Reklama

Reklama

Sebastian Kowalczyk: Możemy wygrać z każdym

Koszykarze Legii Warszawa po obozie w Zakopanem przygotowują się w stolicy do nowego sezonu ekstraklasy. "Naszym celem jest powalczyć i wygrać z każdym rywalem" - powiedział PAP występujący na pozycji rozgrywającego kapitan drużyny, 25-letni Sebastian Kowalczyk.


Został pan kapitanem Legii jeszcze przed oficjalnym spotkaniem w nowej ekipie.
- Taka była decyzja trenera. Na pierwszym mityngu zespołu w Warszawie Tane Spasev powiadomił, że będę kapitanem. To oznacza dla mnie znacznie większą odpowiedzialność. Już nie jest tak, że interesuje cię tylko, żebyś ty i twoja drużyna jak najlepiej grała. Teraz trzeba więcej dowodzić. Jeśli podczas spotkania widzisz jakieś słabe strony przeciwnika albo w twoim zespole któryś w kolegów ma super dzień, komunikujesz się z trenerem w sprawie wyboru odpowiedniej zagrywki. Jak wspomniał, wszyscy - zawodnicy i sztab szkoleniowy, cała ekipa - jedziemy na tym samym wózku.

Jak przebiegało pierwsze przedsezonowe zgrupowanie koszykarzy Legii w Zakopanem?
- To był obóz typowo kondycyjny, pracowaliśmy nad wytrzymałością. Dużo było zajęć bez piłki, na siłowni, na stadionie. Po powrocie do Warszawy zaczęliśmy zajęcia taktyczne. Jest na nich więcej koszykówki, gramy ze sobą, docieramy się, jest dużo gierek 3x3, 4x4, 5x5, więc pozostaje już tylko poznać taktykę, dopracować szczegóły zagrywek, wyczuć kolegów.

Jakie wrażenie na kapitanie zespołu zrobili zagraniczni zawodnicy pozyskani przez klub?
- Wspomnę przede wszystkim o tych, którzy mieli styczność z koszykówką z najwyższej półki. Mam na myśli Rusłana Patiejewa, który był w Chimkach Moskwa. Widać jego obycie, miał styczność z zawodnikami euroligowymi. Na pewno to jeden z bardziej doświadczonych graczy w naszym zespole. Drugi to Morayo Soluade, który był w Unicai Malaga. To młody zawodnik, ale widać, że zetknął się z dobrym basketem. Bardzo atletyczny, z dobrym rzutem. Mo nie jest jedynką, jak informowano wcześniej. Nie będzie moim rywalem na tej pozycji. Raczej gra jako dwójka, trójka.

O co macie walczyć w ekstraklasie?
- Widzimy, jak nas obecnie odbierają fani koszykówki. Mówi się, że Legia znów nie będzie mocna, że to będzie słaby sezon. Notowania bukmacherów też stawiają nas na ostatniej pozycji. Ja mam nadzieję, że wiele z tych przepowiedni się nie sprawdzi i że pozytywnie zaskoczymy kibiców. Trener już zna tę ligę. Współpracowałem z nim w Asseco Gdynia, w końcówce minionego sezonu prowadził już Legię. Wie, jak to funkcjonuje. Liga jest wyrównana, każdy może wygrać z każdym. Wiele zespołów będzie występowało w europejskich pucharach, więc czasami może ich dotknąć zmęczenie czy brak koncentracji. Naszym celem jest powalczyć i wygrać z każdym rywalem. Nie ma znaczenia, czy to będzie Stelmet, Anwil czy ktoś z dołu tabeli.

Nie wiedzie się piłkarzom Legii. Czy w związku z tym koszykarze odczuwają dodatkową presję wynikową? Może kibice oczekują od was, że przyćmicie niepowodzenia futbolistów?
- Legia to ten sam podmiot. Jak najbardziej kibicujemy piłkarzom, życzymy im sukcesów. Za chwilę zaczniemy sezon i tak naprawdę nie wiadomo, jak będzie w naszym przypadku. W sporcie zawsze jest presja. Mam nadzieję, że ta sytuacja podziała na naszą korzyść.

Przed nowym sezonem wiele do powiedzenia w budowaniu drużyny miał trener Spasev. Można powiedzieć, że to jego autorski zespół. To dobra sytuacja?
- Trener dostał wolną rękę. Wiadomo, to są jego zawodnicy. On musi wiedzieć najlepiej, kogo chce, kto będzie pasował. Stworzył zespół tak, a nie inaczej. Zna kilku zawodników, z niektórymi bezpośrednio współpracował, innych znał z polskiej ligi, jak Jakuba Karolaka. Na pewno zestawił skład mądrze. Zobaczymy teraz jak to wypali.

Reprezentuje pan cenny w polskiej koszykówce rocznik 1993, m.in. srebrnych medalistów mistrzostw świata juniorów do lat 17 Hamburgu. Zawodnicy z tamtej drużyny Mateusz Ponitka, Tomasz Gielo, Przemysław Karnowski, Michał Michalak grają lub grali w liczących się ligach zagranicznych.
- Mnie te sukcesy i kontrakty ominęły. Tak się złożyło, że w kadrach młodzieżowych bardzo starałem się dostać do ścisłej reprezentacyjnej "12", począwszy od rozgrywek U-16 poprzez U-17, U-18, U-19 i zawsze odpadałem jako jeden z ostatnich. Tamte marzenia się nie spełniły, ale z drugiej strony, patrząc przez pryzmat czasu, może dzięki temu, że wtedy mi się nie udawało, nie traciłem determinacji, to teraz jestem w ekstraklasie i mogę grać na najwyższym szczeblu w Polsce.

- Tamten rocznik to był w naszej skali fenomen. Oprócz zawodników grających w ligach zagranicznych, wielką postacią był dla nas trener Jerzy Szambelan. Jego podejście do treningu, sam system, a nawet przedmeczowe rozmowy były dla młodego zawodnika niespotykane. Przyjeżdżało się na kadrę z młodzieżowego klubu i spotykało z rywalizacją na najwyższym poziomie, wiedzą trenera i tymi niesamowitymi, motywującymi z nim rozmowami. Do dziś je wspominamy.

Pan stara się "dogonić" rówieśników z pierwszej reprezentacji.
- Może to być przełomowy sezon. Na to liczę. Wiadomo, że z tego rocznika niektórzy zawodnicy już nawet nie grają w koszykówkę albo są gdzieś na poziomie drugiej ligi. Cieszę się więc, że jestem w tym miejscu i mam nadzieję, że krok po kroku będę gonił tę moją ekipę.

Rozmawiamy przy okazji konferencji prasowej inaugurującej rok szkolny oraz kolejny sezon funkcjonowania w Polsce Szkolnych Młodzieżowych Ośrodków Koszykówki (SMOK) i Koszykarskich Ośrodków Sportowego Szkolenia Młodzieży (KOSSM). W ostatnich dwóch latach finansowanie przez MSiT tych pierwszych wzrosło z 1 do 2,2 mln złotych, ich liczba ze 100 do 150, a drugich do 4 mln przy 42 ośrodkach.

- Bardzo się cieszę, że szkolenie młodzieży zmierza w tym kierunku, że rozwijanie zainteresowania koszykówką zaczyna się od coraz młodszych dzieci. Przybywa ośrodków, gdzie jest nowoczesny sprzęt, są wdrażający system trenerzy i koordynatorzy. Gdy ja zaczynałem przygodę z koszykówką, w Polsce były tylko trzy, cztery podobne ośrodki.

Rozmawiał: Marek Cegliński (PAP)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne