Młody Polak robi furorę. Wyjazd do USA na horyzoncie
Nazwisko Jakuba Szumerta, najlepszego młodego gracza w ORLEN Basket Lidze, coraz częściej pojawia się w notesach skautów. Z naszych informacji wynika, że jego wyjazd do USA - po zakończeniu tego sezonu - jest bardzo prawdopodobny. Zawodnik w rozmowie z Interią zabrał głos na ten temat.

Jakub Szumert rozgrywa najlepszy sezon w karierze. W barwach Zastalu Zielona Góra notuje średnio 11.6 punktu i 5.8 zbiórki na mecz. Ma 49-procentową skuteczność z gry. Eksperci zachwycają się jego występami, doceniając ogromne postępy w ostatnich miesiącach. Duża w tym zasługa trenera Arkadiusza Miłoszewskiego, który bardzo odważnie stawia na 20-letniego Polaka, jednego z najbardziej perspektywicznych zawodników w kraju. Szumerta docenił także selekcjoner polskiej kadry, Igor Milicić, który w dwóch meczach eliminacyjnych do MŚ 2027 wystawił go w pierwszej piątce. Koszykarz udźwignął presję, pokazując, że jest już w stanie grać na tym poziomie.
Interia ustaliła, że nazwisko 20-latka jest w coraz większej liczbie notesów zagranicznych skautów, którzy uważnie mu się przyglądają. Wyjazd do USA - po zakończeniu tego sezonu - jest bardzo prawdopodobnym scenariuszem.
- Biorę pod uwagę wyjazd do USA. To jest jedna z opcji, nad którą warto się mocno zastanowić. Chcę to dokładnie przeanalizować, rozpisać wszystkie "za" i "przeciw". Już wcześniej miałem oferty, ale nie byłem gotowy na wyjazd pod względem mentalnym - mówi Jakub Szumert, gracz Zastalu Zielona Góra i reprezentacji Polski.
Karol Wasiek: Czy przyjeżdżając na ostatnie zgrupowanie kadry Polski miałeś taką myśl, że w wąskim składzie znalazłeś się ze względu na bardzo dobrą grę w ORLEN Basket Lidze, a nie ze względu na fakt, że jesteś młody i perspektywiczny?
Jakub Szumert (zawodnik Zastalu Zielona Góra i reprezentacji Polski): Myślę, że te dwa aspekty były ze sobą powiązane i miały wpływ na to, że przyjechałem na zgrupowanie kadry Polski. Nie ma co ukrywać, że te wcześniejsze powołania były głównie ze względu na wiek i bycie perspektywicznym graczem. Trenerowi zależało na tym, bym zobaczył, jak wygląda zgrupowanie kadry od środka, poznał kolegów i zasmakował gry w reprezentacji.
Na ostatnie zgrupowanie kadry przyjechałem z myślą, że mogę realnie powalczyć o minuty i tak też się stało, z czego jestem bardzo zadowolony. Cieszę się z faktu, że dobrą grę w sezonie przełożyłem na występy w reprezentacji Polski.
Jak oceniasz pierwsze miesiące w swoim wykonaniu w sezonie 2025/2026?
- Jestem zadowolony, choć oczywiście nie ustrzegłem się sporej liczby błędów. Wynika to z faktu, że jestem jeszcze młodym graczem i nadal się uczę, zbierając cenne doświadczenie. Cieszy mnie fakt, że mogę liczyć na dużą liczbę minut od trenera Miłoszewskiego. Przez to mogę się uczyć i rozwijać.
Trener Miłoszewski już od dawna sygnalizował chęć współpracy z tobą. Deklarował to jeszcze za czasów pracy w Kingu Szczecin. Ostatecznie obaj jesteście w Zielonej Górze. Czy można powiedzieć, że trener wywiązał się ze swoich słów przed podpisaniem umowy?
- Prawdą jest, że odbyliśmy z trenerem Miłoszewskim wiele rozmów na temat ewentualnej współpracy w klubie. W grę wchodził King, a później Zastal, w którym trener podpisał umowę. Mogę potwierdzić, że to co sobie zakładaliśmy, jest w pełni realizowane na boisku. Oczywiście to nie jest tak, że ja te minuty dostaję "na kredyt" lub za nazwisko. Jestem rozliczany ze swojej gry. Myślę, że jak na razie współpraca układa się wzorowo.
Imponująca w twojej grze w tym sezonie jest pewność siebie i decyzyjność. Też tak to postrzegasz?
- Tak. To też zasługa trenera i kolegów z drużyny, których mam wokół siebie. Czuję, że wszyscy w drużynie mocno na mnie liczą. To zaufanie plus pewność siebie składają się na to, że jestem ważnym ogniwem w zespole.
Tej pewności siebie nie było w zeszłym sezonie w barwach Arki Gdynia. Czy można powiedzieć, że to były nieudane miesiące w twojej karierze?
- Nie był to udany sezon. Było za dużo zawirowań, które były spowodowane różnymi aspektami. Do tego dochodziły małe urazy, które wytrącały mnie z równowagi. Nie mogłem złapać rytmu. Minut też nie było za dużo. Walka o utrzymanie w PLK na pewno nie pomagała.
