Reklama

Reklama

Energa Basket Liga. Legia bliżej brązowego medalu

​Koszykarzom Legii Warszawa po wygranej nad Śląskiem Wrocław 84:72 do zdobycia brązowego medalu brakuje już tylko jednej wygranej. Bohaterem spotkania był Jamel Morris, który zdobył 35 punktów. - Morris nas dzisiaj zabił - przyznał środkowy Aleksander Dziewa.

Reklama

Koszykarze Legii i Śląska po kilku dniach spędzonych w domach wrócili do Ostrowa, by zakończyć sezon 2020/21. Oba zespoły walkę o trzecie miejsce miały zacząć 28 kwietnia, podobnie jak finaliści - Enea BC Zastal Zielona Góra i Arged BM Slam Stal Ostrów, ale na ich życzenie, rywalizację o brąz przyspieszono.

Reklama

Warszawianie prowadzili przez niemal całe spotkanie. W pierwszej kwarcie rozgrywający Legii Jamel Morris niczym maszyna trafiał do kosza z każdej pozycji i wyprowadził swój zespół na 10-punktowe prowadzenie. Wrocławianie rozkręcali się powoli, ale za m.in. sprawą Kyle'a Gibsona szybko odrobili straty i w 17 minucie po "trójce" Amerykanina był remis 30:30.

Trzecią kwartę otworzył celnym rzutem "za trzy" Ben Mccauley, po chwili Mateusz Szlachetka odważną akcją dołożył kolejne dwa punkty i Śląsk wygrywał 42:36. Jak się okazało, to był ostatni dobry moment wrocławian w tym spotkaniu. Legioniści postawili twarde warunki w defensywie, a Morris znów imponował skutecznością. 28-letni rozgrywający zanotował sześć "trójek" i zdobył 35 punktów - najwięcej w obecnym sezonie. Podopieczni Wojciecha Kamińskiego przed końcem trzeciej kwarty wygrywali już 61:48.

W ostatnich 10 minutach legioniści kontrolowali przebieg meczu i pilnowali wyniku. Wprawdzie po celnym rzucie zza linii 6,75 m mało widocznego w tym spotkaniu Elijaha Stewarta było 71:66, ale drużyny z Dolnego Śląska na więcej nie było stać w tym meczu.

Dziewa nie krył uznania dla gry Morrisa.

- Rzucić 35 punktów w play-off to jest wyczyn. On był dzisiaj nie do zatrzymania, po prostu nas zabił. Gratulacje dla zespołu z Warszawy, ale my się nie poddajemy - przyznał środkowy Śląska.

Tymczasem Morris za kilka dni zmieni klub. Tuż po zakończeniu rywalizacji o brąz wyjedzie do Francji, by tam kontynuować grę. Trener Kamiński przyznał, że jego zawodnik był myślami tylko i wyłącznie na meczu w Ostrowie.

- Zanotował świetny występ w ofensywie i defensywie. Przed meczem pojawiła się informacja, że Jamel już podpisał kontrakt we Francji, gdzie wyjedzie po zakończeniu naszego sezonu u nas. Widać, że nie miało to jednak dla niego znaczenia, grał niezwykle skoncentrowany i widać, że chce wygrać ten medal dla klubu. Nie rozmawiałem z nim na temat tego kontraktu, nie było sensu tego poruszać. Jamel jest profesjonalistą, a przecież wielu zawodników już wyjechało z Polski, by grać dalej - stwierdził szkoleniowiec Legii.

Jak dodał, o zwycięstwie jego zespołu zadecydowały przede wszystkim skuteczność za trzy punkty - w całym meczu oddali 12 celnych "trójek"

- Zaczęli trafiać rzuty trzypunktowe, czego nam brakowało w półfinałach. Wszyscy wiedzą, że jesteśmy drużyną ofensywną rzucającą "za trzy". Jak zaczniemy trafiać, łatwiej będzie nam wygrać - podsumował opiekun stołecznego klubu.

W sobotę w Ostrowie rozegrane zostanie drugie spotkanie (początek, godz. 20.30). Jeśli wrocławianie wygrają, decydujący mecz zaplanowano na niedzielę (14.30).

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław 84:72 (23:18, 13:19, 32:21, 16:14)

Legia: Jamel Morris 35, Jakub Karolak 12, Lester Medford Jr 11, Walerij Lichodiej 9, Nickolas Neal 8, Dariusz Wyka 5, Grzegorz Kamiński 2, Earl Watson 2, Grzegorz Kulka 0, Benjamin Didier-Urbaniak 0.

Śląsk: Kyle Gibson 17, Mateusz Szlachetka 14, Ben McCauley 13, Strahinja Jovanovic 8, Aleksander Dziewa 6, Ivan Ramljak 6, Elijah  Stewart 4, Michał Gabiński 2, Szymon Tomczak 2, Kacper Marchewka 0. 

Stan rywalizacji play-off (do dwóch zwycięstw) 1-0 dla Legii. Drugie spotkanie rozegrane zostanie w sobotę również w Ostrowie.

Autor: Marcin Pawlicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje