Reklama

Reklama

Energa Basket Liga. Fizjoterapeuta Legii: Procedury i szczęście stopują koronawirusa

Legia Warszawa jest jedną z siedmiu drużyn ekstraklasy koszykarzy, w której po dwóch miesiącach rywalizacji nie wykryto zakażenia koronawirusem. „Mamy procedury, które na razie działają i mamy... trochę szczęścia” - powiedział PAP fizjoterapeuta Jakub Nowosad.

W Legii przyjęto zasadę codziennego monitorowania zdrowotnego zawodników i jeśli któryś z nich zgłasza najdrobniejszą niedyspozycję czy złe samopoczucie, jest odizolowany od zespołu. Jeśli objawy nie ustępują po dwóch-trzech dniach, to warunkiem powrotu do treningów jest negatywny wynik wykonanego testu na obecność koronawirusa.

- Było kilka takich pojedynczych przypadków, gdy potrzebne były testy indywidualne. Odbyło się też dwukrotne testowanie drużyny: przed sezonem - tak jak wymagała liga - i raz w trakcie rozgrywek. To nie tylko zespół, ale cały sztab - grupa około 30 osób. Przypuszczam, że gdyby nie kwestie finansowe, to zbiorowe testy mogłyby być częstsze, ale z drugiej strony przy przyjętych przez nas procedurach i ich przestrzeganiu takie testowanie całej ekipy nie musi być wykonywane częściej - ocenił Nowosad.

Reklama

Koszykarze mieszkają w wynajętych przez klub apartamentach na Woli bądź też w wynajętych przez siebie mieszkaniach, które ze względu na różne sytuacje rodzinne bardziej im odpowiadają niż lokalizacja proponowana przez Legię. Wszyscy poruszają się samochodami, a władze klubu od początku uwrażliwiały ich na potencjalne zagrożenia płynące z życia w wielkim mieście.

- To są dorośli ludzie, zawodowcy. Zakładamy, że racjonalnie podchodzą do sytuacji, ale oczywiście nie możemy ich pilnować 24 godziny na dobę. Można powiedzieć żartem, że naszą sytuację poprawia fakt, że w stolicy mamy wszędzie kibiców - takich społecznych wywiadowców, którzy podrzucają nam zdjęcia zawodników w miejscach publicznych... Pamiętam, że dwa lata temu dostaliśmy fotkę jednego z liderów Omara Prewitta z piwem w ręku. To był jednak wolny dzień, na najbliższym treningu nie było zastrzeżeń sztabu szkoleniowego co do jego formy, więc rzecz jasna żadnych konsekwencji nie było - powiedział media menadżer Radosław Kaczmarski.

Sztabowcy Legii i władze klubu zdają sobie jednak sprawę, że przy tej skali zakażeń trudno będzie uniknąć pojedynczych pozytywnych przypadków.

- Edukacja zawodników jest ważna i przestrzeganie procedur także, ale nie mamy patentu na to, by do końca sezonu Legia nie odnotowała żadnego przypadku zakażenia. W ostatnich dniach bardziej pilnujemy zasad dezynfekcji i dystansu, szczególnie podczas meczów wyjazdowych. Na razie to działa, ale trudno powiedzieć, na ile to kwestia przestrzegania zasad, a na ile szczęścia. Myślę, że koronawirus nas jednak nie ominie... Prędzej czy później się z nim zetkniemy. Chodzi o to, by nasze procedury pozwoliły szybko odizolować jednego czy dwóch graczy, a nie mieć zainfekowany cały zespół, co oznaczałoby dłuższą przerwę i przekładanie meczów - dodał Nowosad.

Media menadżer zwrócił uwagę, że sytuacja legionistów jest specyficzna, bowiem kilku zawodników pierwszej ekipy rywalizuje w niższej klasie rozgrywek, a ponadto kilku najmłodszych uczęszcza do szkół.

- Nauczanie zdalne rozwiązuje jeden nasz problem, ale trzech koszykarzy gra także w drugiej lidze, więc kontaktują się z innym kręgiem osób. Trudno tu znaleźć odpowiednie do sytuacji rozwiązania - dodał Kaczmarski.

Brak kłopotów zdrowotnych pozwala trenerowi Legii Wojciechowi Kamińskiemu na systematyczne treningi, które jak na razie przynoszą nadspodziewanie dobre rezultaty. Stołeczni wygrali osiem z 10 meczów, w tym wszystkie siedem na własnym parkiecie. W sobotę pokonali Arged BM Slam Stal Ostrów Wlkp. 89:73. Spotkanie odbyło się ze względu na nowe obostrzenia związane z pandemią koronawirusa - po raz pierwszy w sezonie - przy pustych trybunach. Z głośników płynął jednak nagrany wcześniej doping fanów. Najskuteczniejszy koszykarz legionistów Jakub Karolak (27 pkt) przyznał, że to jednak nie to samo, co obecność kibiców w hali.

- Atmosfera tego spotkania przypominała bardziej mecze przedsezonowe. Wiadomo, że doping kibiców potrafi nas +ponieść+. Musimy się jednak przyzwyczaić do tego, że trybuny są puste i starać się o tym nie myśleć. Nic na to nie poradzimy - powiedział Karolak, który trafił m.in. sześć z ośmiu rzutów zza linii 6,75 m.

Olga Przybyłowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL