Reklama

Reklama

Koszykarki Ślęzy na dobrej drodze do wyeliminowania Wisły Can-Pack

Ślęza Wrocław, po wygraniu jednego z meczów półfinałowych w Krakowie, jest teraz w korzystniejszej sytuacji w rywalizacji z Wisłą Can-Pack o finał ligi koszykarek.

Koszykarki Ślęzy, które sprawiły niespodziankę, wywożąc jedną wygraną z Krakowa, nie zamierzają poprzestać na tym. - Z każdym zwycięstwem rośnie nasz apetyt - powiedziała Magdalena Leciejewska.

Wrocławianki w sobotę uległy rywalkom 63:65, ale w niedzielę triumfowały 71:65. Obydwa mecze były zacięte i wyrównane, a ich losy rozstrzygnęły się w końcówkach.

Rywalizacja w półfinałach toczy się do trzech wygranych, a kolejne dwa spotkania odbędą się w środę i czwartek we Wrocławiu. Do play off Wisła przystąpiła z drugiej pozycji, a Ślęza z trzeciej. W przypadku remisu 2-2 decydujący mecz odbędzie się ponownie w Krakowie 24 kwietnia.

Reklama

- Wykonałyśmy plan minimum, wywożąc z Krakowa wygraną, choć nie brakowało wiele, by cieszyć się z dwóch zwycięstw. Z każdym sukcesem rośnie apetyt, a głód awansu do finału jest coraz większy. Wisła jako obrońca tytułu musi wygrać ten półfinał, my możemy, bo cel na ten sezon - walkę w strefie medalowej - już osiągnęłyśmy, choć pewnie wielu na nas nie stawiało przed sezonem - dodała była reprezentantka Polski.

Zdaniem  pięciokrotnej mistrzyni Polski (dwa razy z Lotosem Gdynia, dwa razy z Wisłą i raz z CCC Polkowice), kluczowe dla losów dalszej walki o awans do wielkiego finału mistrzostw Polski będzie pierwsze spotkanie we Wrocławiu, środowe.

- To będzie bardzo ważny mecz. Mamy własny parkiet, kosze i super kibiców. Chcemy te atuty oraz przewagi wykorzystać i wygrać. Jak się to uda, to myślę, że w czwartek "pójdziemy za ciosem". Wiemy, że Wisła będzie przygotowana, szczególnie na pierwszy pojedynek, na dwieście procent. Drużyna z Krakowa ma od nas krótszą ławkę rezerwowych, więc jasne jest, że wszystkie siły rzuci w tym pierwszym meczu. W Krakowie widać było duże zmęczenie wiślaczek w drugim spotkaniu - oceniła.

29-letnia koszykarka wie, co jej zespół musi poprawić, by odnieść zwycięstwa we Wrocławiu. W Krakowie ślężanki wygrywały na początku czwartej kwarty 57:42, a mimo to krakowianki zdołały doprowadzić do remisu (65:65) w ostatnich dwóch minutach.

- Nie możemy pozwolić sobie na takie rozluźnienie i dekoncentrację, jak to stało się w Krakowie w drugim meczu, gdy prowadziłyśmy wysoko i pozwoliłyśmy na odrobienie strat. Nie wiem, z czego wzięła się taka sytuacja, ale wiem, że to się nie może powtórzyć. Spodziewam się, że mecze będą tak samo zacięte i ciekawe dla kibiców, jak pierwsze dwa pojedynki w Krakowie.

W porównaniu do drugiego półfinału, w którym Artego Bydgoszcz gromi Polkowice, u nas będzie ciekawie do samego końca rywalizacji - dodała.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje