Wojna, trzęsienie ziemi i śmierć brata. Gracz po przejściach ma swój cel
- Ostatnie trzy lata były dużym wyzwaniem życiowym. Doświadczyłem bardzo trudnych chwil - wojna w Rosji, w Turcji miało miejsce trzęsienie ziemi, a w następnym roku zmarł mój brat. Były chwile, kiedy nie byłem pewien, czy chcę dalej grać - mówi Conner Frankamp, nowy gracz PGE Startu, który kiedyś grał z Mateuszem Ponitką w Zenicie Sankt Petersburg.

Conner Frankamp to znane nazwisko na europejskim rynku. Absolwent uczelni Wichita State swoją karierę na Starym Kontynencie zaczął od występów w Bułgarii. Później był w Grecji, w Hiszpanii, a także w lidze VTB. W barwach Zenita Sankt Petersburg wystąpił w 17 meczach Euroligi, w których średnio notował 7.8 pkt i 1.4 asysty. Warto dodać, że Frankamp w rosyjskim zespole grał razem z Mateuszem Ponitką, reprezentantem Polski.
W swoim CV Frankamp ma także występy we Francji, w Turcji, a także na Tajwanie. W styczniu 2025 podpisał umowę w Rumunii. W ekipie Dinamo Bukareszt średnio notował 13 punktów i 3.6 asyst.
W grudniu - po kilkumiesięcznej przerwie - podpisał umowę z PGE Startem Lublin. Drużyna z nim w składzie wygrała 2 z 3 meczów. Koszykarz w rozmowie z Interią opowiada o swoich trudnych doświadczeniach życiowych i zdradza, jaki ma cel na kolejne lata.
- Teraz pod względem mentalnym czuję się już naprawdę dobrze. Wszystko sobie przeanalizowałem i poukładałem w głowie. Dobrze jest znów stanąć na nogi i móc grać w koszykówkę - podkreśla Amerykanin, który ma również gruziński paszport.
Karol Wasiek: Dlaczego sezon 2025/2026 zacząłeś dopiero w połowie grudnia? Jak do tego doszło, że podpisałeś umowę w Polsce?
Conner Frankamp, zawodnik PGE Startu Lublin: Nie ukrywam, że chciałem trochę odpocząć w domu i spędzić czas z rodziną w Stanach Zjednoczonych. W ostatnich latach za każdym razem szybko wyjeżdżałem z domu i tęskniłem za rodziną. Bardzo mi na tym zależało, by teraz spędzić z nimi więcej czasu. Po kilkumiesięcznym pobycie w domu poczułem tęsknotę za koszykówką. Mój agent zaczął działać. Tak się złożyło, że znałem kilku zawodników z PGE Startu, więc to zawsze łatwiej podjąć decyzję i pójść do klubu, w którym spotkasz znajome twarze.
Znajomość kilku graczy to jedno, ale PGE Start - w momencie podpisywania umowy - był na końcu tabeli. Czy to nie był czynnik, który dał do myślenia?
- Tak, zastanawiałem się trochę nad tym. Pomyślałem sobie jednak, że czuję się dobrze, a moje ciało jest gotowe do grania, więc mógłbym tu przyjść i pomóc drużynie. Wygraliśmy dwa z trzech ostatnich meczów. Mam nadzieję, że uda nam się to utrzymać i awansować w ligowej hierarchii.
Latem wygrałeś turniej TBT, którego stawką jest milion dolarów. Jakie to uczucie? Warto też dodać, że w zespole miałeś Leytona Hammondsa i Jamesa Woodarda, zawodników z przeszłością w PLK. Tego drugiego nawet rozważał trener Wojciech Kamiński do PGE Startu Lublin.
- Serio? Nawet nie wiedziałem tego! (śmiech). Mieliśmy naprawdę mocną drużynę pod kątem umiejętności sportowych i cech osobowościowych. Było dużo dobrych ludzi, w tym Leyton i James. Obaj byli kluczowi. To był nasz piąty lub szósty rok w tym turnieju i w końcu udało nam się wygrać.
Nagroda finansowa? Było o co grać, więc radość była podwójna (śmiech).
Do Polski przyjechałeś jako gracz z przeszłością w wielu dobrych ligach. Miałeś nawet rozdział w Eurolidze. Jak oceniasz swoją dotychczasową drogę koszykarską?
- Ostatnie trzy lata były dla mnie dość trudne. Były chwile, kiedy nie byłem pewien, czy chcę dalej grać, biorąc pod uwagę to wszystko, co się działo.
Co masz na myśli?
Doświadczyłem bardzo trudnych chwil w życiu - wojna w Rosji, w Turcji miało miejsce trzęsienie ziemi, a w następnym roku zmarł mój brat. Mocno to wszystko przeżyłem i potrzebowałem wyciszenia. Teraz pod względem mentalnym czuję się już naprawdę dobrze. Wszystko sobie przeanalizowałem i poukładałem w głowie. Dobrze jest znów stanąć na nogi.
W Zenicie Sankt Petersburg grałeś razem z Mateuszem Ponitką. Jak wspominasz wspólną grę z kapitanem reprezentacji Polski?
Byliśmy wtedy naprawdę dobrą drużyną. Zajmowaliśmy bardzo wysokie miejsce w Eurolidze w momencie, gdy rosyjskie zespoły zostały wycofane z Euroligi z powodu wojny.
Mateusz Ponitka? Świetny koszykarz. Był zabawną osobą, choć chodzącą swoimi ścieżkami. Uważam, że bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Ciekawostką jest fakt, że znam też innego kadrowicza. To Jerrick Harding.
Gdzie się poznaliście?
- Pochodzi z mojego miasta. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi i często się latem widujemy. Graliśmy przeciwko sobie w kilku turniejach. On ma świetną karierę, więc cieszę się z jego sukcesów.
Jak oceniasz swoją obecną formę fizyczną?
- Czuję, że wracam do formy. W meczu z AMW Arką grałem przez 30 minut i czułem się dobrze pod względem fizycznym. Choć trzeba przyznać, że nie musiałem się zbytnio wysilać, bo JP Tokoto, Jordan Wright i Liam O'Reilly grali świetnie. Kiedy oni już się rozkręcą, miło jest nie musieć cały czas trzymać piłki w rękach. Po prostu należy im robić swoje.
Jakie masz cele na przyszłość?
- Chciałbym wrócić do dawnej formy. Jak już wspomniałem wcześniej, miałem kilka trudnych lat w mojej karierze. Mam dopiero 30 lat, więc nie jestem jeszcze taki stary, a moje ciało czuje się dobrze. Chcę po prostu stawać się coraz lepszy i mam nadzieję, że będę robił kolejne postępy.












