Ivan Almeida: Ludzie myślą, że jestem stary. To błąd!
Polska zajmuje w moim sercu bardzo szczególne miejsce. Doceniam tutejsze środowisko. Jeśli w niedalekiej przyszłości pojawi się projekt, który będzie zbudowany z myślą o walce o mistrzostwo, moje drzwi do PLK są szeroko otwarte - mówi Ivan Almeida, zawodnik Tauron GTK Gliwice w sezonie 2025/2026.

Karol Wasiek: Jak oceniasz okres spędzony w GTK?
Ivan Almeida, zawodnik Tauron GTK Gliwice w sezonie 2025/2026: Z perspektywy czasu mój pobyt w GTK był cenną lekcją adaptacji i profesjonalizmu. Przyjechałem do Polski w świetnej formie fizycznej i byłem mentalnie gotowy, by pomóc drużynie w każdy możliwy sposób. Przechodząc z zupełnie innego systemu treningowego w Portugalii, w Gliwicach spotkałem się z codzienną organizacją pracy opartej na złożonym systemie. Wymagało to ode mnie koszykarskiej adaptacji, ponieważ ten system był oparty na teoretycznych poprawkach i częstym przerywaniu gry ze względów taktycznych kosztem płynnego, szybkiego rytmu. Dało mi to jednak świetne doświadczenie w tym, jak utrzymać koncentrację i wnosić pozytywny wkład w zespół w tak odmiennym stylu gry.
W przeszłości walczyłeś z Anwilem o medale w PLK, tym razem jednak twoja rola i cele zespołu były zupełnie inne. Jak odnalazłeś się w tej nowej rzeczywistości?
- Doświadczenie wyniesione z organizacji takiej jak Anwil ma ogromne znaczenie dla mojej kariery i koszykarskiego obycia, głównie ze względu na tamtejszą kulturę zwyciężania. Jestem walczakiem, który zawsze wychodzi na parkiet po wygraną, dlatego dostosowanie się - w połowie sezonu - do projektu skupionego na utrzymaniu w lidze było dużym wyzwaniem.
Kiedy podpisywałem kontrakt, celem było wniesienie cech przywódczych, by pomóc ustabilizować sytuację w szatni. W pierwszych pięciu spotkaniach byłem jednak tylko rezerwowym. To było taktyczne rozwiązanie ze strony trenera. Szczerze? Nie spodziewałem się tego, bo wejście w mecz i narzucenie swojego rytmu z tej pozycji bywa trudne. Jednak profesjonalna koszykówka opiera się na potrzebach drużyny, a nie indywidualnych preferencjach. Zaakceptowałem tę rolę, zachowałem pełen profesjonalizm i skupiłem swoją energię na wspieraniu kolegów z ławki, aby utrzymać wysokie morale w zespole, wnosząc jednocześnie wartość na innych płaszczyznach.
GTK Gliwice od lat próbuje osiągnąć sukces w PLK. Jak z perspektywy gracza, który widział koszykówkę na dużym, europejskim poziomie, oceniasz funkcjonowanie gliwickiego klubu? Czego im brakuje do osiągnięcia dobrego wyniku?
- Pod względem infrastruktury GTK ma znakomite fundamenty. Hala jest nowoczesna, obiekty są na najwyższym poziomie, a zarząd wykonuje wielką pracę, która nie zawsze jest widoczna. Moje osobiste relacje z władzami klubu, w szczególności z Łukaszem Koperą, były doskonałe i oparte na wzajemnym szacunku.
To, czego drużyna potrzebuje, aby na dłuższą metę ustabilizować swoją pozycję w tak wymagającej lidze, to po prostu czas na zbudowanie spójnej, konsekwentnej tożsamości już od pierwszego dnia okresu przygotowawczego. Trudno jest ustanowić solidną hierarchię i strukturę w zespole, kiedy w składzie następują ciągłe zmiany. W Gliwicach są wszelkie narzędzia do osiągania sukcesów; to tylko kwestia wypracowania stabilnych standardów, by uciec od ciągłych rozmów o walce o utrzymanie.
Jak oceniasz swoją współpracę z trenerem Vidiciem? Jakim jest człowiekiem w codziennej pracy i czy czułeś, że twój potencjał na parkiecie był przez niego w pełni wykorzystywany?
- Trener Vidić to świetny człowiek i tak naprawdę w trakcie mojego pobytu w klubie odbyliśmy kilka bardzo dobrych rozmów poza koszykówką. Zawodowo nasza dynamika była bardzo złożona, ponieważ patrzymy na koszykówkę przez podobny pryzmat. On ma jednak bardzo specyficzny, ustrukturyzowany system, podczas gdy moja gra naturalnie rozkwita, gdy mogę opierać się na instynkcie i kreowaniu akcji na otwartej przestrzeni. Mieliśmy momenty, w których znajdowaliśmy świetny balans - jak podczas wyjazdowego zwycięstwa we Wrocławiu, gdzie mogłem płynnie operować piłką. Jeśli chodzi o pełne wykorzystanie mojego potencjału, zawsze starałem się znaleźć sposób na zbilansowanie moich mocnych stron w ramach jego ram taktycznych i tego, czego ode mnie wymagał.
Musimy wrócić do sytuacji, o której sporo się mówiło w koszykarskim środowisku. Końcówka meczu w Krośnie. W kluczowym momencie zdecydowałeś się na wjazd pod kosz po dwa punkty, mimo że drużyna potrzebowała trzech punktów do remisu. Jak ta akcja wyglądała z twojej perspektywy?
- Wiem, że ta akcja wywołała w internecie sporo szumu, ale oceniając to na spokojnie - było to po prostu złamanie zagrywki w momencie ogromnej presji. Moim głównym zamiarem było odrzucenie piłki na obwód, podobnie jak zrobiliśmy to skutecznie w poprzedniej akcji. Wszedłem pod kosz, by skupić na sobie obronę w "pomalowanym", ale defensywa świetnie zrotowała i odcięła pierwszą linię podania. W ułamku sekundy opcje po przeciwnej stronie również zostały szczelnie pokryte. Będąc w pełnym pędzie pod kosz, przestrzeń na boisku drastycznie się skurczyła i przerodziło się to w bardzo trudną decyzję sytuacyjną. To był mój błąd w egzekucji i jako lider natychmiast wziąłem za to odpowiedzialność. Jednak koszykówka to gra, która trwa 40 minut i żadne pojedyncze posiadanie nigdy nie definiuje całego meczu.
Polska to bez wątpienia szczególne miejsce w twojej karierze, a kibice PLK wciąż doskonale pamiętają twoje najlepsze mecze. Myślisz, że w tej lidze jest jeszcze miejsce dla Ivana Almeidy? Zobaczymy cię jeszcze na polskich parkietach, czy to już definitywnie zamknięty rozdział?
- Wiem, że ludzie patrzą na moją metrykę i myślą, że jestem stary. Jednak moja energia, zdrowie fizyczne i wytrzymałość są wciąż na dobrym poziomie (śmiech). Nadal mam w sobie ten sam codzienny zapał do bycia coraz lepszym, a mój głód do dodatkowej pracy absolutnie się nie zmienił. Każdy, kto uważnie śledzi moją międzynarodową karierę, wie, że mam przed sobą jeszcze wiele lat gry na wysokim, elitarnym poziomie. Przestanę grać dopiero wtedy, gdy wygaśnie moja pasja do koszykówki, a w tym momencie ten rywalizacyjny ogień płonie jaśniej każdego dnia. Polska zajmuje w moim sercu bardzo szczególne miejsce i głęboko doceniam tutejsze środowisko koszykarskie. Jeśli w niedalekiej przyszłości pojawi się projekt, który będzie zbudowany z myślą o walce o mistrzostwo, moje drzwi do PLK są szeroko otwarte.
Kto zostanie nowym mistrzem polskiej ligi?
- Faza play-off jest niezwykle intensywna, co sprawia, że cała ta część sezonu jest wysoce nieprzewidywalna. Wystarczy spojrzeć na to, co Arka Gdynia zrobiła ze Śląskiem Wrocław - odrobiła straty ze stanu 0:2 i wygrała serię 3:2. Taki powrót jest doskonałym dowodem na to, że charakter, odporność psychiczna i sportowa zadziorność wciąż mają ogromną wagę w serii play-off. Na tym etapie sezonu nie chodzi już o to, kto wygląda najlepiej na papierze lub kto miał lepszy sezon zasadniczy; wszystko sprowadza się do zdrowia fizycznego, egzekucji pod presją na własnym parkiecie i posiadania tej równowagi, niezbędnej do rozgrywania zaciętych spotkań. Drużyna, która ostatecznie wzniesie puchar, będzie tą, która potrafi konsekwentnie narzucać swoją tożsamość po obu stronach parkietu, zamieniając skuteczne obrony w płynną egzekucję w ataku, gdy gra toczy się o najwyższą stawkę.
Jak oceniasz polską ligę po kilku latach przerwy?
- OBL znacznie ewoluowała od mojego poprzedniego rozdziału. Choć jej znak rozpoznawczy, czyli fizyczna twardość, pozostaje główną cechą charakterystyczną polskiej koszykówki, to różnica poziomu między czołówką a dołem tabeli całkowicie się zatarła. Jeszcze kilka lat temu można było realnie liczyć na kilka spokojniejszych weekendów, grając z drużynami z dołu tabeli. Dzisiaj w tej lidze nie ma absolutnie żadnych łatwych meczów.
Jeśli zespół wyjdzie na mecz choćby z minimalnym spadkiem koncentracji, drużyna z końca stawki jest w stanie pokonać ekipę z pierwszej czwórki w każdym możliwym spotkaniu.
Zauważam również dużą zmianę strukturalną w kierunku szybszego tempa gry i znacznie większych wymagań dotyczących umiejętności technicznych. Sam surowy atletyzm nie wystarcza już, by dominować w lidze. Zespoły stały się mądrzejsze taktycznie, działy skautingu wykonują niesamowicie drobiazgową pracę, a systemy obronne są znacznie bardziej zaawansowane. Z tego powodu potrzebujesz teraz wysoce inteligentnych rozgrywających z doskonałą świadomością sytuacyjną, aby rozbijać nowoczesne schematy defensywne. Fizyczność zawsze będzie miała w Polsce znaczenie, ale to koszykarskie IQ i umiejętność zdobywania punktów są tym, co dzisiaj naprawdę napędza sukces w tej lidze.











![Liga Narodów: USA dominuje w starciu z Brazylią w Osace [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1DLXIC6TMNE1-C401.webp)
