Reklama

Reklama

Pierwsze złoto w karierze Łukasza Koszarka

Mecze z Energą Czarnymi Słupsk w 1/4 finału były zdaniem koszykarza mistrza Polski Łukasza Koszarka kluczem do osiągnięcia wysokiej formy w walce o tytuł. "Stanąć na najwyższym podium to wspaniałe uczucie" - powiedział rozgrywający Stelmetu Zielona Góra.

Stelmet po raz pierwszy w historii zdobył mistrzostwo Polski, pokonując w finale 4-0 PGE Turów Zgorzelec.

Także 29-letni rozgrywający reprezentacji Polski cieszył się ze złota pierwszy raz w karierze.

"Fajnie jest być mistrzem. Super uczucie. Spodziewałem się przed niedzielnym meczem, że nie wypuścimy wygranej, ale tak naprawdę byłem pewny sukcesu na minutę przed końcem spotkania. Trochę z pokorą musiałem czekać na pierwsze mistrzostwo, ale cieszę się, że w końcu udało mi się uciec z grona zawodników, którzy w długiej karierze nie zdołali wspiąć się na najwyższe podium. Świętowaliśmy historyczny tytuł z kolegami, rodzinami i kibicami do białego rana" - powiedział Koszarek.

Reklama

Energa Czarni była jedyną drużyną, która pokonała Stelmet, dwukrotnie, w fazie play off. Słupszczanie, prowadzeni przez słoweńskiego trenera Andreja Urlepa, pięciokrotnego mistrza Polski, pokonali zielonogórzan w ćwierćfinale dwukrotnie. W pierwszym spotkaniu w Zielonej Górze 97:83 i w czwartym w Słupsku 90:76. Ostatecznie Stelmet wyszedł zwycięsko z rywalizacji (3-2). Do końca play off podopieczni serbskiego szkoleniowca Mihailo Uvalina już nie przegrali meczu, odnosząc osiem wygranych z rzędu. Wyeliminowali bez porażki AZS Koszalin w półfinale i z czystym kontem zakończyli zmagania o złoto.

"Porażka w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałów z Energą dała nam do myślenia. Kolejne mecze z tym rywalem scementowały zespół. Paradoksalnie pomogło nam też zawieszenie Waltera Hodge'a na to jedno ćwierćfinałowe spotkanie. Tak naprawdę tylko Słupsk wiedział, jak nas pokonać. Mieli dobry plan opierający się na zneutralizowaniu naszej siły pod koszem. Na szczęście nie wykonali założeń do końca" - dodał.

Koszarek, który w w połowie marca rozwiązał kontrakt z przeżywającym kłopoty finansowe 9-krotnym mistrzem Polski Asseco Prokomem Gdynia, miał w Zielonej Górze zdecydowanie więcej asyst niż w Gdyni. Jego średnia wzrosła z 4,6 do 6,6 w meczu, przy niewielkim spadku zdobywanych punktów - odpowiednio 11,8 w Asseco i 11,0 w Zielonej Górze.

"Decyzja o odejściu z Gdyni nie była dla mnie łatwa. W marcu naprawdę przeżywałem trudne chwile, więc tym bardziej cieszę się z takiego finału. Udowodniliśmy w walce o złoto, że nie jesteśmy zbiorem indywidualności, jak o nas mówiono, lecz zespołem, a to w koszykówce jest najważniejsze. Wiedzieliśmy, że PGE Turów ma wysokich graczy mniej mobilnych niż nasi, więc robiliśmy wszystko, by przewagę w tym elemencie wykorzystać. Stąd tak wiele akcji granych po zasłonach. Wiedzieliśmy, że rywale tego nie wytrzymają i zaczną popełniać błędy" - powiedział.

Koszarka czeka teraz ponad miesiąc wakacji i choć dopiero w połowie lipca powróci na parkiety, by przygotowywać się z reprezentacją do wrześniowych mistrzostw Europy, to chętniej niż o wolnym czasie mówi o kolejnym sezonie.

"Euroliga, która mam nadzieję zawita do Zielonej Góry i obrona tytułu w polskiej lidze to dla mnie wyzwanie i zobowiązanie do jeszcze lepszej gry. Mam nadzieję, że klub spełni wszystkie wymogi organizacyjne stawiane przed uczestnikami rozgrywek europejskich. Mamy piękną hale, wspaniałą publiczność. To zainteresowanie, sympatię kibiców czułem w Zielonej Górze na każdym kroku, nawet podczas robienia zakupów. Wierzę, że przeszkodą w występie w Eurolidze nie będzie kwestia lotniska. 30 km od Zielonej Góry jest lotnisko w Babimoście. Oczywiście to nie jest wielki port lotniczy, ale codziennie startuje stąd samolot do Warszawy. O wakacjach jeszcze nie myślałem. Chyba wybierzemy się z rodziną jednak za granicę, patrząc na to, jaką mamy pogodę w Polsce..." - dodał koszykarz, który jest związany kontraktem ze Stelmetem na kolejny sezon.

Olga Przybyłowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL