Hiszpanie chcieli gwiazdę polskiej ligi. Ten postawił sprawę jasno
- Jestem wdzięczny, że kilka drużyn wyraziło zainteresowanie. Mam nadzieję, że latem pojawią się kolejne dobre oferty. Chciałem zostać w Toruniu do końca sezonu. Chciałem w ten sposób podziękować trenerowi i klubowi za to, że dali mi szansę w trudnym momencie. Nikt się ode mnie nie odwrócił - mówi Aljaz Kunc, zawodnik Arriva LOTTO Twarde Pierniki Toruń.

Aljaz Kunc, słoweński koszykarz Arriva LOTTO Twarde Pierniki Toruń, rozgrywa bardzo udany sezon w ORLEN Basket Ligi. Koszykarz średnio notuje 16.5 pkt i 6.7 zbiórki na mecz. To w tym momencie 6. strzelec na polskich parkietach. Nic dziwnego, że ekipy z mocniejszych lig zagranicznych wyraziły nim zainteresowanie w trakcie trwania obecnych rozgrywek. Kunc dostał konkretną ofertę z ligi hiszpańskiej, ale ją odrzucił. W rozmowie z Interią wyjaśnia, dlaczego podjął taką decyzję.
Karol Wasiek: Jak oceniasz ten sezon?
Aljaz Kunc, zawodnik Arriva LOTTO Twarde Pierniki Toruń: Pod kątem indywidualnym jest to na pewno udany sezon. Dobrze jest być po prostu zdrowym i móc grać na wysokim poziomie.
Najważniejszą informacją dla mnie jest to, że przez cały sezon byłem zdrowy i dostępny dla trenera "Suby". Podoba mi się rola, którą mi dał w tym zespole. Miałem dużą liczbę minut i rzutów.
W środowisku jest taka opinia, że rozgrywasz świetny sezon i udowadniasz, że warto było zachować cierpliwość i na ciebie postawić.
- Myślę, że miałem niezły debiutancki sezon w Toruniu. Kolejny niestety nie poszedł po mojej myśli, ale przeszłości nie da się zmienić.
Jestem naprawdę wdzięczny trenerowi za to, że sprowadził mnie z powrotem i dał mi tę szansę pokazać, jak potrafię grać. Taki sezon był mi bardzo potrzebny.
Jak trudne pod kątem mentalnym były miesiące, w których nie grałeś, a musiałeś przechodzić długą i żmudną rehabilitację?
- Było bardzo ciężko. Czułem się dobrze w zespole. Lubiłem zawodników, których pozyskał trener Subotić. Niestety kontuzja sprawiła, że wszystko się posypało. Także pod kątem mentalnym mocno podupadłem. Nie chcę nawet mówić, jak źle było w momencie, gdy drugi raz doznałem tego samego urazu. To był koszmar.
Na szczęście mogłem liczyć na wsparcie najbliższych. Moja narzeczona była ze mną przez cały ten okres. To było naprawdę ważne.
Dużo wtedy pracowałem na siłowni. Byłem w niej niemal codziennie. Wyciskałem na klatę chyba najwięcej w życiu (śmiech). Możesz spytać o to trenera Dominika Narojczyka. Dziękuję mu za pomoc w trakcie rehabilitacji.
Wiem, że musiałem to przetrwać. Teraz już o tym w ogóle nie myślę. Skupiam się na przyszłości.
Wspomniałeś trenera Suboticia, którego sam nazwałeś "Suba". Rozumiem, że jesteście w bardzo dobrych relacjach?
- Tak. To są znakomite relacje. Dużo ze sobą rozmawiamy w tym samym języku. To jedyny trener, dla którego grałem w zawodowej koszykówce, po zakończeniu studiów w USA. Dał mi dużo swobody, ufając mi na każdym kroku. Jestem mu wdzięczny, że zrekrutował mnie do składu i dał szansę w silnej lidze, jaką jest ORLEN Basket Liga.
To nie jest zbyt częsty obrazek w europejskiej koszykówce, że zawodnik tak długo gra dla jednego trenera.
- Tak, to prawda. Sam widzisz, co dzieje się w realiach ORLEN Basket Ligi. Wielu obcokrajowców przychodzi i odchodzi. Rotacja jest niesamowita. Myślę, że mało kto byłby w stanie wymienić wszystkich zawodników zagranicznych w jednym sezonie. To szalona liczba! Może niektórzy zostają w lidze, ale najczęściej zmieniają drużynę.
Szczerze? Trzy lata w Toruniu nie były planowane. Jednak biorąc pod uwagę mój poprzedni sezon miałem coś do udowodnienia. Uważam, że podjąłem właściwą decyzję.
Czy to prawda, że w trakcie tego sezonu otrzymałeś konkretną ofertę z Hiszpanii?
- Tym zajmował się mój agent. To jego robota, ale mogę potwierdzić, że chciałem zostać w Toruniu do końca sezonu. Chciałem w ten sposób podziękować trenerowi i klubowi za to, że dali mi szansę w trudnym momencie. Nikt się ode mnie nie odwrócił. Mogłem liczyć na wsparcie i zaufanie.
Ponadto uważam, że granie w ORLEN Basket Lidze jest dużym wyzwaniem. To wymagająca liga pod kątem fizyczności i poziomu sportowego. Nie ma tu łatwych meczów. Jest sporo dobrych zespołów i zawodników.
Jeśli udowodnisz, że potrafisz grać na tym poziomie, wiele osób to zauważa. Jestem wdzięczny, że kilka drużyn wyraziło zainteresowanie i chciało mnie pozyskać. To ogromny zaszczyt.
Mam nadzieję, że latem pojawią się kolejne dobre oferty.
Sporo dobrych słów można usłyszeć na twój temat w rozmowach z trenerami. Ci podkreślają, że potrafisz zdobywać punkty na wiele sposobów.
- Lubię grać twardo. Na studiach nauczyłem się tego, że trzeba wpływać na grę na różne sposoby. Zwłaszcza na mojej pozycji. Gdy nie wpadają rzuty, to możesz pobiec do kontrataku, grać twardo w obronie, postawić dobrą zasłonę i powalczyć o zbiórki.
Jestem wielkim zwolennikiem tego, że jeśli dasz dobrą energię na boisku, będziesz zaangażowany, to wszystko będzie układało się po twojej myśli. Po prostu musisz chcieć.
Jak oceniasz grę całej drużyny w tym sezonie?
- Jeśli chodzi o całą drużynę, chciałbym mieć więcej zwycięstw więcej na swoim koncie. Uważam, że było kilka meczów, w których byliśmy blisko, ale nie potrafiliśmy ich skutecznie zakończyć. Też trzeba powiedzieć o tym, że nie mamy zbyt głębokiej rotacji. Nasz trener nie ma takiego komfortu jak inni szkoleniowcy. Pamiętajmy, że jesteśmy jednym z dwóch klubów, który nie skorzystał z opcji grania szóstką obcokrajowców. Reasumując: myślę, że dostajesz to, za co płacisz.
Mamy jeszcze cztery mecze do rozegrania. Wierzę, że wyrwiemy jeszcze kilka zwycięstw. Jesteśmy to winni naszym kibicom, którzy nas wspierają, także w spotkaniach wyjazdowych. Chcemy po sobie pozostawić dobre wrażenie.












