Stelmet - Koszarek: Zdecydowanie zasłużyliśmy na ten tytuł

Łukasz Koszarek drugi raz w karierze świętował ze Stelmetem Zielona Góra mistrzostwo Polski koszykarzy. - Zasłużenie zdobyliśmy ten tytuł - powiedział kapitan zespołu po wygranym 75:69 szóstym finałowym meczu z PGE Turowem Zgorzelec.

Zespół z Zielonej Góry nie przystępował do finałowej serii w roli faworyta. Był nim broniący tytułu PGE Turów, najlepsza drużyna sezonu zasadniczego, mająca za sobą także bardzo dobre występy w rozgrywkach europejskich. 

Reklama

- Nie patrzyliśmy na analizy i komentarze. Wiedzieliśmy, że Turów ma przewagę własnego parkietu, ale bardzo wierzyliśmy w siebie. Pierwsze dwa mecze w Zgorzelcu, gdzie byliśmy blisko zwycięstwa, utwierdziły nas w przekonaniu, że idziemy dobrą drogą. Kolejne dwa wygrane we własnej hali, gdzie w całym sezonie nie zaznaliśmy porażki, potwierdziły, że nauczyliśmy się z nimi grać. Wytrąciliśmy im ich największą broń - kontrataki. Po tym względem Turów to moim zdaniem jedna z najlepszych drużyn w Europie, ale potrafiliśmy pozbawić go tego atutu - ocenił 31-letni rozgrywający.

Najlepszym zawodnikiem (MVP) finałów został, tak jak przed dwoma laty, jego kolega z zespołu Quinton Hosley, który w decydującym spotkaniu w 37 minut zdobył 21 punktów, miał sześć zbiórek i trzy asysty. Koszarek był równie poważnym kandydatem do tego wyróżnienia. We wtorkowym meczu grał 29 minut i był bardzo bliski triple-double, uzyskując 15 pkt, 9 zbiórek i 11 asyst.

- Ale też miałem siedem strat. Graliśmy nerwowo, przez co nie kontrolowaliśmy piłki tak jak powinniśmy - analizował postawę swoją i kolegów.

- Wiedzieliśmy, że wtorkowy mecz jest chyba naszą jedyną szansą na mistrzostwo, bo w siódmych spotkaniach na terenie zespołu rozstawionego najwyżej jest trudniej. Graliśmy nerwowo, z wielką presją, ale gdy osiągnęliśmy po przerwie przewagę, to już kontrolowaliśmy grę. Co tu dużo mówić, moim zdaniem zdecydowanie zasłużyliśmy na ten tytuł. W całej serii udowodniliśmy, że jesteśmy drużyną lepszą. Swoje mecze wygrywaliśmy pewnie, a w przegranych dwóch pierwszych nie można powiedzieć, że nie mieliśmy szans - dodał.

To jego drugi mistrzowski tytuł, podobnie jak Stelmetu, ale pierwszy w roli kapitana zespołu.

- Jestem bardzo dumny, bo to pierwszy sezon, gdy pełniłem tę funkcję od początku do końca. Tamten złoty medal wywalczyliśmy, gdy byłem tu tylko trzy, cztery miesiące. Teraz przepracowałem cały sezon jako pierwsza "jedynka" - podkreślił.

Duże znaczenie dla losów pasjonującej finałowej rywalizacji, która przypominała walkę Turowa z Prokomem Treflem przed siedmiu laty, wygraną wówczas przez ekipę z Sopotu 4-3, miał czwarty mecz w Zielonej Górze, wygrany przez gospodarzy 67:53. Pozwalając rywalom zdobyć zaledwie 53 punkty gracze trenera Saso Filipovskiego jakby pozbawili ich ochoty do gry, zabrali im wiarę. Potem wygrali piąte spotkanie na wyjeździe i szóste u siebie, spektakularnie kończąc serię czterema zwycięstwami z rzędu.

- Chciałbym zwrócić uwagę, że bardzo ciężko pracowaliśmy przez cały sezon. Każda czwarta kwarta w naszym wykonaniu to było jakby dokręcanie śrubki. Okazało się, że mogliśmy wtedy jeszcze bardziej biegać. Nie wiem, czy rywale to wytrzymywali, to nie mój problem, ale czwarte kwarty pokazywały, że byliśmy naprawdę świetnie przygotowani na walkę w finale. Naszym znakiem firmowym stała się obrona.

Kapitan Stelmetu wykonywał we wtorek ważne akcje w decydującej odsłonie, takie jak celny rzut z dystansu czy asysta do Arona Cela w momencie, gdy Turów niebezpiecznie zmniejszał straty.

- Kiedy uwierzyłem, że zdobędziemy mistrzostwo? Starałem się o tym nie myśleć. Bo to najgorsze, gdy widzisz już upragniony złoty medal na szyi, a potem przegrasz jeden mecz i całe wakacje płaczesz. Jednak na minutę przed końcem spotkania już wiedziałem, że nic nie odbierze nam tytułu - przyznał.

Reprezentant Polski podkreśla znakomitą atmosferę i etos pracy w ekipie Stelmetu, które pozwalają pokonywać wszelkie trudności.

- Mogłem zawsze liczyć na pomoc i wsparcie kolegów z zespołu, trenerów. Szczerze mówiąc to był pierwszy mecz tej serii, gdzie mogłem swobodniej poruszać się po boisku, wchodzić pod kosz. Przez wcześniejsze cztery mecze bardzo dokuczała mi boląca stopa. Musiałem brać środki przeciwbólowe - zaznaczył.

Koszarek miał wyczucie, podpisując jeszcze przed zakończeniem sezonu kontrakt ze Stelmetem na następne trzy lata. Dzięki temu znów wystąpi z tym zespołem w rozgrywkach Euroligi.

- Tak, ale najpierw odbędzie się we wrześniu Eurobasket we Francji. Chciałbym tam wreszcie coś wywalczyć z reprezentacją - zakończył żelazny kadrowicz, który tylko w poprzednie wakacje, jedyny raz w karierze, odpoczywał od zgrupowań i meczów biało-czerwonych.

Dowiedz się więcej na temat: Łukasz Koszarek | Stelmet Zielona Góra | koszykówka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje