Reklama

Reklama

Krzysztof Szubarga komentuje zakończenie koszykarskiej kariery

Krzysztof Szubarga, który po 20 latach spędzonych na koszykarskich parkietach, zdecydował się zakończyć karierę, ma już plany na najbliższą przyszłość, ale jednocześnie pewne obawy. - Sam nie wiem, jak wytrzymam bez koszykówki, bez treningów - przyznał.

36-letni Szubarga, który karierę rozpoczął w 2001 roku w barwach Noteci Inowrocław, a od sześciu lat związany był z Asseco Arką Gdynia, jest pewien decyzji, która dojrzewała w nim od jakiegoś czasu.

"Nie była to decyzja pochopna, ale i nie była łatwa" - powiedział koszykarz.

Wpływ na ostateczny rozbrat z boiskiem miała nie tylko metryka, ale i ponowne kłopoty z kręgosłupem w tym sezonie. Rozgrywający nie mógł grać przez dwa miesiące.

Gdy ogłosił zakończenie kariery, po ostatnim meczu Asseco w sezonie, na portalach społecznościowych pojawiło się bardzo dużo wpisów byłych i obecnych zawodników, trenerów czy sędziów. Podkreślano jego profesjonalizm, zaangażowanie, waleczność, charakter.

Reklama

"Jest mi jeszcze ciężej, gdy przeczytałem te wszystkie opinie kolegów, rywali, osób ze środowiska, kibiców, itp. Łezka się zakręciła w oku chyba bardziej niż po meczu w Radomiu i podczas pożegnania w klubie. Nie wiem, jak wytrzymam bez koszykówki, treningów, bo zawsze po sezonie miałem z tym kłopot. A czasu będzie teraz znacznie więcej... " - zauważył.

Zawodnik, który w latach 2005-2013 rozegrał w sumie 59 meczów w drużynie narodowej i m.in. uczestniczył w dwóch turniejach finałowych mistrzostw Europy (2009, 2013), a w 2011 roku został mistrzem kraju z Asseco Gdynia, czuje się spełniony sportowo, ale...

"Jestem spełniony sportowo. Gdybym mógł coś zmienić, patrząc z obecnej perspektywy, to pewnie zdecydowałbym się na wyjazd za granicę, bo epizodu na Ukrainie nie liczę. Miałem oferty z kilku klubów zagranicznych, ale było mi zawsze na polskich parkietach dobrze. Teraz w pewnych sensie żałuję, że nie podjąłem wyzwania" - wskazał.

Był uznawany za najlepszego polskiego koszykarza ekstraklasy w latach 2010 i 2017. W tym drugim sezonie był też najlepszym strzelcem PLK, zdobywając średnio 18 pkt w meczu. Cieszył się nie tylko ze złota w barwach Asseco, ale i wicemistrzostwa kraju (2010), a także brązowego medalu (2019).

I właśnie ten ostatni medal, a w zasadzie decydujący o nim rewanżowy mecz przeciwko Stelmetowi Zielona Góra, wspomina z największym sentymentem i satysfakcją. Był jednym z liderów gdynian w tym spotkaniu - uzyskał 17 punktów, miał siedem asyst, pięć przechwytów i cztery zbiórki.

"Fajnych momentów w karierze było wiele, ale spotkanie o brąz sprzed dwóch lat zapadło mi w pamięci najbardziej. W Zielonej Górze przegraliśmy w pierwszym pojedynku różnicą 18 punktów, więc większość osób nie dawała nam szans w rewanżu. Tymczasem wygraliśmy 105:80. Były radość i łzy. Wspomnienia pozostaną na zawsze" - przypomniał były już kapitan Asseco.

Przez dwa miesiące tego sezonu z powodu problemów z kręgosłupem Szubarga patrzył na zespół z Gdyni z innej perspektywy - ławki trenerskiej. Pomagał głównemu trenerowi Piotrowi Blechaczowi w rozpracowywaniu przeciwników. Nie ukrywa, że swą przyszłość wiąże właśnie z pracą szkoleniową.

"To były dwa miesiące patrzenia na koszykówkę z innej strony. Była adrenalina, choć inna niż w roli zawodnika. Podoba mi się to. Trener musi myśleć za dwunastu chłopa. Zapisałem się na kurs trenerski organizowany przez naszą federację. Zobaczymy, jak potoczy się sytuacja dalej. Za wcześnie by mówić o konkretach" - wspomniał.

Najbliższe, nie tylko świąteczne dni spędzi "wyluzowany" w rodzinnym gronie. Zawodnik nie ukrywa, że kilkanaście dni odpoczynku po sezonie mu się przyda, ale nie zamierza robić długiej przerwy od aktywności fizycznej. Wierzy, że będzie mógł w końcu pomyśleć realnie o marzeniach i planach, których nie mógł realizować w trakcie kariery.

"W obecnej sytuacji mogę sobie trochę pofolgować kulinarnie i odpocząć. W świątecznym jadłospisie muszą być jajka i tradycyjnie biała kiełbasa. Szefem kuchni nie jestem, bo tam rządzi żona. Ja tylko pomagam. Odpoczynek na pewno nie będzie długi, bo wiem, że z uwagi na kręgosłup muszę być cały czas aktywny, oczywiście nie przeciążając organizmu" - powiedział.

Koszykarz przekazał, że jak tylko jego stawy wrócą do normy i uspokoi się sytuacja pandemiczna, to w końcu spróbuje się nauczyć jeździć na nartach.

"Nie mogłem sobie na to pozwolić przez 20 lat. Drugą dyscypliną, której też będę chciał spróbować jest... boks. Wiem, że to bardzo wszechstronnie rozwijający sport. Będą miał też więcej czasu na moje górskie wyjazdy. A w Gdyni, gdzie mieszkam, zawsze można aktywnie spędzić czas na świeżym powietrzu" - podsumował.

Olga Przybyłowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje