Grał na wielkich uczelniach w USA. Opowiada o życiu w Polsce
- Uważam, że ludzie z NBA będą cię bardziej szanować, jeśli będziesz grał w Europie na dobrym poziomie. Uważam, że to jest pewnego rodzaju test na sprawdzenie twoich umiejętności sportowych i dopasowania się do nowych warunków życiowych. Funkcjonowanie w Duke czy Baylor jest na takim poziomie, że nie musisz się niczym martwić. Życie w Europie wiele mnie nauczyło - mówi Jeremy Roach, zawodnik Kinga Szczecin.

Karol Wasiek: Jak oceniasz debiutancki sezon na europejskich parkietach?
Jeremy Roach, zawodnik Kinga Szczecin: Czuję się bardzo dobrze, choć mam świadomość, że nadal jestem w procesie nauki i dopasowywania się do warunków panujących w Europie. Styl gry w Europie jest zupełnie inny niż w USA, ale myślę, że mogę powiedzieć, że już się do niego przyzwyczaiłem.
Cieszy mnie fakt, że mam w drużynie weteranów, którzy byli pomocni w tym procesie. Zawsze mogłem liczyć na cenne wskazówki ze strony Tomka Gielo, Przemka Żołnierewicza, Jovana Novaka czy Mateusza Kostrzewskiego. To gracze bardzo doświadczeni i inteligentni, którzy wiele widzieli w swoim życiu. To też otwarci ludzie, którzy z przyjemnością dzielą się wiedzą.
Reasumując: były wzloty i upadki, ale myślę, że w ostatnim czasie moja forma jest na dobrym poziomie. Oby tak dalej!
Jak sobie radziłeś z trudnymi momentami?
- Słuchałem weteranów i ciężko pracowałem. Nigdy nie przestałem ciężko pracować. Uważam, że w trudnych momentach trzeba być sobą. Nie można się załamywać i tracić pewności siebie. Myślę, że to najważniejsza rzecz.
Te ostatnie miesiące są świetnym doświadczeniem i lekcją na przyszłość. Na pewno wyciągnę odpowiednie wnioski, aby tych trudnych momentów nie było zbyt wiele.
Które elementy koszykarskiego rzemiosła były najbardziej zaskakujące?
- Fizyczność. Myślę, że to był element, który sprawił mi najwięcej problemów. Reszta nie wywoływała u mnie aż tak dużych zaskoczeń.
Uważam, że pod kątem koszykarskich umiejętności mogę równać się z każdym w ORLEN Basket Lidze. W NCAA grałem z najlepszymi Amerykanami, co było kapitalnym doświadczeniem, ale też pamiętajmy o tym, że to był inny styl gry. Teraz uczę się tego dopasowania do europejskiego stylu. Myślę, że każdy kolejny miesiąc będzie pracował na moją korzyść.
Jak oceniasz siebie jako zawodnika? Jesteś rozgrywającym?
- Myślę, że najlepszym określeniem będzie combo-guard. Mogę grać jako rozgrywający, ale potrafię też zdobywać punkty z pozycji nr 2. Tak właśnie grałem w trakcie pobytu w NCAA. Choć nie ukrywam, że moją domeną jest zdobywanie punktów. Jestem urodzonym strzelcem! (śmiech)
Trener Maciej Majcherek ufa i wierzy w moje umiejętności. Daje mi piłkę do rąk. Mogę kontrolować w ten sposób grę poprzez kreowanie pozycji dla innych, ale także dla siebie.
Czy twoim popisowym zagraniem jest rzut z półdystansu?
- Tak, choć wiele osób uważa, że to najbardziej nieefektywny rzut w koszykówce. Ja jestem zupełnie innego zdania. Półdystans to miejsce, w którym czuję się najbardziej komfortowo. Czuję, że jeśli spudłuję, to wina leży po mojej stronie. Nie jest to efekt obrony.
Na kim się wzorujesz?
- Trudne pytanie. Oglądam wielu zawodników. Z ligi NBA wskazałbym Kyrie Irvinga i Jalena Brunsona. Może cię zaskoczę, ale oglądam też Euroligę. Moim ulubionym zawodnikiem jest Facundo Campazzo. To prawdziwy magik z piłką. Jego umiejętności czytania gry są na nieprawdopodobnym poziomie.
Czy to prawda, że trener Maciej Majcherek zachęcił cię do oglądania Euroligi?
- Tak. Trener powiedział mi coś w tym stylu: "jeśli chcesz zaistnieć w Europie, to musisz oglądać mecze z udziałem najlepiej grających drużyn. Euroliga jest idealna do tego". W pełni się z nim zgadzam.
Lubię europejski styl koszykówki. Wydaje mi się, że gra jest dużo bardziej poukładana. Oczywiście uwielbiam amerykański styl, ale europejskie granie ma coś w sobie, że to mnie mocno kręci. Taktyka, scouting, realizowanie założeń.
Dlaczego w ogóle zdecydowałeś się na przyjazd do Europy po pobycie w Duke i Baylor?
- Mówiąc szczerze, nie miałem najlepszego ostatniego sezonu na uczelni, więc zależało mi na tym, by zdobyć cenne doświadczenie na płaszczyźnie koszykarskiej i życiowej w Europie. Nie chciałem iść do G-League, choć miałem konkretne propozycje na stole.
Dlaczego?
- Uważam, że ludzie z NBA będą cię bardziej szanować, jeśli będziesz grał w Europie na dobrym poziomie. Uważam, że to jest pewnego rodzaju test na sprawdzenie twoich umiejętności sportowych i dopasowania się do nowych warunków życiowych. Pamiętajmy, że funkcjonowanie w Duke czy Baylor jest na takim poziomie, że nie musisz się niczym martwić. Życie w Europie wiele mnie nauczyło. To świetna lekcja życia. Dlatego też zdecydowałem się na taki krok.
Trener opowiedział mi o procesie rekrutacji. To nie było wcale takie proste. Słyszałem, że wysyłał rodzicom nagranie, jak wygląda klub i miasto Szczecin.
- Tak było!
Mówiąc szczerze, wyjazd za granicę nie był moim głównym celem, gdy zaczynałem studia na uczelni Duke.
Trener rozmawiał przez telefon z moją mamą i to sprawiło, że wszyscy poczuliśmy się naprawdę swobodnie. Bardzo mi i rodzicom na tym zależało.
Moi rodzice byli w październiku w Polsce. Byli zachwyceni. Mama do dzisiaj opowiada o jedzeniu.
Swoje - w procesie rekrutacji - zrobił też Tweety Carter, który jest w programie Baylor. To świetny człowiek. W przeszłości grał w Polsce i doskonale zna tę ligę. Bardzo ją chwalił.
Czy to prawda, że w trakcie tego sezonu otrzymałeś ofertę z innego klubu zagranicznego?
- Tak, ale jak to możliwe, że ta informacja wyciekła? (śmiech) Nie chciałem odchodzić, bo czuję się bardzo dobrze w zespole Kinga Szczecin. Szanuję sztab szkoleniowy. Trener mi bardzo ufa. Zawsze mi powtarza: "Wierzę w ciebie". To dla mnie bardzo wiele znaczy.
Uwielbiam chłopaków z drużyny. Myślę, że więź, która nas łączy, jest wyjątkowa. Myślę, że możemy wspólnie zrobić coś wielkiego w tym sezonie.
Gra w Eurolidze jest dla ciebie celem?
Nie wybiegam zbyt daleko do przodu. Chcę jak najlepiej zakończyć ten sezon. Zobaczymy, co będzie później i gdzie mnie życie zaprowadzi. Może to będzie Europa, a może wrócę do USA? Wszystko jest możliwe!












