Reklama

Reklama

Energa Basket Liga. Legia nie wie, z jakim Kingiem zagra w ćwierćfinale

​Koszykarze Legii Warszawa, którzy rozgromili w zaległym meczu 30. kolejki ekstraklasy juniorów Kinga 137:43, nadal nie wiedzą, w jakim składzie rywal przyjedzie do stolicy w czwartek na pierwszy mecz w 1/4 finału. Seniorski zespół ze Szczecina zmaga się z koronawirusem.

Do Warszawy nie przyjechał także hiszpański szkoleniowiec Jesus Ramirez, a drużynę juniorską występująca na co dzień w III lidze prowadził Adam Sell. Legia dzięki wygranej wywalczyła drugie miejsce w tabeli, a King zajął siódmą lokatę, co oznacza, że obydwie ekipy spotkają się w pierwszej rundzie play-off.

- To był dziwny mecz w dziwnych czasach. Nie pamiętam takiej sytuacji, żeby na mecz ekstraklasy pojechał cały zespół juniorski. Do końca mieliśmy nadzieję, że trener Ramirez zgodzi się na udział kilku zawodników z pierwszej drużyny, którzy już trenują po kwarantannie. Walczyliśmy na tyle, na ile było nas stać. Myślę, że to była sportowa przygoda dla tych młodych chłopaków i zapamiętają ją na długo, będą mieć motywacje do dalszej pracy. Rozmowy o tym, że na spotkanie z Legią pojadą juniorzy toczyły się od poniedziałku. Najpierw była mowa o kilku moich zawodnikach - dwóch, trzech, potem, koło środy, okazało się, że trzeba podać nazwiska ośmiu chłopaków, a w czwartek okazało się, że pojedziemy w wyłącznie w juniorskim składzie - powiedział trener Adam Sell.

Reklama

Przyznał, że Legia jest bardzo mocnym zespołem i z zainteresowaniem będzie śledził mecze Legia - King w play-off.

- Jestem ciekawy, jak zespół Kinga poradzi sobie z Legią, która fizycznie i taktycznie wygląda bardzo dobrze. Dziękuje trenerowi Kamińskiego, że postawił nam takie trochę ulgowe warunki, nie było pressingu, nacisku, grał wszystkimi swoimi zawodnikami. Trudno mi powiedzieć, w jakim składzie King przyjedzie do Warszawy, bo prowadzę juniorów i jestem za daleko od pierwszej drużyny. Wiem, że dziś trenowało dziewięciu zawodników, ale jeszcze bez trenera Ramireza i Macieja Lampego. Dwóch - trzech z pierwszego zespołu nadal jest na kwarantannie, więc przeciw Legii nie wystąpi, ale nie chcę podawać nazwisk, nie znam szczegółów. Być może jeden czy dwóch chłopaków z mojej drużyny dołączy do meczowej dwunastki, jaka przyjedzie na play-off - dodał.

Historyczna wygrana Legii - największą różnicą punktów w rozgrywkach ekstraklasy (94, poprzedni rekord z 1952 r. CWKS Warszawa - Spójnia Gdańsk 108:23) nie ucieszyła zbytnio szkoleniowca Legii Wojciecha Kamińskiego. Trener podkreślał jednak sukces osiągnięty w sezonie zasadniczym - drugie miejsce w tabeli.

- Gratuluję przede wszystkim swoim zawodnikom drugiego miejsca po sezonie zasadniczym. Jest to ogromny sukces. Na pewno nikt przed sezonem nie stawiał nas w roli faworytów. Dziękuję zawodnikom, wszystkim swoim współpracownikom, całej organizacji, na czele z prezesem Jankowskim, za pierwszą część sezonu, za to, że wszystko było "zapięte na ostatni guzik", a my mogliśmy skupić się tylko na naszej pracy. Młodym zawodnikom ze Szczecina dziękuje za to, że podjęli rękawicę i walczyli, choć nie było to łatwe, tym bardziej, że musieli wsiąść rano o piątej do autobusu, co nie jest łatwe, szczególnie przy zmianie czasu. Nie rozumiem zachowania klubu ze Szczecina, dlaczego nie przysłał zdrowych, trenujących od kilku dni ludzi. Ale może nie wiem wszystkiego i te rzeczy są poza nami. My na pewno nie kalkulujemy i czekami na rywali - podkreślił Kamiński.

Szkoleniowiec warszawiaków, którzy w minionym sezonie walczyli o utrzymanie i zajęli 14. miejsce (Kamiński objął drużynę pod koniec lutego 2020, na finiszu rozgrywek, które i tak z powodu pandemii zostały przerwane w połowie marca), nie chciał komentować piątkowej decyzji władz Polskiej Ligi Koszykówki o rywalizacji w turniejowej "bańce", począwszy od półfinałów mistrzostw Polski. Motywowana była ona bezpieczeństwem i zdrowiem drużyn - jak napisano w piątkowym komunikacie PLK.

- Koncentrujemy się na tym, by być zdrowymi przed najważniejszą częścią sezonu. Wszyscy jesteśmy przebadani i czekamy na rywali z nadzieję, że przystąpią do ćwierćfinału po badaniach i zdrowi. Jestem od trenowania, a nie od komentowania decyzji, bo za to odpowiadają wybrani ludzie, choć mam swoje przemyślenia. Gdybym miał wpływ na decyzje, to doradziłbym, żeby "bańka" była na terenie neutralnym. Generalnie przed sezonem ustalenia były takie, że najlepsze drużyny mają w play-off przewagę parkietu, a ta najlepsza ma ją do końca. Po coś gra się te 30 meczów sezonu zasadniczego. Powinniśmy o tym pamiętać... Ale powtarzam: nie wiem wszystkiego, są ludzie odpowiedzialni za zarządzanie ligą - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje