Dziki Warszawa. Jak w mieście Legii zbudowano fenomen od zera
Myślisz Warszawa, mówisz Legia. Dziki, innowacyjny projekt na koszykarskiej mapie, właśnie osiągnęły największy sukces w swojej 9-letniej historii. - Dziki są dla wszystkich - mówią nam przedstawiciele klubu, którzy działają w sposób niekonwencjonalny. Na meczach tego zespołu przygrywa orkiestra, a wokół parkietu kręcą się celebryci, na czele z Radzimirem Dębskim i Arkadiuszem Jakubikiem. Stolica może pochwalić się dwoma klubami z medalami mistrzostw Polski, które działają jednak w zupełnie inny sposób. O fenomenalnie Dzików mówi się w całej Polsce. - Warto marzyć - podkreśla prezes i założyciel klubu Michał Szolc.

Jest 2017 rok. Michał Szolc z trybun wspiera szwagra, który reprezentuje barwy MKS-u MOS Ochota. Kibicuje, zachęca do jeszcze większego zaangażowania na boisku. Bo jak sam mówi - nienawidzi przeciętności. Jego przygoda z koszykówką zaczęła się od niewinnego oglądania meczów na poziomie 3 ligi. Przez dziewięć lat jego życie zmieniło się diametralnie. Teraz cieszy się z brązowego medalu i wygrania rozgrywek międzynarodowych. To jednak dopiero początek drogi.
- MKS MOS Ochota zebrał fajną ekipę, która miała ambicję awansować do drugiej ligi i sportowo była w stanie to zrobić, bo doszła nawet do półfinałów. Problem polegał na tym, że cała organizacja wokół klubu leżała. W mojej głowie zakiełkowała myśl, że to wezmę i zrobię to na własnych zasadach - wspomina w rozmowie z Interią.
Michał Szolc, który przez lata zarządzał polskim oddziałem międzynarodowej platformy Storytel, w 2017 roku przejął seniorską sekcję od młodzieżowego klubu i na własnych warunkach stworzył od zera nową markę - Dziki Warszawa.
Na początku było to hobby i fajna przygoda, a z biegiem czasu pojawiła się myśl, że ten projekt ma gigantyczny potencjał i warto w niego zainwestować czas i pieniądze.
Klub - po trzech latach od powstania - znalazł się na zapleczu ekstraklasy. Tempo rozwoju było imponujące, czego najlepszym dowodem były nazwiska, które dołączyły do projektu. Szolc mógł liczyć na pomoc m.in. Rafała Jucia, skauta Denver Nuggets.
Zwierzę w nazwie. Celowy zabieg
- Uznałem, że szanujące się kluby koszykarskie na świecie mają w nazwie jakieś zwierzę. Zacząłem szukać czegoś, co naturalnie pasuje do Warszawy. I wyszło mi, że tym zwierzęciem, które najczęściej pojawia się w przestrzeni miejskiej, jest dzik. Spodobał mi się ich charakter - nieustępliwość, waleczność, to, że nikogo się nie boją. Stwierdziłem, że to idealnie oddaje to, co chcę zbudować. Tak powstały Dziki Warszawa - opowiada.
Szolc nie ukrywa, że od samego początku postawił na nowoczesność, innowacyjność i otwartość. Nie mógł - co zrozumiałe - odwoływać się do historii i wieloletniego dziedzictwa, tak jak to jest w przypadku Legii Warszawa, której początki sekcji koszykarskiej sięgają 1929 roku. Legia w ostatnich dniach cieszyła się z obrony mistrzostwa Polski.
Dziki są świeże i neutralne. Mamy kibiców, którzy głęboko w sercu mają np. Śląsk Wrocław, ale mieszkają w Warszawie i na co dzień bez problemu kibicują Dzikom. Stajemy się marką “Nowej Warszawy”
Maksymilian Kossowski, który w klubie odpowiada za struktury marketingowo-medialne, powtarza jak mantrę: "Dziki są klubem dla wszystkich. To jest najważniejsze przesłanie".
- To podejście w pełni determinuje naszą komunikację i sposób budowania bazy fanów. Wszyscy widzą, że u nas nie ma miejsca na agresję, wyzwiska czy obrażanie innych. Dziki powstały po to, by dawać ludziom radość, a nie zniechęcać. U nas każdy kibic jest tak samo ważny - niezależnie od tego, czy zdziera gardło w "młynie", czy spokojnie ogląda mecz z trybun. Chcemy, aby każdy, kto przyjdzie na nasz mecz, od razu poczuł się częścią tej społeczności. - Pokazujemy ludziom, że czasami chodzi o coś więcej niż sam sport. W Dzikach mamy na pokładzie wizjonerów, którzy nie boją się nieszablonowych pomysłów - przyznaje.
Wzorce prosto z Kowna
W Dzikach mają świadomość tego, że klub konkuruje o uwagę nie tylko z inną drużyną i dyscypliną, ale z całym wachlarzem możliwości w stolicy - kino, teatr, galeria i sklepy, dlatego też od samego początku postawiono na unikalny marketing i oprawę graficzną, a także bezpośrednią komunikację w social mediach. Wokół "Dzików Warszawa" powstała autentyczna społeczność zaangażowanych kibiców.
Te innowacyjne pomysły - w realiach polskiej koszykówki - są efektem wizyty w siedzibie Żalgirisu Kowno, litewskiego klubu, który jest fenomenem na mapie europejskiej koszykówki. Unikatowy sposób działania doprowadził ten zespół do sukcesów w Eurolidze, mimo dużo mniejszego budżetu od rywali z Hiszpanii, Turcji czy Włoch.
- Nie mamy jednego, sztywnego wzorca, ale potrafimy podpatrywać najlepszych. W tym sezonie kilka rozwiązań wdrożyliśmy na wzór utytułowanego Żalgirisu Kowno. Będąc na meczu Euroligi na Litwie, zostaliśmy zaproszeni za kulisy przez tamtejszy media team i rzecznika prasowego. Pokazali nam od środka swoją pracę, strukturę i to, na czym się skupiają. Wyciągnęliśmy z tego świetne wnioski - zdradza Kossowski.
O modelu biznesowym Żalgirisu wspomina z kolei Szolc.
- Bardzo często koszykówka to albo dodatek do wielkiej sekcji piłkarskiej, albo fanaberia bogatego biznesmena, który traktuje to jak drogą zabawkę i nie liczy pieniędzy. Mało jest organizacji zaplanowanych tak, by zarabiały same na siebie. Wyjątkiem jest Žalgiris Kowno, ale to fenomen na skalę europejską. To prawdziwy wzór.
Prezes na pełen etat
Michał Szolc w pierwszych latach funkcjonowania Dzików łączył funkcję prezesa klubu z pracą w Storytel. W 2023 roku - w momencie awansu do PLK - podjął kluczową decyzję biznesową i życiową: Dziki na 100 procent!
- Od momentu, kiedy awansowaliśmy do ORLEN Basket Ligi, podjąłem decyzję, że w moim życiu zawodowym nie ma już przestrzeni na inne wyzwania. Zanurzyłem się w Dzikach w stu procentach - mówi w rozmowie.
Dzisiaj Dziki mają kilku pracowników, w tym Kossowskiego, ale to wciąż za mało, by wejść na wyższy poziom. Prezes Szolc ma tego świadomość.
Szolc jest bardzo zaangażowany w funkcjonowanie Dzików. Przez wiele miesięcy sam tworzył grafiki, wrzucał posty w social media, na dodatek wybierał trenerów i pomagał im budować skład. Do tego oczywiście rozmowy z potencjalnymi partnerami, którzy mogliby wesprzeć finansowo projekt.
Warto w tym miejscu dodać, że Dziki są klubem, który korzysta tylko z pomocy partnerów zebranych z rynku (plus oczywiście środki miejskie). Nie ma - tak jak to ma miejsce w przypadku Legii - przelewów ze spółek skarbu państwa.
Celebryci na trybunach
- Nasi ludzie wnoszą doświadczenia z zupełnie innych branż, co pozwala nam na świeże spojrzenie i autentyczność. Na boisku najważniejszy jest sport, ale kluczem do sukcesu jest cała otoczka wokół niego. My chcemy opowiadać historie - komentuje Kossowski.
Na meczach Dzików panuje bardzo pozytywna i przyjazna atmosfera. Przygrywa orkiestra, maskotka Medżik (bardzo popularna w sieci) bawi się z fanami, a wokół parkietu kręcą się celebryci, na czele z Radzimirem Dębskim, Arkadiuszem Jakubikiem czy Natalią Przybysz.
- Prezes Michał Szolc przez lata zarządzał Storytel w Polsce, dzięki czemu dysponujemy bardzo rozbudowaną siecią kontaktów. Zarażamy tych ludzi Dzikami, ale przede wszystkim - pozytywnymi emocjami. Tę unikalną, bezpieczną atmosferę docenił m.in. Radzimir Dębski, Adam Kornacki, Arkadiusz Jakubik, Magdalena Popławska czy Natalia Przybysz. Oni po prostu dobrze się u nas czują - podkreśla Kossowski.
Dwa kluby w mieście
Mówisz Warszawa, myślisz Legia. Dziki pokazały, że da się zbudować klub od zera nawet tam, gdzie jest jedna i dominująca marka. Warunek był jeden: nie kopiować, a zaproponować coś własnego.
Dziki stworzyły w stolicy drugi biegun. Okazało się, że miasto, które wydawało się, że jest zajęte dla Legii, znalazło miejsce dla kogoś, kto przyszedł z innym, całkowicie odrębnym pomysłem.
Szolc od początku powtarzał, że "nie interesuje go przeciętność". Zamiast tradycyjnego zarządzania klubem sportowym, postawił na model przypominający sportowy start-up, o czym często mówił w wywiadach. Schemat mocno oparty na marketingu, budowaniu zaangażowanej społeczności i partnerskich relacjach z biznesem.
Dziki - w swoim trzecim sezonie na parkietach ORLEN Basket Ligi - zdobyły brązowy medal, wygrały międzynarodowe rozgrywki ENBL i zagrały w ćwierćfinale Pucharu Polski. A wszystko pod batutą Marco Legovicha, pierwszego zagranicznego trenera w historii klubu.
- Dziki powstały, by zmienić oblicze polskiej koszykówki i polskiego sportu - podsumowuje Michał Szolc.















