Reklama

Reklama

Ekstraklasa koszykarzy. Sebastian Machowski - poliglota z marzeniami o złocie

​Niemiec Sebastian Machowski, trener Polskiego Cukru Toruń, poliglota znający sześć języków, cieszy się, że po 10 latach wrócił do Polski i to do czołowego klubu ekstraklasy koszykarzy. "Najważniejsze jest mistrzostwo. Robię wszystko, by zawalczyć o złoto" - powiedział.

Wrócił pan do Polski po dziesięciu 10 latach, gdy w sezonie 2008/09 zdobył pan z Kotwicą Kołobrzeg, sensacyjnie, Puchar Polski pokonując w Lublinie faworyta, etatowego mistrza minionej dekady Asseco Gdynia. Jak pan widzi ekstraklasę po tak długiej przerwie?

Reklama

Sebastian Machowski: Polska jako kraj i koszykówka tutaj zrobiły krok do przodu. Liga jest na pewno bardziej profesjonalna, ładne hale, tak jak nasza arena w Toruniu, lepsza organizacja nie tylko wtedy gdy byłem trenerem Kotwic, ale i zawodnikiem w Zgorzelcu i Kołobrzegu (w PGE Turów grał w latach 2004-06, a w Kotwicy 2006-08 - red.). Dla mnie interesujące jest także to, że nadal biegają po parkietach ci, którzy byli tu dekadę temu.

Miał pan inne opcje i propozycje na ten sezon?

- Tak, ale naprawdę miło jest wrócić do ligi, w której odnosiłem sukcesy szczególnie jako trener. Sam jestem ciekawy, czy mogę powtórzyć sukces z Polskim Cukrem. Nie żyję jednak przeszłością. Patrzę do przodu. Już osiągnęliśmy jeden cel postawiony przez zespołem - awans do Ligi Mistrzów FIBA.

Jak pan ocenia debiut torunian w europejskich pucharach? Bilans z fazy grupowej dwie wygrane w 14 spotkaniach nie wygląda najlepiej...

- Niestety pierwszy sezon na takim poziomie był dla zawodników, klubu bardzo ciężki, dodatkowo ze względu na kontuzje, które mieliśmy praktycznie od początku. Wiele spotkań graliśmy bez trzech ważnych zawodników: Damiana Kuliga, Kyle'a Weavera i trzy miesiące byliśmy bez innego kadrowicza Karola Gruszeckiego, który rehabilitował się po operacji stawu skokowego.

Mogę powiedzieć, że praktycznie do połowy lutego ani jeden trening, ani jeden mecz nie był normalny, to znaczy taki, w którym miałbym na parkiecie wszystkich zawodników. I to przekładało się na wyniki. Ale w sumie warto było. Zebraliśmy doświadczenie i mam nadzieję, że krok po kroku będziemy budować formę na najważniejszą część sezonu.

Czyli nie przejmuje się pan bilansem 2-12?

- Pewnie, że nie wygląda to dobrze, ale zawodnicy zawsze wolą grać niż trenować, więc Liga Mistrzów z tego punktu widzenia dała pewne korzyści zespołowi. Doświadczenie z Ligi Mistrzów już zaprocentowało w ekstraklasie, bo mimo kontuzji wygraliśmy kilka ważnych, trudnych meczów. Sam nawet nie wiem jak....

Łatwiej się więc będzie skupić na kolejnym celu, jaki postawiono przed panem i zespołem przed sezonem?

- Mam nadzieję, że tak, bo marzę o tym, by po raz pierwszy w historii klubu z Torunia sięgnąć po złoto. Na początku sezonu nie mieliśmy praktycznie czasu na systematyczne treningi, teraz jest lepiej, ale... Podczas lutowej przerwy na mecze reprezentacji znowu nie miałem kilku zawodników. Z drugiej strony do decydujących meczów pozostało jeszcze trochę czasu. Mamy jakość w zespole, co pokazały mecze w Pucharze Polski, w którym pokonaliśmy Arkę Gdynia, Stelmet Zielona Góra, a w finale z Anwilem wcale nie było tak daleko (Toruń przegrał 96:103 - PAP). Byłem rozczarowany, bo wiem, że mogliśmy zagrać jeszcze lepiej. Na pewno liga jest bardziej wymagająca niż dziesięć lat temu i z tego punktu widzenia, a także naszych problemów w trakcie sezonu, bardzo dziwnego i ciężkiego, mogę powiedzieć, że każdy medal będzie sukcesem.

Kto jest w pana opinii najgroźniejszym rywalem w walce o mistrzostwo kraju?

- Do końca sezonu zasadniczego zostało dziesięć kolejek, ale wydaje się, że czołówka jest już ukształtowana, to prawdopodobnie nasi rywale najpierw w walce o przewagę parkietu, czyli miejsce w pierwszej czwórce przed play off, a potem o medale: Stelmet Zielona Góra, Anwil Włocławek, Arka Gdynia i Start Lublin.

Nie było pana tak długo nad Wisłą, a nadal mówi pan znakomicie po polsku...

- Dziękuję, ale niestety nie jest to dobry polski. W Niemczech nigdy, także w domu, nie rozmawiałem po polsku. Moi rodzice są Niemcami, ojciec urodził się w Gliwicach przed II wojną światową, a mieszkał w Raciborzu i dopiero po zakończeniu wojny wyjechał do Niemiec. Mama jest z Berlina. Ojciec znał oczywiście polski, to był jego drugi język, ale mnie nie uczył. Do momentu przyjazdu do Zgorzelca, w styczniu 2004 r., nie znałem języka. Nauczyłem się przez kilka lat jako zawodnik, a potem trener. Okazało się, że po takiej przerwie (Machowski po 2009 r. pracował jako szkoleniowiec głównie w Niemczech - PAP) wiele pozostało w głowie. Przyznam jednak, że jestem trochę leniwy, bo gdybym chciał się uczyć systematycznie to na pewno mówiłbym lepiej. Nie mam takiej potrzeby, bo z zawodnikami komunikuję się po angielsku, a z nimi spędzam najwięcej czasu.

Słyszałam, że jest pan poliglotą i łatwo przychodzi panu nauka.

- Można tak powiedzieć. Polski to mój piąty język i zdecydowanie jest on najtrudniejszy. Znam także francuski, włoski, hiszpański, angielski. Uczyłem się w trakcie kariery, gdy występowałem w ligach włoskiej, greckiej, hiszpańskiej i francuskiej.

Dlaczego został pan trenerem? Co lubi pan najbardziej w swojej pracy?

- Każdy dzień jest inny i każdy przynosi inne wyzwania. Nie jest łatwo pracować z różnymi zawodnikami, mającymi różne charaktery, historie życia, motywacje i cele. Najbardziej lubię przekształcać te indywidualności w zespół. To mój cel. Byłem graczem, więc mam nadzieję, że mogę pomagać koszykarzom w większym stopniu niż osoby, które nie przeszły tej drogi.

Jakie cechy musi mieć dobry szkoleniowiec?

- Trudne pytanie. Myślę, że moją pozytywną cechą charakteru, ważną właśnie w tym zawodzie, jest cierpliwość.

Do połowy marca można jeszcze dokonywać wzmocnień w składach zespołów ekstraklasy. Szuka pan jakiegoś dodatkowego zawodnika?

- Chciałem takiego koszykarza... w sierpniu. Nie wykluczam, że coś się zmieni, ale to nie tylko kwestia możliwości finansowych klubu.

Rozmawiała Olga Przybyłowicz 



Dowiedz się więcej na temat: Sebastian Machowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje