Reklama

Reklama

Jerel Blassingame - mistrzostwo Polski uczciłem sokiem

Wybrany najlepszym koszykarzem finałów Jerel Blassingame w nietypowy sposób uczcił zdobycie przez Asseco Prokom 9. z rzędu mistrzostwa Polski. "Nie piję alkoholu, zatem szampan nie wchodził w grę. Ale sok świetnie się do tego nadawał" - przyznał Amerykanin.

Blassingame przeszedł do gdyńskiej drużyny z Energi Czarnych Słupsk, która w poprzednim sezonie przegrała z Asseco Prokom rywalizację w półfinale play off.

Reklama

"Z tego mistrzostwa cieszę się podwójnie. Rok temu nie miałem bowiem szansy walczyć o to trofeum, natomiast przed tym sezonem wiele osób twierdziło, że nie mamy żadnych szans na obronę mistrzowskiego tytułu. Udowodniliśmy im, jak bardzo się mylili. Naprawdę jestem teraz bardzo dumny z siebie i naszego zespołu" - dodał "J-Blass".

"Jerel to bardzo charakterny i zdeterminowany na zwycięstwo koszykarz, jak wszyscy nasi zawodnicy. W najważniejszych momentach brał na swoje barki ciężar gry oraz odpowiedzialność za wynik i tym samym udowodnił, że jest prawdziwym liderem drużyny" - ocenił trener mistrzów Polski Andrzej Adamek.

31-letni koszykarz był właściwie jedyną opcją gdyńskiego szkoleniowca na rozegraniu (w finałach grał średnio 33,5 minuty na mecz), bo na jego zmienniku Quintonie Dayu specjalnie nie można było polegać. W pewnym momencie siódmego meczu wszystko zaczęło się jednak obracać przeciwko Asseco Prokom. W ciągu zaledwie ośmiu minut koszykarze Trefla zdołali odrobić aż 20 punktów straty, dzięki czemu w 34. minucie przegrywali tylko 59:62. A Blassingame miał w tym momencie na koncie już cztery przewinienia.

"Znowu za szybko uwierzyliśmy, że mecz już się zakończył. Sytuacja zaczęła wymykać nam się spod kontroli, ale ja byłem spokojny. Widziałem, że Jerel jest wyjątkowo skoncentrowany oraz skupiony na grze i głupiego przewinienia nie popełni" - podkreślił Adamek.

Zresztą sam zawodnik udowodnił, że potrafi w najważniejszych momentach utrzymać nerwy na wodzy i zachować zimną krew. W przeciwieństwie do rozgrywającego Trefla Łukasza Wiśniewskiego, który za popchnięcie w 26. minucie Donatasa Motiejunasa został odesłany przez arbitrów do szatni.

"Czasami zdarza mi się stracić panowanie nad sobą, aczkolwiek taka sytuacja nie ma prawa mieć miejsca w siódmym meczu finału play off. Pewnych rzeczy nie można bowiem wtedy cofnąć ani nadrobić. To był z pewnością spory błąd zawodnika gości" - podsumował Blassingame.

Dowiedz się więcej na temat: Asseco Prokom Gdynia | Tauron Basket Liga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje