Reklama

Reklama

Śląsk Wrocław - Anwil Włocławek 61:73

Śląsk Wrocław przegrał z Anwilem Włocławek 61:73 na inaugurację ekstraklasy koszykarzy. Na ten mecz we Wrocławiu czekano pięć lat. Tyle minęło od ostatniego pojedynku 17-krotnych mistrzów Polski na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. W tym czasie przez rok w ekstraklasie po wykupieniu dzikiej karty grał co prawda Śląsk, ale był to inny klub, nieakceptowany przez część środowiska koszykarskiego we Wrocławiu.

Sobotni pojedynek wzbudził ogromne zainteresowanie, a dodatkowych emocji dodawał fakt, że rywalem Śląska był Anwil Włocławek. Mecze obu ekip nazywane są "świętą wojną", a wszystko zaczęło się w latach 90., kiedy pięć razy mierzyły się z sobą w finałach play off.

W sobotę ranga meczu była zupełnie inna, poziom sportowy też, ale w wypełnionej po brzegi hali Orbita, w której zawisło 17 proporców mistrzowskich i jeden z zastrzeżonym numerem Macieja Zielińskiego, było jak za dawany lat - głośno, nerwowo, a zawodnicy walczyli nawet w parterze.

Reklama

Pierwsze punkty dla Śląska po powrocie do koszykarskiej elity zdobył Jakub Parzeński, syn Dariusza, zawodnika, który w latach 90. zdobył z wrocławskim zespołem cztery mistrzowskie tytuły. Nie był to jednak znak, że wrócił silny Śląsk. W tym momencie było 2:4 i przewaga gości systematycznie rosła.

Anwil grał spokojnie, dłużej rozgrywał swoje akcje i oddawał rzuty z dobrze przygotowanych pozycji. Wrocławianie zupełnie odwrotnie - szybko, chaotycznie i nieskutecznie. W pierwszej kwarcie Śląsk miał zaledwie nieco ponad 23 procent skuteczności rzutów za dwa punkty, przy blisko 73 proc. gości.

W kolejnych odsłonach gra wrocławian wyglądała korzystniej, ale nadal lepiej zorganizowanym zespołem pozostawał Anwil. Poza tym goście mieli w swoich szeregach skutecznego Paula Grahama (21 punktów) oraz kierującego grą Dusana Katnica. Kiedy tylko coś w szeregach Anwilu zaczynało się psuć, jeden z tej dwójki brał ciężar gry na siebie i wszystko wracało do normy.

W Śląsku takiego gracza brakowało. Robert Skibniewski był wszędzie, ale tego dnia piłka po jego rzutach nie wpadała do kosza. Imponujący skutecznością w sparingach Dominique Johnson zaczął trafiać dopiero od trzeciej kwarty. Do przerwy uzyskał zaledwie cztery punkty.

Losy meczu definitywnie rozstrzygnęły się w trzeciej kwarcie, wygranej przez gości 17:11. W tym momencie Śląsk miał już 18 punktów straty i było jasne, że przy takiej dyspozycji i z taką grą nie ma szans odwrócić losy meczu.

Po meczu powiedzieli:

Milija Bogicević (trener Anwilu Włocławek): "Przede wszystkim chciałbym pogratulować Śląskowi powrotu do ekstraklasy. Byliśmy dobrze przygotowani do tego meczu i przeciwnika mieliśmy rozpracowanego. Wiedzieliśmy, że musimy przede wszystkim powstrzymać Johnsona i Skibniewskiego. To się nam udało, co się przyczyniło do sukcesu. Wiedzieliśmy też, że musimy bardzo uważać na Kikowskiego. I to też się nam udało. Mogę być zadowolony z postawy moich zawodników, bo zagrali to, co sobie zakładaliśmy. Ale zdaję sobie też sprawę, że czeka nas jeszcze dużo pracy i nasza gra wymaga poprawy".

Milivoje Lazić (trener Śląska Wrocław): "Anwil włożył dzisiaj więcej serca w grę. My do takich prestiżowych meczów musimy dopiero przywyknąć. Nie wiem, dlaczego na początku zagraliśmy z tak małą koncentracją. Poza tym pudłowaliśmy proste rzuty w prostej pozycji. To już jest problem, bo zawodnicy zaczęli się zastanawiać, wahać i bać rzucać. Ze statystyk wynika, że mieliśmy więcej zbiórek, więcej wolnych, ale przegraliśmy. Zawiodła skuteczność. Musieliśmy radzić sobie z trudnym rywalem, ale też z presją, bo wszyscy wiemy, co znaczą mecze Śląska z Anwilem. Chciałbym zaapelować do kibiców - my chcemy nawiązać do wielkich tradycji Śląska, ale to jest nowy zespół i jesteśmy dopiero na początku drogi".

Dominique Johnson (Śląsk): "To było ważne spotkanie ze względu na historię meczów Śląska z Anwilem. Weszliśmy w mecz bardzo ospale. Biorę odpowiedzialność za tę porażkę też na siebie. Szybko dostałem upomnienia i nie mogłem pomóc zespołowi na tyle, na ile zawsze pomagam. Musimy poprawić szybko naszą grę, aby w kolejnych spotkaniach nie popełniać takich prostych błędów. Nie możemy zaczynać kolejnych spotkań jak to dzisiejsze.

Adrian Mroczek (Śląsk): "Nie tak sobie wyobrażaliśmy ten pierwszy mecz w sezonie. Długo siedzieliśmy po meczu w szatni, bo musieliśmy sobie wyjaśnić, co było nie tak. Coś sobie zakładamy, a później nic z tego nie realizujemy na boisku. Być może za dużo myśleliśmy o "świętej wojnie", a za mało o samej grze. Szkoda, że nie wygraliśmy, bo kibice stworzyli dzisiaj świetną atmosferę, była pełna hala. Zabrakło tylko naszego zwycięstwa.

Śląsk Wrocław - Anwil Włocławek 61:73 (6:20, 18:16, 11:17, 26:20)

Śląsk Wrocław: Dominique Johnson 19, Paweł Kikowski 8, Jakub Parzeński 6, Kevin Thompson 6, Robert Skibniewski 5, Krzysztof Sulima 4, Adrian Mroczek-Truskowski 4, Franjo Bubalo 4, Michał Gabiński 3, Radosław Hyży 2.

Anwil Włocławek: Paul Graham 21, Dusan Katnić 11, Danilo Mijatović 11, Michał Sokołowski 11, Seid Hajrić 8, Keith Clanton 5, Mateusz Kostrzewski 4, Mikołaj Witliński 2.

Reklama

Reklama

Reklama