Reklama

Reklama

Turów Zgorzelec nie chce powtórki sprzed roku

Koszykarze PGE Turowa w czwartek meczem z AZS-em Koszalin rozpoczną walkę w ćwierćfinale mistrzostw Polski. - Rok temu do play-off też przystępowaliśmy z pierwszego miejsca, a jednak złota nie zdobyliśmy - zauważył Waldemar Łuczak prezes klubu ze Zgorzelca.

Koszykarze Turowa do fazy play off Tauron Basket Ligi przystępują z pierwszego miejsca w tabeli, ale w Zgorzelcu nikt z tego powodu nie wpadł w euforię. Włodarze klubu, jak i sami zawodnicy, twardo stąpają po ziemi i jednym głosem przyznają, że prawdziwa walka dopiero się zaczyna.

Reklama

- Naszym celem nie było pierwsze miejsce w tabeli, ale sięgnięcie po mistrzostwo. Aby to uczynić musimy dojść w play-off do finału, a później go wygrać. Taki sam plan ma jednak jeszcze siedem innych drużyn, bo nikt się nie zadowoli już samym awansem do pierwszej ósemki - stwierdził Filip Dylewicz.

Prezes klubu przypomniał natomiast, że rok temu sytuacja była podobna a po mistrzostwo sięgnął Stelmet Zielona Góra. - Pierwsze miejsce po sezonie zasadniczym jeszcze nic nie znaczy. Rok temu byliśmy pierwsi, ale co z tego, skoro musieliśmy się zadowolić wicemistrzostwem. Liczę, że historia się nie powtórzy i sięgniemy w tym roku po złoto. Droga jednak bardzo daleka, bo teraz dopiero się zacznie prawdziwa walka - dodał.

Włodarze klubu nie ukrywają, że mimo dobrych wyników zespołu, ostatnie tygodnie nie były spokojne. Wszystko przez podejrzenia o naruszenie przepisów antydopingowych przez Tony'ego Taylora i Damiana Kuliga oraz fizjoterapeutę Macieja Żmijewskiego, za co całej trójce groziła dyskwalifikacja. Sprawa była skomplikowana, ale ostatecznie sędzia dyscyplinarny PLK postanowił uznać, iż Taylor, Kulig i Żmijewski nie naruszyli reguł antydopingowych.

- Całe to zamieszanie miało wpływ na drużynę. Ktoś chciał nam specjalnie zaszkodzić, ale mu się nie udało. Nie chcę dociekać, kto to był. Sprawa jest już zamknięta i możemy spokojnie przygotowywać się do play-off- skomentował Łuczak.

Pierwszym rywalem Turowa w play off będzie AZS Koszalin, którego awans do pierwszej ósemki można uznać za małą niespodziankę. Dylewicz stwierdził, że nie będą to łatwe mecze i drużyna musi podejść do nich w pełni skoncentrowana, bo po tym jak zespół z Pomorza objął Igor Miliczić, forma rywali wyraźnie idzie w górę.

- Musimy się też zastanowić, skąd te nasze przestoje w grze. Za dużo było takich meczów, w których przesypialiśmy 20 minut i później musieliśmy odrabiać straty. Do tej pory się nam to udawało, ale w końcu zabraknie szczęścia, a w play-off może to dużo nas kosztować. Dalej tak grać nie możemy - dodał.

Skrzydłowy aktualnych wicemistrzów Polski nie chciał bawić się w typowanie, kto ewentualnie może być najgroźniejszym rywalem Turowa w wyścigu o złoto. Stwierdził, że każda z ośmiu ekip marzy o mistrzostwie i każda jest groźna.

Prezes Łuczak był bardziej skory do prognozowania. - Teraz wydaje się, że to może być Stelmet. Wszystko jednak zawsze weryfikuje boisko. Teoretycznie, aby zdobyć mistrzostwo wystarczy, że wygramy wszystkie mecze do końca sezonu na własnym parkiecie. Prawda jednak jest taka, że aby zdobyć złoty medal, trzeba wygrywać w hali rywala. I tyczy się to każdego zespołu - podsumował.

Rywalizacja w ćwierćfinale play-off toczy się do trzech zwycięstw. Pierwsze dwa mecze Turów - AZS zostaną rozegrane w Zgorzelcu - w czwartek (godz. 19.30) i w sobotę (godz. 18.30).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje