Reklama

Reklama

Polska Liga Koszykówki. Marcin Stefański: Musimy zacząć się modlić

Po porażce 82:88 we własnej hali z Kingiem Szczecin koszykarze Trefla są o krok od spadku z ekstraklasy. - Musimy zacząć się modlić, żeby drużyna z Krosna przegrała dwa ostatnie mecze - powiedział trener sopocian Marcin Stefański.

Przed meczem szczecinianie wiedzieli, że dzięki porażce Startu w Lublinie z Anwilem Włocławek 70:88 mieli zapewnione miejsce w górnej ósemce. Ta świadomość nie obniżyła jednak morale gości i nie sprawiła, że potraktowali Trefla ulgowo.

Reklama

- Trzeba być zadowolonym z postawy zespołu i z tego, jak odpowiedzieliśmy po bardzo nieudanym dla nas ostatnim meczu w Koszalinie z AZS, który przegraliśmy 71:88. Dzisiaj chcieliśmy zaprezentować się jak drużyna, która zasłużyła na grę w play off. Jestem też szczęśliwy, że udało się zrealizować coś, do czego stale dążymy, czyli utrzymać dużą intensywność gry przez 40 minut. I to okazało się kluczem do zwycięstwa. Pomimo tego, że zawiodła u nas trochę skuteczność, zabrakło nam zwłaszcza celnych rzutów "za trzy", to cały czas graliśmy swoją koszykówkę i mieliśmy to spotkanie pod kontrolą - skomentował trener Kinga Łukasz Biela. 

Jak przyznał, trochę się obawiał faktu, że było to czwarte z rzędu wyjazdowe spotkanie jego koszykarzy, a w domach nie było ich tydzień.

- Widziałem, że chłopcy są szczęśliwi po wygranej Anwilu, ale znam tę grupę i skłaniałem się ku temu, że będzie to dla nas dodatkowa motywacja. Zrealizowaliśmy cel minimum, jakim był awans do czołowej ósemki, ale mamy szansę na zajęcie siódmej bądź nawet szóstej pozycji. Nie zamierzamy jednak kalkulować, z którego miejsca wejdziemy do play off i z kim zagramy. Wciąż chcemy więcej i jestem przekonany, że bez względu na to, z kim przyjdzie nam zmierzyć się z czołowej trójki, będziemy groźni dla każdego, co udowodniliśmy w sezonie zasadniczym - dodał.

Z kolei szkoleniowiec gospodarzy nie ukrywał, że pomimo nieznacznej porażki rywale byli od jego zespołu zdecydowanie lepsi.

- Byliśmy gorsi praktycznie w każdej statystyce, przegraliśmy także zbiórkę, która była naszą domeną dotychczas i z niej czerpaliśmy dużo energii. Mieliśmy więcej strat, graliśmy niedokładnie, nie wracaliśmy do obrony, nie mieliśmy zbiórek w ataku. Z nikim nie można wygrać, jeśli traci się po ofensywnych zbiórkach rywali i z szybkiego ataku 40 punktów, bo to z reguły połowa dorobku zespołu. Gdybyśmy wracali do defensywy i lepiej zbierali, wygralibyśmy różnicą 20 punktów. Dwa ostatnie mecze ze Stalą i Arką kosztowały nas sporo wysiłku oraz wyczerpały energetycznie. Mamy drużynę, która widocznie nie jest w stanie wytrzymać fizycznie takiej serii. Może gdybyśmy odpuścili derby z gdynianami, mielibyśmy z Kingiem więcej siły, ale derbów się przecież nie odpuszcza - tłumaczył Stefański.

Po porażce z Kingiem Trefl jest jedną nogą w pierwszej lidze. Sopocianie zdołają uniknąć degradacji tylko wtedy, jeśli w ostatnim spotkaniu pokonają w Koszalinie AZS, a Miasto Szkła Krosno, z którym mają gorszy bilans, przegra dwie wyjazdowe konfrontacje ze Stelmetem Eneą BC Zielona Góra i GTK Gliwice.

- Musimy się zacząć modlić o takie rozstrzygnięcia. Nic innego nam nie zostaje - podsumował.

Autor: Marcin Domański

Dowiedz się więcej na temat: Trefl Sopot | King Szczecin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje