Reklama

Reklama

Energa Basket Liga. Koszarek: Ostrzę sobie apetyt na kolejne wyzwania

Łukasz Koszarek, 37-letni rozgrywający reprezentacji, który po 15 latach powrócił do Warszawy, przyznał, że denerwował się przed debiutem w barwach Legii. "Kibicom dziękuje za miłe przyjęcie. Ostrzę sobie apetyt na kolejne wyzwania" - zaznaczył weteran.

Jak będzie pan wspominał debiut w Legii w zwycięskim spotkaniu pierwszej kolejki ekstraklasy z Arką Gdynia (79:59)? Emocje po powrocie do stolicy były?

Łukasz Koszarek: - Jasne. Byłem troszeczkę zestresowany debiutem, a to znaczy, że zależało mi na dobrym występie i wyniku pierwszego spotkania w Legii. Miło, że było tylu kibiców. Dziękuję wszystkim za takie powitanie, choć ostatnio w Warszawie grałem w Polonii... To nie był wielki mój mecz, ale najważniejsze, że po gorszej pierwszej połowie, druga była lepsza w naszym wykonaniu i wygraliśmy.

Reklama

Pierwsze punkty zdobył pan dopiero w ostatnich sekundach trzeciej kwarty, rzutem zza linii oznaczającej trzy punkty. Ta akcja dała Legii wyraźniejsze prowadzenie (52:42) i zmotywowała najwyraźniej kolegów do aktywnej gry w czwartej części.

- Czekałem długo na pierwsze punkty dla Legii. Kamień spadł mi z serca! Ostrzę sobie apetyt na kolejne mecze i wyzwania. Chcemy rozbudzić miłość warszawskich kibiców do koszykówki. Super, że fani wrócili na widownię po sezonie gry przy pustych trybunach.

A jak się pan czuje ponownie w stolicy po latach spędzonych głównie w Trójmieście i ośmiu ostatnich w Zielonej Górze?

- Jakbym nigdy nie wyjeżdżał, żartuję. Trochę więcej czasu zajmuje organizacja życia, tego codziennego i sportowego niż w mniejszych miastach. Widzę różnice, są plusy i minusy. Cieszę się, że Warszawa się tak rozwinęła, zyskała m.in. piękne bulwary. Nazwy ulic +nie dostały nóg+ i nigdzie nie uciekły, a korki są w tych samych miejscach, co były... Mieszkam na Woli, dziesięć minut samochodem od hali. Rowerem też się da ten dystans pokonać, choć jadąc na na treningi na razie nie próbowałem korzystać z tego wariantu.

W jakiej formie jest pan u progu sezonu?

- Fizycznie gotowy jestem w stu procentach, natomiast na pewno muszę się pozbyć pewnych nawyków. Szczegółów nie zdradzam. Powiem tak: inaczej gra się w drużynie, która walczyła zawsze o mistrzostwo, a inaczej w zespole takim jak Legia, który do tego aspiruje. Muszę lepiej poznać chłopaków, przyzwyczaić się do pewnych rzeczy i myślę, że w każdym spotkaniu będzie lepiej.

Jak ocenia pan zespół po ponad miesiącu przygotowań? Któryś z kolegów zaskoczył pana pozytywnie swoją postawą?

- Pierwszy mecz dał nam trochę do myślenia, ale to inauguracja, która rządzi się swoimi prawami. Myślę, że to może być dobry sezon Grzesia Kamińskiego i zrobi kolejny postęp. Mamy ciekawy skład i w każdym meczu ktoś inny może +zaskoczyć+ i być liderem. Czekamy też, pewnie jeszcze kilka tygodni, na Benka Urbaniaka, który doznał przeciążeniowego złamania kości. Czas będzie pracował na naszą korzyść.

Pana były zespół Enea Zastal rozpoczął sezon od dwóch wygranych - z mistrzem Polski Arged Stalą Ostrów Wlkp. w Superpucharze (89:64) i w lidze z brązowym medalistą Śląskiem Wrocław (81:71). Spodziewał się pan tak dobrego początku drużyny, która nie błyszczała w sparingach?

- Zastal ma bardzo mocny, nowy skład. Widać, że wydali dużo więcej pieniędzy niż w poprzednich latach. Mają zawodników, którzy "liznęli" koszykówki, nie zaś takich, którzy są dopiero +na dorobku+, tak jak to było w poprzednich latach. Moim zdaniem to jeden z faworytów ekstraklasy. Bardzo mocno będą chcieli walczyć o mistrzostwo.

Jednym z powodów zmiany barw klubowych i wyboru Legii była pana niechęć do gry w europejskich pucharach, ale Legia będzie przecież rywalizować w rozgrywkach FIBA, choć oczywiście mecze nie będą rozgrywane tak często jak w przypadku Zastalu, który gra ponownie w rosyjskiej lidze VTB.

- No właśnie, mówiłem, że do Rosji to już nie chcę jeździć. Przez długie podróże, zmiany stref czasowych, traciłem radość grania, co w moim wieku ma duże znaczenie. Przeżyłem te kilka lat wyjazdów do Rosji i na tym koniec. Rywalizacja w Pucharze Europy FIBA to zupełnie inna sprawa. Na Węgry, do Rumunii czy Izraela w listopadzie, jak w Polsce będzie raczej plucha, chętnie pojadę! Wróciła radość gry i cieszę się, że pod koniec kariery mam przed sobą nowe wyzwania. To super sprawa.

Niedawno Polska poznała rywali w eliminacjach mistrzostw świata (Niemcy, Estonia i Izrael - PAP). Czy w pierwszych meczach w listopadowym okienku kibice zobaczą ponownie Łukasza Koszarka w reprezentacji? Rozmawiał pan z trenerem Mike'em Taylorem?

- Nie rozmawiałem z trenerem Taylorem na temat mojej przyszłości w kadrze. Młodzież powinna być wrzucana na coraz głębszą wodę.... Jeśli będę jednak potrzebny, to jasne, że pomogę, bo kadrę mam zawsze w sercu. Chętnie jednak podopinguję młodszym kolegom. Myślę, że Łukasz Kolenda ma przed sobą bardzo ciekawy sezon. Na razie nie muszę i nie chcę składać żadnych deklaracji, co do występów w reprezentacji. Zobaczymy, jak się to wszystko ułoży.

Rozmawiała Olga Przybyłowicz

olga/ cegl/

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje