Reklama

Reklama

Ekstraklasa koszykarek. Trener Pszczółki zadowolony z wyniku, ale nie z gry

- Zadowolony mogę być tylko z wyniku, bo na pewno nie z naszej gry – przyznał po wygranym 83:79 w Sopocie meczu z beniaminkiem ekstraklasy AZS Uniwersytetem Gdańskim trener koszykarek Pszczółki Polskiego-Cukru AZS-UMCS Lublin Krzysztof Szewczyk.

Przed tym spotkaniem zawodniczki AZS Uniwersytetu Gdańskiego miały na koncie komplet 15 porażek, ale w konfrontacji z ekipą z Lublina bliskie były odniesienia inauguracyjnego triumfu. Przyjezdne, które w ostatniej potyczce pokonały u siebie 71:66 broniące tytułu koszykarki CCC Polkowice, zostały zmuszone przez beniaminka do sporego wysiłku. W 39. minucie był jeszcze remis 76:76, jednak końcówka należała do Pszczółki.

- To był atrakcyjny mecz dla kibiców. Zespół z Lublina był murowanym faworytem tej konfrontacji, ale postawiliśmy się bardzo mocno i niewiele brakowało, abyśmy  sprawili sporą niespodzianką. Trzeba chylić czoła przed naszymi koszykarkami, które podjęły momentami heroiczną walkę, bo wzrostowo i wagowo znacznie ustępowaliśmy przeciwniczkom. Przegraliśmy, ale jestem zadowolony z tego, co udało nam się zrobić przez kilka treningów. Za nami dwie potyczki, ale zostało jeszcze sześć bitew. Na pewno nie składamy broni - zapewnił trener "Uniwerku" Mirosław Orczyk, który w zeszłym tygodniu przejął zespół.

Reklama

Pomimo wygranej szkoleniowiec gości nie był specjalnie zadowolony z postawy swojej drużyny.

- Cieszę się ze zwycięstwo, bo na pewno nie z gry. Jest jednak takie powiedzenie, że zwycięzców się nie sądzi, zatem nie będę specjalnie rozwodził się nad postawą mojego zespołu. Mieliśmy cały tydzień na przygotowanie do tego spotkania i okazało się, że pod względem mentalnym nie byliśmy do niego przygotowani. Biorę to na siebie, bo to jest moje zadanie. A mecz ustawiła pierwsza kwarta. Straciliśmy w niej 30 punktów i pozwoliliśmy gospodyniom uwierzyć, że są w stanie dobrze grać przez 40 minut. I tak też było. O naszym sukcesie w końcówce zadecydowała jakość zawodniczek, bo my mieliśmy chyba większe indywidualności - skomentował Szewczyk.

W lubelskim zespole znakomicie wypadła zwłaszcza Briana Day. Niespełna 25-letnia amerykańska środkowa zdobyła 28 punktów, zebrała też 17 piłek, z czego sześć w ataku, a to są jej najlepsze osiągnięcia w tym sezonie.

Koszykarki Pszczółki zdominowały walkę na tablicy, bo zanotowały 44 zbiórki, z czego 16 w ofensywie (AZS UG miał 26 zbiórek, w tym cztery na atakowanej tablicy). Z kolei gospodynie znakomicie spisywały się w rzutach zza linii 6,75 metra - trafiły 14 trójek na 29 prób, a rywalki sześć na 20.

- Nie ulega wątpliwości, że bez Day nie wygralibyśmy tego spotkania, ale za coś jej przecież płacimy. Briana zrobiła swoje, czyli to, czego od niej oczekujemy - podsumował trener lublinianek.

Autor: Marcin Domański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje