Kadrowicz został tatą i pomógł drużynie. "3 godziny snu w dwie doby"
Ostatnie dni w życiu Szymona Zapały są szalone. Kadrowicz, który rozgrywa swój pierwszy play-off w karierze, najpierw został tatą, a później pomógł drużynie w zwycięstwie z Dzikami Warszawa. Trener Energi Trefla Sopot zdradza, że koszykarz miał prawo wyboru, a w ciągu dwóch dni spał około… trzech godzin.

Data porodu pierwszego dziecka Szymony Zapały przypadła na okres rozpoczęcia fazy play-off. Od kilku dni kadrowicz wraz z partnerką oczekiwali przyjścia na świat synka. Poród nastąpił między pierwszym a drugim meczem fazy play-off (późne godziny nocne - z piątku na sobotę).
Zapała - po pierwszym meczu - był cały czas z partnerką w szpitalu. Także podczas porodu. Kadrowicz mógł liczyć na pełne wsparcie klubu w tej sytuacji.
Sztab szkoleniowy, w porozumieniu z klubem, pozwolił środkowemu podjąć decyzję dotyczącą jego występu w drugim meczu ćwierćfinałowym.
Zawodnik postanowił - mimo braku snu - dołączyć do drużyny i wspomóc ją w sobotnim spotkaniu. Miał świadomość, że przy kontuzji Mikołaja Witlińskiego jest jedynym środkowym w zespole. Zapała w trakcie meczu był bardzo zaangażowany. Twardo walczył o piłki pod koszami. Nie dał się mijać w obronie. Dawno w jego grze nie widzieliśmy tak dużej i pozytywnej energii. Miał 6 punktów i 5 zbiórek, a Energa Trefl Sopot pokonał Dziki Warszawa 81:78.
Dlaczego zdecydowałeś się pomóc drużynie? - zapytaliśmy zawodnika.
- Wiedziałem, że drużyna mnie potrzebuje. Decyzja została podjęta przed samym meczem. Żona jest w dobrych rękach, jest pod opieką, więc mogłem wyskoczyć na te kilka godzin. Gdyby było inaczej, to na pewno bym się na to nie zdecydował. W tym meczu było dużo pozytywnej energii i szczęścia - przyznał.
O kulisy sprawy zapytaliśmy także trenera Mikko Larkasa i Tomasza Kwiatkowskiego, dyrektora ds. sportowych.
- Szymon od czasu poprzedniego meczu był w szpitalu z żoną właściwie bez przerwy, więc jego występ stał pod dużym znakiem zapytania. Jako klub uważamy, że najważniejsze jest to, aby wszystko było bezpieczne i w porządku. Zależało nam, aby Szymon nie czuł żadnej presji i żeby decyzja należała wyłącznie do niego, bo tylko on wiedział, jak wygląda sytuacja i czy może opuścić szpital. Życie i rodzina stoją wyżej niż koszykówka. Rano przed meczem rozmawialiśmy wielokrotnie. Oczywiście opuścił poranny trening, a ja powiedziałem mu, żeby trochę odpoczął i że zadzwonię później. Próbowałem złapać go dwa razy, nie odbierał, ale potem oddzwonił i powiedział, że się zdrzemnął i czuje się świetnie. Wszystko poszło w dobrym kierunku, synek jest zdrowy, żona czuje się dobrze i powiedział mi: 'trenerze, chcę grać'. Odparłem, że to jego decyzja, nie naciskam i każdy zrozumie, jeśli żona będzie go teraz potrzebować bardziej niż koszykówka. Ostatecznie wyszło świetnie, zagrał doskonały mecz, wszedł na wyższy poziom. To niewiarygodne – spał może 3 godziny w ciągu dwóch nocy, przychodzisz i grasz z takimi emocjami. Ogromny szacunek dla niego za to, co zrobił, i jeszcze raz wielkie gratulacje dla całej rodziny - odpowiedział trener Mikko Larkas.
W klubie mówią nam wprost: nikt nie wywierał presji na Szymona. Wszyscy trzymali za niego kciuki.
- Cały klub trzymał kciuki za Szymona i jego rodzinę. Czekaliśmy na pozytywne wieści. Jesteśmy strasznie szczęśliwi i dumni. Szymon pokazał ogromną dojrzałość i odporność. Daliśmy mu pełną decyzyjność co do występu w tym meczu. Miał pełne prawo nie zagrać w tym spotkaniu, mimo że sytuacja rodzinna była pod kontrolą. Rodzina jest najważniejsza w życiu - przyznał Tomasz Kwiatkowski, dyrektor ds. sportowych w Enerdze Treflu Sopot.
W serii ćwierćfinałowej Trefla z Dzikami jest remis 1:1. Teraz seria przenosi się do Warszawy. Kolejne mecze we wtorek i w czwartek.






![Kiedy Wimbledon? Gdzie oglądać Świątek i Chwalińską? [TERMINARZ, TRANSMISJE]](https://i.iplsc.com/000MWV9DVJ2PG5B6-C401.webp)