Na początku poprzedniego sezonu rozmawiałem z trenerem Arturem Gronkiem, który powiedział mi, że docelowo widziałby cię na pozycji niskiego skrzydłowego. Tymczasem znacznie częściej jest ustawiony jako silny skrzydłowy. Na której pozycji czujesz się lepiej?
- Myślę, że na pozycji silnego skrzydłowego czuję się komfortowo. Rozgrywam na tej pozycji już trzeci sezon na parkietach PLK. Ona mi odpowiada. Choć uważam, że docelowo będę zawodnikiem, który może rotować między tymi dwoma pozycjami. Ważna jest kwestia match-upów i ustawień na boisku. Jeśli zespół będzie mnie potrzebował na "trójce" ze względu na moją przewagę fizyczną, to na pewno tam zagram i spróbuję pomóc. W Zastalu też czasami są takie sytuacje. Rozmawiam o tym z trenerem Miłoszewskim.
Jaki jest trener Miłoszewski na co dzień?
- Myślę, że to jest trener bardzo spokojny, z którym można porozmawiać na każdy temat. Nie tylko o koszykówce, ale też o życiu, co bardzo doceniam. Wprowadza dobrą atmosferę w drużynie, gdzie każdy może poczuć się swobodnie. Myślę, że to jest duża zaleta trenera, poza tymi wszystkimi koszykarskimi aspektami.
Jak to jest grać z takim rozgrywającym jak Andy Mazurczak?
- To jest wielka przyjemność! Andy to klasowy zawodnik. Ma ogromne doświadczenie i wie, jak obsłużyć kolegów świetnymi podaniami. Jest kapitanem i ma wpływ na całą drużynę. Wszyscy go słuchają z dużym szacunkiem. Są czasami takie sytuacje, że Andy do mnie podchodzi z telefonem i pokazuje konkretne akcje. Lubi udzielać wskazówek. Jest pomocny i wiem, że mogę na niego zawsze liczyć.
W trakcie meczów PLK często popisujesz się efektownymi wsadami. Mam takie wrażenie, że jak tylko masz możliwość, to zawsze starasz się włożyć piłkę do kosza.
- Tak, to prawda. Lubię kończyć akcje wsadami. Daje mi to dużo frajdy. Korzystam ze swoich warunków fizycznych. Kiedy tylko mogę, to zawsze chcę włożyć piłkę do kosza, bo w ten sposób napędzam siebie i całą drużynę. Kibice też się strasznie cieszą i jeszcze głośniej nas wspierają. To dodatkowa energia dla nas wszystkich.
Nie ukrywam, że wsady zawsze mnie jarały. Gdy byłem młodszy, to regularnie oglądałem konkursy wsadów. Miałem nawet taki mały kosz na ścianie w pokoju i próbowałem różnych akcji. Muszę przyznać, że byłem bardzo kreatywny (śmiech).
Wzorowałem się na Jordanie Southerlandzie. Byłem pod wrażeniem jego wsadów. To było imponujące. On odbija się z jednej nogi. Ja też skaczę w podobny sposób.
Pójdźmy dalej. Jaki masz plan na swoją karierę? Czy myślisz o tym, co będzie za kilka lat?
- Tak, bo trzeba myśleć o tym, co będzie za kilka lat. Chciałbym zajść jak najwyżej. Euroliga? Dlaczego nie! Oczywiście teraz skupiam się na tym sezonie, by nazwać go "przełomowym" w mojej karierze. Chcę pokazać się z jak najlepszej strony na polskich parkietach.
Czy to prawda, że mocno bierzesz pod uwagę wyjazd do Stanów Zjednoczonych, bo tam pojawiają się konkretne opcje?
- Tak, to prawda. Biorę pod uwagę wyjazd do USA. To jest jedna z opcji, nad którą warto się mocno zastanowić. Muszę sobie dać jeszcze trochę czasu. Chcę to dokładnie przeanalizować, rozpisać wszystkie "za" i "przeciw". Na ten moment nie ma jeszcze podjętej konkretnej decyzji. U mnie ta sprawa wyjazdu do NCAA jest trochę taka chwiejna. Raz jestem bliżej, a raz dalej. Nie zamykam się też na inne kierunki.
Czy miałeś w przeszłości już oferty z NCAA?
- Tak. Po EuroBaskecie U-20 tych pojawiło się sporo ofert. Turniej zacząłem mocno, ale niestety pojawił się uraz, choć finalnie te statystyki były naprawdę dobre. Nie zdecydowałem się na wyjazd do USA, bo po prostu nie byłem na niego gotowy pod kątem mentalnym. Teraz już dorosłem, mam więcej doświadczenia. To już mój trzeci rok poza domem.
Co było najtrudniejsze po wyprowadzce z domu?
- Codzienność i samodzielność. Poczucie, że jest się już na swoim, choć oczywiście rodzice bardzo mi pomagają. Jeżdżą na moje mecze i kibicują z trybun. Dalej czuję ich wsparcie, choć na początku było mi trudno żyć bez rodziny. Jednak sam telefon to za mało. Z biegiem czasu się jednak do tego przyzwyczaiłem.















