Reklama

Reklama

Energa Basket Liga Kobiet. Długo wyczekiwany awans AZS Poznań

Po raz pierwszy od 12 lat koszykarki Enei AZS Poznań zagrają w fazie play off. W pierwszej rundzie zmierzą się z drużyną PSI Enea Gorzów. Trener poznanianek, Grzegorz Zieliński, uważa, że jego zespół nie powiedział jeszcze ostatniego słowa

Koszykarki Enea AZS po raz ostatni na podium stanęły w 2004 roku, kiedy to zdobyły tytuł wicemistrza kraju. W sezonie 2008/09 po raz ostatni zagrały w fazie play off, a trzy lata później spadły z ekstraklasy. Wróciły do niej w 2017 roku, wykupując "dziką kartę". W poprzednich trzech sezonach walczyły o utrzymanie się, choć aspiracje zawsze było nieco wyższe. Cel udało się zrealizować dopiero w tym roku, akademiczki z szóstego miejsca będą przystępować do walki o medale.

Reklama

"Na pewno jest to dla nas duża satysfakcja. Przed rozgrywkami liczyliśmy, że ten sezon może okazać się lepszy, ale też nie wiedzieliśmy, jaka będzie siła rywali i w ogóle jak będzie wyglądała liga. Wszyscy wiemy, jakie mamy teraz trudne czasy" - powiedział PAP trener Zieliński.

Początek sezonu nie był jednak zbyt udany w wykonaniu poznanianek. Po dwóch "planowanych" zwycięstwach nad Energą Toruń i GTK Gdynia, przyszła seria aż siedmiu porażek i ósme miejsce, gwarantujące udział w rundzie play off, mocno się oddaliło. AZS szybko odwrócił losy i w końcu zaczął seryjnie wygrywać. Zanotował też m.in. zwycięstwa nad zespołami, z którymi w ostatnich latach regularnie przegrywał - Pszczółką Polski Cukier AZS-UMCS Lublin czy Basketem Bydgoszcz.

Jak wyjaśnił szkoleniowiec, jedną z przyczyn słabej postawy na początku sezonu był m.in. brak możliwości trenowania w hali Politechniki Poznańskiej, w której akademiczki rozgrywają spotkania ligowe. Uczelnia ze względu na pandemię koronawirusa zgodziła się udostępnić obiekt tylko na mecze.

"Nasz marsz w górę tabeli zaczął się w momencie, kiedy wróciliśmy do treningów na obiektach Politechniki. Wcześniej musieliśmy korzystać z innych hal w Poznaniu. Jak stworzyliśmy warunki do pracy, to nasza gra zaczęła wyglądać znacznie lepiej i w tym momencie chciałem podziękować władzom uczelni za pomoc. Nasza hala jest dość specyficzna, bardzo przestronna, kosze mają bardzo twarde obręcze, dlatego tak ważne dla nas było trenowanie tutaj" - podkreślił Zieliński.

Władze poznańskiego klubu umiejętnie zbudowały zespół przed sezonem, trafiły też z zagranicznymi transferami, które często niosą za sobą ryzyko. O sile AZS-u stanowią Amerykanki Gmrice Davis, Tiffany Brown oraz Serbki Jovana Popovic i Nina Bogicevic. Ta ostatnia dopiero w styczniu dołączyła do zespołu.

"Myślę, że jest to mądrze zbudowana drużyna, ale też mieliśmy na to więcej czasu i wyciągnęliśmy wnioski z poprzednich sezonów. Zbudowaliśmy zespół oparty o bardzo doświadczone zawodniczki zagraniczne, które już znaliśmy i to w dużej mierze sprawiło, że ten zespół tak dobrze funkcjonuje. Największą niewiadomą była Davis, ona po raz pierwszy pojawiła się w Europie. Mieliśmy okazję ją obejrzeć tylko podczas meczów ligi uniwersyteckiej, ale też dobrze wpasowała się do drużyny" - ocenił wiceprezes ds. sportowych poznańskiego klubu Łukasz Zarzycki.

Jak dodał, liczył, że w play off AZS zagra z lubliniankami, z którymi wygrał 87:72 w spotkaniu w przedostatniej kolejki fazy zasadniczej. Rywalem w pierwszej rundzie będzie jednak PolskaStrefaInwestycji Enea Gorzów.

"Uczciwie powiem, że woleliśmy zagrać z Pszczółką, bo moim zdaniem gorzowianki są mocniejszym zespołem i będzie je zdecydowanie trudniej pokonać. Nie jesteśmy faworytem, od powrotu do ekstraklasy nie udało nam się z nimi wygrać. Niedawno też przytrafił nam się słaby mecz w Gorzowie, ale na pewno dziewczyny będą chciały się zrewanżować" - podkreślił Zarzycki.

Szkoleniowiec AZS-u też po cichu liczy na sukces.

"Jak spojrzymy na ostatnie trzy, cztery kolejki, to widzimy, że niespodzianka goni niespodziankę. Ciężko jest cokolwiek prorokować" - stwierdził.

AZS awansując do czołowej ósemki skorzystał też z tego, że niektóre zespoły, Ślęza Wrocław czy Energa Toruń, nie są już tak mocne jak kiedyś. Z ekstraklasy wycofała się też Wisła Kraków, która przez wiele lat należała do ścisłej czołówki.

"Ta liga może nie jest najmocniejsza w historii, na pewno nie taka jak trzy-cztery lata temu. Wisła miała kiedyś budżet na poziomie kilkunastu milionów złotych, a w składzie Hiszpanki i koszykarki mające za sobą grę w WNBA. Ale też nie jest ona jakaś słaba. W Polsce grają reprezentantki Słowacji, Słowenii, Niemiec czy Bułgarii. To jest przyzwoita liga, ale trochę za mocna jak na potencjał polskich dziewczyn" - podsumował Zieliński.

Pierwsze dwa mecze play off poznanianki zagrają na wyjeździe - 11 i 12 marca. Rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw. (PAP)

Autor: Marcin Pawlicki



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje