Reklama

Reklama

Kolejna porażka Legii. "Myśleliśmy, że świat się już kończy"

- Po dwóch pierwszych spotkaniach i wysokich zwycięstwach poczuliśmy się za bardzo zbyt pewni siebie. Chyba uznaliśmy, że świat się już kończy i teraz to już z każdym będziemy wygrywać dwudziestoma punktami. Po kolejnych dwóch porażkach spadł jednak na nas kubeł zimnej wody - mówi w rozmowie z Interią Dariusz Wyka, środkowy Legii Warszawa.

Zbigniew Czyż, Interia: W ostatnim meczu przegraliście na własnym parkiecie ze Spójnia Stargard 84:86. To był najsłabszy mecz Legii w tym sezonie?

Dariusz Wyka, Legia Warszawa: - Myślę, że tak. Przed spotkaniem mówiliśmy, żeby zacząć agresywnie. Trener też nas uczulał i mówił, że Spójnia to taka drużyna, że jeśli pozwoli się jej rzucać, to oni będą to robić i będą zdobywać punkty. My zaczęliśmy jednak ospale i nie potrafiliśmy wygrać.

Spójnia prowadziła w tym spotkaniu niemal od początku do końca, dlaczego nie potrafiliście odwrócić tej sytuacji poza jednym krótkim fragmentem w meczu?

Reklama

- No tak, dosłownie przez chwilę mieliśmy punkt, dwa przewagi. Spójnia narzuciła swoje warunki gry, potrafiła wykorzystać naprawdę kilka trudnych sytuacji do zdobycia punktów. Ale oni tak grają, a my o tym wiedzieliśmy, niestety nie potrafiliśmy na to zaradzić. Spójnia poczuła wiatr w żagle, wiadomo, że jak się trafi dwa, trzy, cztery trudne rzuty, to potem z tych nieco łatwiejszych pozycji rzuca się też łatwiej.

Mecz się wam nie układał, ale mimo to na 17 sekund przed końcem potrafiliście doprowadzić do remisu. Nie potrafiliście jednak powstrzymać rywali na 0,3 sekundy przed ostatnią syreną i goście zadali zabójczy cios.

- To kolejny mecz, który przegrywamy w samej końcówce. Mamy po tym spotkaniu materiał do analizy. Na pewno musimy poprawić grę w obronie oraz mental.

Jak byś ocenił swój występ w tym meczu? Zdobyłeś zaledwie cztery punkty.

- Na pewno mogłem lepiej powalczyć. Popełniłem też dwa głupie faule. Na pewno też lepiej mogłem zaprezentować się w obronie.

Wygraliście dwa pierwsze mecze w sezonie, teraz doznaliście dwóch porażek z rzędu. Co się takiego stało, że nie potrafiliście wygrać z zespołami, w rywalizacji z którymi byliście stawiani jako zdecydowani faworyci.

- Wydaje się mi, że za bardzo poczuliśmy się zbyt pewni siebie. Za bardzo poczuliśmy, że wygraliśmy dwa mecze na początku sezonu dużą różnicą punktów i chyba uznaliśmy, że świat się już kończy i teraz to już z każdym będziemy wygrywać dwudziestoma punktami. Po dwóch porażkach spadł jednak na nas kubeł zimnej wody. Ale musimy się teraz podnieść, porozmawiać i walczyć w kolejnych spotkaniach o zwycięstwa.

Legia Warszawa. Sporo do poprawy

Ten mecz ze Spójnią pokazał, że, owszem, jest to dopiero początek sezonu, ale sporo w waszej grze jest jeszcze do poprawy.

- Dokładnie tak. W ubiegłym sezonie zaczęliśmy lepiej, ale wtedy analizowaliśmy co zrobić, aby było jeszcze lepiej. Teraz musimy zrobić to samo.

Brakuje odpowiedniego zgrania?

- Nie sądzę. Choć z drugiej strony nie mówiliśmy głośno, że w tym tygodniu trenowaliśmy bez Łukasza Koszarka, który podkręcił staw skokowy. Ale na pewno musimy się jeszcze lepiej zgrać, za nami dopiero cztery mecze.

A propos Łukasza Koszarka, na razie nie prezentuje się tak jak w ostatnich sezonach.

- Wiadomo, że znalazł się w nowym otoczeniu. On też musi lepiej poznać zespół i miasto. To jest kwestia czasu, kiedy zacznie lepiej grać.

Łukasz Koszarek dołączył do Legii przed sezonem i już jest kapitanem zespołu. To była wasza wspólna decyzja czy trenera Wojciecha Kamińskiego?

- Głosowaliśmy i Łukasz został wybrany jednomyślnie na naszego kapitana.

Co możesz powiedzieć o poziomie gry i układzie sił w Energa Basket Lidze po tych pierwszych czterech kolejkach?

- Uważam, że nikt przed nikim się nie położy. Jest kilka drużyn, które grają lepiej, ale w tej lidze każdy będzie mógł wygrać z każdym. Spotkania będą zacięte i liga na pewno będzie ciekawa.

Z Dariuszem Wyką rozmawiał w Warszawie Zbigniew Czyż

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje