego pod kątem infrastrukturalnym.
Nie ukrywam, że uwielbiam rozmawiać z ludźmi, którzy po raz pierwszy pojawiają się na meczach koszykarskiej Legii. Ostatnio rozmawiałem z Sebastianem Staszewskim, autorem książki “Lewandowski. Prawdziwy”, który przyszedł na nasz mecz ze swoją partnerką. Usłyszałem od nich, że było świetnie, ani przez chwilę się nie nudzili, bo działo się dużo więcej niż na meczu piłki nożnej. To było - ich zdaniem - wspaniałe doświadczenie rozrywkowe. I o to właśnie w tym wszystkim chodzi.
Na jakim etapie jest budowa hali na Skrze?
Jest wybrany generalny wykonawca i czekamy na podpisanie umowy i start prac budowlanych.
W którym miejscu jest obecnie polska koszykówka?
- Myślę, że koszykówka jest w bardzo dobrym miejscu, ale też w miejscu, które jest wyzwaniem. bo jest na fali wznoszącej. Tylko trzeba się umieć na tej fali utrzymać i ją wykorzystać, by popłynąć na niej jak najdłużej.
Pamiętajmy, że nic nie jest dane raz na zawsze i musimy zdać sobie z tego sprawę jako całe środowisko koszykarskie. Uważam, że przed nami jest bardzo dużo pracy do wykonania. Cały czas powtarzam, że reprezentujemy drugą dyscyplinę na świecie i naszym celem absolutnie musi być to, żeby koszykówka była drugą dyscypliną w Polsce pod kątem popularności.
Co należy zrobić konkretnie, by tam się znaleźć?
- Trzeba bardzo mocno dbać o produkt ligowy. Rozwijać go, a tutaj uważam, że jest ogromne pole do popisu pod kątem marketingowym i komunikacyjnym. Jako liga mamy też przyjętą strategię na kolejne lata. Trzeba bardzo dużo uwagi przyłożyć do wdrożenia jej w życie, co jest już przede wszystkim zadaniem zarządu PLK.
Rada nadzorcza PLK, w której jestem członkiem, jest organem nadzoru i kontroli i oczywiście będzie wspierać oraz stymulować te działania. Moja prywatna opinia jest taka, że jest dużo do poprawy w tym zakresie. Wszyscy muszą wziąć się do pracy i zająć się tym, co jest naprawdę ważne.
Uważam, że strategia jest bardzo dobra, jest jasno w niej napisane, co powinno się kiedy wydarzyć. Musimy pilnować tych rzeczy, żeby to nam nie rozjechało, bo wtedy będzie dużo trudniej.
Jak pan definiuje produkt ligowy?
- Jestem zdania, że w klubach dzieje się dużo dobrych rzeczy. To - w porównaniu do lat ubiegłych - mocno poszło do góry i to jest bardzo ważne. Mam na myśli: dzień meczowy, rozwój social mediów, kreatywność i innego rodzaju pomysły. Ten produkt ligowy przez to idzie do przodu, ale to zasługa przede wszystkim klubów, a nie samej ligi.
Wzrosły także budżety poszczególnych klubów. Prezes Łukasz Pszczółkowski - przed rozpoczęciem rozgrywek - ujawnił, że ma budżet na poziomie 14 mln zł. Jakim budżetem dysponuje Legia Warszawa?
- Myślę, że jest bardzo zbliżony do Anwilu Włocławek. Myślę, że jest to kwota w okolicach 14 mln zł. Dokładną kwotę mogę podać po zakończeniu rozgrywek. To wynika, że z różnych składowych, które są po prostu ruchome.
Wiem, że prezesowi Pszczółkowskiemu te słowa są nieco wyciągane, ale moim zdaniem kluby powinny chwalić się tym, że mają duże budżety. Oczywiście później każdy prezes jest rozliczany z efektywności tego budżetu i z wyniku sportowego.
Sezon jeszcze trwa i wszystko jest możliwe. Anwil - można powiedzieć - jest na zakręcie, ale nadal ma szansę zaistnieć w najważniejszej fazie rozgrywek. Uważam, że PLK potrzebuje silnego Anwilu po to, by się rozwijać i iść do przodu, bo to ważny ośrodek dla naszej ligii.
Ze swojej strony mogę powiedzieć, że nasz klub wydaje dzisiaj bardzo dużo pieniędzy na rozwój organizacji. Robimy to świadomie, bo uważamy, że rozwój klubu musi iść równolegle z rozwojem sportowym. Nie można tego zaburzyć.
Przejdźmy do spraw sportowych. Czy Legia złoży Andrzejowi Plucie ofertę po zakończeniu sezonu?
- Oczywiście. To jest więcej niż pewne. Czy Andrzej zostanie? Myślę, że to zależy od wielu czynników. Jesteśmy przed tymi rozmowami.
Mówiąc szczerze, mam w tej sprawie pewien dysonans. Z jednej strony, bardzo chciałbym, żeby Andrzej został w Legii, ale z drugiej strony, jego odejście do dobrego klubu zagranicznego, w którym będzie miał rolę i zaufanie ze strony trenera, będzie wielkim sukcesem polskiej koszykówki i pomoże w jego rozwoju, Musi też zdać sobie sprawę, że może też trafić do klubu, w którym nie będzie miał ważnej roli i zaufania trenera (jak teraz w Legii) i jego kariera może mocno wyhamować.
Na pewno trudna decyzja przed nim. My na pewno złożymy mu ofertę i oczywiście z punktu widzenia Legii bardzo nam zależy, żeby Andrzej został z nami.
Jak pan patrzy na jego rozwój w Legii?
- Bardzo dojrzał jako zawodnik i człowiek. Dzisiaj może już nikt tego nie pamięta, ale zanim on trafił do Legii, to wielu mówiło, że on jest graczem bez przyporządkowania do konkretnej pozycji. Dzisiaj nikt nie ma wątpliwości, że Andrzej jest świetnym rozgrywającym. W ostatnich meczach rozdaje po 10 i więcej asyst, co pokazuje, że bardzo poprawił ten element gry. Poza tą firmową trójką, świetnie reguluje tempo gry i świetnie podaje. Ostatnio dołożył jeszcze jeden komponent w postaci dobrej penetracji i atakowania strefy podkoszowej, czego wcześniej nie robił. Andrzej staje się zawodnikiem kompletnym. Ma duży potencjał i duże umiejętności techniczne. Musi cały czas się rozwijać, bo sky's the limit przed nim.
Jak z perspektywy czasu ocenia pan wycofanie się z przepisu o obowiązkowym graniu Polakiem na parkiecie?
- Uważam, że to była jedna z lepszych decyzji w kontekście rozwoju polskiej koszykówki. Byłem jedną z tych osób, która na głos od wielu lat o tym mówiła, że trzeba to zrobić. Było bardzo wielu przeciwników, których dzisiaj za bardzo nie słychać.
Polscy, dobrzy zawodnicy mają świetne pozycje w klubach, bardzo dobre kontrakty, na pewno nie stracili na tym finansowo. Wszystkie topowe kluby, które biją się o mistrzostwo Polski, są oparte na jakościowych Polakach. To pokazuje, że ten przepis kompletnie nic nie zmienił. Zawsze podkreślam, że dobry zawodnik obroni się grą.
Dużo więcej młodych zawodników pojawia się na boisku, dlatego, że nastąpił exodus zawodników do 1. ligi. To są gracze, którzy byli wartością ligi, ale byli już po swoim picku i nie stanowili wartości dla reprezentacji Polski. Wzmocnili za to szeregi zaplecza ekstraklasy. To jest dodatkowa wartość, której nie przewidziałem na etapie projektowania. Można powiedzieć są same plusy i żadnych minusów.
Zapowiadam, że latem znów będzie kolejna walka o tych topowych Polaków, bo oni się po prostu bronią. Polscy zawodnicy są bardzo dobrzy, jeżeli w to wierzą, podejmują rywalizację i wyzwanie. Jeżeli nie mają przeświadczenia, że coś im się należy, a muszą sobie to wywalczyć na boisku, to wszyscy na tym zyskują.












