Reklama

Reklama

Ekstraklasa koszykarzy. Historyczne zwycięstwo GTK Gliwice

Koszykarze GTK Gliwice, którzy debiutują w najwyższej klasie rozgrywkowej, odnieśli pierwszą wygraną w ekstraklasie pokonując w Warszawie Legię 88:78. Tym samym, klub ze stolicy, także beniaminek, jako jedyny nie odniósł jeszcze zwycięstwa w tym sezonie.

Gliwiczanie wygrali po serii czterech porażek na wyjeździe. Do tej pory hala w ich mieście nie jest gotowa do użytku i dlatego GTK rozegra jeszcze dwa mecze na obcych parkietach. Inauguracja obiektu nastąpi 2 grudnia w spotkaniu z Anwilem Włocławek.

"To historyczne zwycięstwo GTK. Każdy zawodnik wniósł cząstkę do sukcesu zespołu. Nadal jest mnóstwo elementów do skorygowania. Jest jednak zielone światełko w tunelu, bo w drugiej połowie pozwoliliśmy Legii zdobyć 31 punktów, a to już jest przyzwoita obrona. W drugiej części staraliśmy się weryfikować założenia przedmeczowe. Zawodnicy zagrali z większa agresywnością i to dało efekty" - powiedział trener Paweł Turkiewicz.

Reklama

Najskuteczniejszym koszykarzem zespołu z Gliwic był Amerykanin Jonathan Williams, który zdobył 29 pkt, w tym trzy razy trafił zza linii 6,75. Najlepszym w ekipie stołecznej był Hunter Mickelson, który miał double-double - 16 pkt i 11 zbiórek.

"Graliśmy twardo, ale GTK ma dobrych zawodników. Mieliśmy problemy z obroną przeciwko niektórym z nich. Wracamy do hali, by trenować jeszcze mocniej i być przygotowanym na następny mecz" - powiedział skromnie Amerykanin, przemilczając swój indywidualny występ.

W Legii zabrakło jego rodaka Isaiaha Wilkersona, występującego na obwodzie. Zadebiutował natomiast inny Amerykanin, rozgrywający Naadir Tharpe. W 20 minut uzyskał 10 pkt i miał trzy asysty, ale też trzy straty. Wilkerson, jak wyjaśnił trener Piotr Bakun, jest lekko kontuzjowany - ma podkręcony staw skokowy i stąd jego nieobecność na parkiecie, chociaż siedział na ławce rezerwowych.

Warszawiacy do przerwy grali jak równy z równym, choć gorzej bronili i do przerwy stracili 50 pkt (rzucili 47). W trzeciej kwarcie przegrywali kilkoma punktami, ale odrabiali straty. W 28. minucie mieli tylko punkt mniej od gliwiczan (62:63), ale do końca tej odsłony stracili 12 punktów z rzędu.

"Nie chcę się zbyt długo tłumaczyć. Mieliśmy kłopoty z organizacją gry w drugiej połowie. Gdy w pierwszej części graliśmy jeden na jeden, do przodu, pod kosz, to w ataku wszystko było OK. W pewnym momencie posypała się gra w trzeciej kwarcie. Po naszych stratach zespół z Gliwic zdobył kilka łatwych punktów i to podcięło nam skrzydła. To był kluczowym moment spotkania. Musimy grać bardziej twardo, mocniej w defensywie. Chciałbym, żeby to frycowe beniaminka już się zakończyło" - powiedział szkoleniowiec legionistów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje