Reklama

Reklama

Energa Basket Liga. Trener MKS: Potrafimy walczyć z każdym

"Mimo przegranej jestem dumny z drużyny. Potwierdziła dziś, że potrafi walczyć z każdym i nigdy się nie poddaje" - powiedział trener koszykarzy MKS Dąbrowa Górnicza Alessandro Magro po poniedziałkowej porażce w ekstraklasie z Treflem Sopot 72:81.

MKS zagrał u siebie pierwszy raz w sezonie. Dziesięć kolejnych spotkań wyjazdowych było spowodowanych modernizacją dąbrowskiej hali.

Reklama

"Co prawda kibice nie mogą przychodzić do hali, ale wspierają nas i bardzo chcieliśmy dziś wygrać. Dla nich, dla Sachy, który doznał groźnej kontuzji, i dla Mikołaja Ratajczaka, który tak szybko musiał dziś opuścić boisko. Jestem smutny, że się nie udało" - dodał Włoch.

Dąbrowianie stracili kilka dni wcześniej swojego najlepszego gracza, amerykańskiego centra z brytyjskim paszportem Sachę Killeyę-Jonesa. Zawodnik doznał kontuzji kolana w ostatniej akcji poprzedniego meczu z Polskim Cukrem Toruń i już w tym sezonie nie zagra. Z kolei Ratajczak zszedł z parkietu w drugiej minucie poniedziałkowego spotkania.

"Mamy dwa zwycięstwa w lidze, ale jestem dumny z zespołu, który potwierdził, że potrafi walczyć z każdym, nie poddaje się. Pojawiły się dziś błędy, być może było ich za dużo. Musimy się teraz szybko zresetować i przygotować do meczu z Polpharmą" - zaznaczył Magro.

Kapitan gospodarzy Marek Piechowicz podkreślił, że choć rywale mieli więcej argumentów, by odnieść zwycięstwo, to porażka go boli.

"Bo wygrana była, mimo to, na wyciągnięcie ręki. Kilka strat, głupich błędów, uniemożliwiło nam cieszenie się po meczu" - powiedział.

Szkoleniowiec Trefla Marcin Stefański przyznał, że obawiał się spotkania z drużyną, która straciła najlepszego zawodnika.

"To był nasz ostatni mecz przed przerwą (dla reprezentacji) i tym bardziej chcieliśmy wygrać. Mamy bilans 9-6, jest dobry, ale mógłby być jeszcze lepszy. Mieliśmy zbyt wiele strat, za dużo piłek pozwoliliśmy rywalom zebrać w ataku. Ale najważniejsze jest zwycięstwo" - podsumował.

Koszykarz Trefla, reprezentant kraju Dominik Olejniczak podkreślił dobrą postawę MKS.

"Należy się gospodarzom szacunek. Wypadł im kluczowy zawodnik i to był dla nich duży cios. Wiedzieliśmy, że wyjdą na boisko jeszcze bardziej zmotywowani. Tak też było - walczyli do samego końca" - stwierdził środkowy ekipy z Sopotu.

Działacze MKS pilnie szukają następcy Killeya-Jonesa oraz chorwackiego silnego skrzydłowego Ivana Karaczicia, z którym kontrakt został rozwiązany wcześniej.

Autor: Piotr Girczys

gir/ cegl/

Dowiedz się więcej na temat: MKS Dąbrowa Górnicza | Energa Basket Liga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje