Reklama

Reklama

Trefl Sopot. Marcin Stefański: Biorę to na klatę

Trener Trefla Sopot, Marcin Stefański nie uchyla się od odpowiedzialności za poprzedni sezon i patrzy z optymizmem w przyszłość.

Maciej Słomiński, Interia: Specjalnie odczekałem 50 dni od zakończenia sezonu Energa Basket Ligi, żeby zapytać pana o ostatni mecz play-off ze Śląskiem Wrocław. To duża sztuka przegrać wygrany w zasadzie mecz. Siedzi on wciąż w panu?

Marcin Stefański, trener Trefla Sopot: - Z każdej porażki trzeba wyciągnąć wnioski. Niewiele zabrakło do doprowadzenia do remisu 2-2 w serii i powrotu do Wrocławia.

Czego zabrakło?

- Zabrakło trochę szczęścia oraz skuteczności w decydujących momentach. Myślę, że trochę też brakowało nam doświadczenia.

Reklama

Ma pan sobie coś do zarzucenia?

- Tak. Trener musi wziąć na klatę przegraną, zwłaszcza w takich okolicznościach. To nie ja wymyśliłem, ale ktoś kiedyś mądrze powiedział, że "zawodnicy wygrywają, a trenerzy przegrywają". Coś w tym jest.

Najbardziej po tym meczu był krytykowany serbski rozgrywający Nikola Radicević.

- Ci którzy tak mówią zapominają, że gdyby nie on, to być może nie skończylibyśmy rundy zasadniczej na piątym miejscu. Nikola był ważnym ogniwem w meczach ze Startem, Polskim Cukrem czy MKS-em. Play-off mu jednak nie wyszły. Zresztą nie tylko jemu zabrakło skuteczności w decydujących momentach. Ja nie uchylam się od odpowiedzialności. Można było pewne sytuacje lepiej rozwiązać. Minęło trochę czasu, już to przetrawiłem. Teraz koncentruję się na kolejnym sezonie, na budowie składu.

Usłyszałem z dobrego źródła, że na nowy sezon Trefl szukał nowego trenera, z zagranicy. Jednak pan pozostał na stanowisku i w kolejnych rozgrywkach poprowadzi żółto-czarnych.

- Nic mi nie wiadomo o innych kandydatach. Mieliśmy kilka spotkań w klubie, w którym  analizowaliśmy poprzednie rozgrywki. Ponadto przedstawiłem plan na kolejny sezon, swój pomysł na drużynę. Doszliśmy do konsensusu finansowego, sportowego i organizacyjnego. Uważam, że poprzedni sezon, mimo gorzkiego końca, był dobry. Piąte miejsce, biorąc pod uwagę nasze możliwości finansowe, to spore osiągnięcie. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia...

Piąte miejsce przed sezonem brałby pan w ciemno?

- Jasne, że tak. Zrobiliśmy wynik ponad to, co zakładaliśmy.  

Wasi sąsiedzi, siatkarze Trefla Gdańsk chwalą się zamknięciem składu na kolejny sezon. Jak wygląda sytuacja w Treflu Sopot?

- Siatkówka rządzi się innymi prawami od koszykówki. Koledzy z siatkówki budują skład w trakcie sezonu, u nas czas na to jest teraz.

Kogo ma pan na pokładzie na dziś?

- Ważne kontrakty mają kapitan Paweł Leończyk i Karol Gruszecki. Z młodzieży są z nami utalentowani: Sebastian Rompa, Daniel Ziółkowski, Patryk Pułkotycki, Hubert Łałak i Błażej Kulikowski.

Jak wygląda budowa składu na kolejny sezon?

- Jestem w ciągłym kontakcie z agentami i skautami, oglądam potencjalnych nowych graczy. Rozmawiam też z trenerami i zawodnikami, którzy znają koszykarza, którego chcemy pozyskać. Z angielska nazywa to się "recognize" danego zawodnika. Dobieramy ich nie tylko pod względem koszykarskim, również mentalnym i, nie ukrywajmy, przede wszystkim finansowym.

Z dotychczasowego składu są Leończyk i Gruszecki. Co z resztą zawodników? Są widoki, żeby zostali?

- Zaproponowaliśmy kontrakty Michałowi i Łukaszowi Kolenda, również Dominikowi Olejniczakowi. Zobaczymy jak to się ułoży.

Już dawno po sezonie, a zastałem pana w Ergo Arenie. Czy to tak zwane roztrenowanie?

- Od zakończenia sezonu praktycznie cały czas pozostajemy w treningu. Mamy rzeszę młodych zawodników, z którymi ćwiczymy indywidualnie: motorycznie i siłowo.

Jak wygląda plan przygotowań do nowego sezonu?

- Z moich informacji wynika, że rozgrywki rozpoczną się wcześniej niż w innych ligach. Ma to swoje plusy i minusy. Przygotowania planujemy rozpocząć 19-20 lipca.

Rozmawiamy w Sopocie, są tacy którzy mówią, że mieszkamy na wakacjach. Ma pan jakieś plany urlopowe, czy lokalnie plaża, molo itd.?

- Skupiam się na pracy i budowie zespołu. W Sopocie mieszka mi się bardzo dobrze, planuję tu zostać na stałe. Może uda się wyskoczyć na weekend za miasto, na Kaszuby? Chcę zrobić "Street Challenge Sopot 2021", czyli festiwal koszykówki ulicznej, który planuję zorganizować 19 czerwca obok Ergo Areny, a także skok z sopockiego molo do wody, który jest jednocześnie akcją charytatywną. Na te wydarzenia zapraszam już dziś.

Sezon NBA wchodzi w decydującą fazę. Ma pan swojego faworyta?

- Oczywiście śledzę rozgrywki, podglądam nowinki taktyczne itd. Drużyna, której kibicuje czyli San Antonio Spurs już nie gra, także mogę skupić się na swojej robocie.

Jakie są cele Trefla Sopot na przyszły sezon?

- Chcielibyśmy zadomowić się z Treflem Sopot na stałe w play-off, w których zagraliśmy po sześciu latach przerwy. Seria ze Śląskiem mnie rozczarowała, ale już zostawiam to za sobą i myślę o tym jako tzw. pierwszych śliwkach-robaczywkach. W sezonie przerwanym przez pandemię koronawirusa zostaliśmy sklasyfikowany na szóstym miejscu, teraz zakończyliśmy rozgrywki jako piąta drużyna. Chcemy postawić kolejny krok naprzód.

Teraz chce pan zagrać w czwórce?

- Na konkretne deklaracje przyjdzie jeszcze czas. Na ten moment, moim zdaniem, jest na to za wcześnie. Zobaczymy jak inne zespoły wzmocnią swoje składy. Chcielibyśmy zagrać w FIBA Europe Cup. To trzeci w hierarchii europejski puchar. Byłoby fajnie sprawdzić się na tle kontynentalnej konkurencji.

Jaki będzie kolejny sezon?

- Najważniejsze żeby kibice wrócili na trybuny. Lepiej kiedy słychać doping, a nie niecenzuralne komendy trenera (śmiech). Mówiąc serio - tęsknimy za naszymi kibicami, którzy nawet pomimo zamkniętych hal wspierali nas u siebie i na wyjazdach. Doceniamy to i dziękujemy. Mam nadzieję, że w przyszłych rozgrywkach wspólnie będziemy cieszyć się z dobrych wyników.

Rozmawiał Maciej Słomiński

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje