Reklama

Reklama

Brąz szczytem Wisły lub Lotosu

Po raz pierwszy od 2004 roku koszykarki Lotosu PKO BP Gdynia i Wisły Can-Pack Kraków nie spotkają się w finale rozgrywek Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet.

Wszystko przez najgorszą od wspomnianego sezonu 2003/04 pozycję wiślaczek w tabeli po rundzie zasadniczej. Krakowianki z bilansem 19 zwycięstw i 5 porażek uplasowały się dopiero na czwartym miejscu, co w przypadku przebrnięcia I rundy play-off przez Wisłę i Lotos gwarantuje spotkanie tych dwóch ekip w półfinale.

Co ciekawe wiślaczki przed ostatnią serią spotkań zajmowały trzecie miejsce w tabeli, a w niedzielę po dramatycznej końcówce pokonały we własnej hali właśnie gdyński Lotos. Czemu zatem mistrzynie kraju spadły w tabeli o jedną lokatę?

Reklama

Za sprawą wyniku meczu w Gorzowie Wielkopolskim. CCC Polkowice pewnie pokonało na wyjeździe KSSSE AZS PWSZ (78:66) i kosztem Wisły i gorzowianek wdrapało się na pozycję wiceliderek (za Lotosem).

Nie brakuje głosów, że wynik tego spotkania można było wytypować w ciemno, a obydwie drużyny wychodząc z założenia, że wolą jedno pewne miejsce w finale, niż - w pesymistycznym wariancie - grę o brąz, ustawiły mecz.

Nie mnie o tym decydować. Celnie, nawiązując do wcześniejszych porażek Wisły, podsumował ostatnią serię spotkań trener Lotosu, Jacek Winnicki. - Trzeba było o tym myśleć wcześniej - podkreślił na pomeczowej konferencji prasowej.

Konferencji, jakiej w Krakowie dawno nie było. Trener Lotosu specjalnie nie przejmował się porażką, a szkoleniowiec gospodyń, Wojciech Downar-Zapolski nie cieszył się z wygranej. Widmo braku jednego z głównych pretendentów w finale mocno popsuło nastroje tak w krakowskiej, jak i gdyńskiej załodze.

Play-off? Raczej czekanie na wyrok

Rozgrywki play-off w ekstraklasie koszykarek startują już we wtorek. W Rybniku Utex ROW (8. miejsce w sezonie) podejmować będzie Lotos PKO BP (1.). Dzień później rywalizację rozpoczną pary: PKM Duda Super-Pol Leszno (7.) - CCC (2.), INEA AZS Poznań (6.) - KSSSE AZS PWSZ (3.) i Energa Toruń (5.) - Wisła Can-Pack (4.).

Zastanawiający jest przepis wprowadzony w tym sezonie w PLKK zaliczający na poczet pierwszej rundy play-off wyniki spotkań z sezonu zasadniczego. Wszystkie zespoły z miejsc 1-4 rozpoczną tym samym wyścig po tytuł z bilansem 2:0 (gra się do 3 zwycięstw).

Skoro te drużyny były mocniejsze w sezonie zasadniczym, to pewnie poradziłyby sobie z rywalkami także w play-off. Bez zbędnej pomocy władz ligi. Obecny sezon już zresztą udowodnił, że słabsze na papierze ekipy wcale nie muszą schodzić z parkietu pokonane w starciu z czołówką.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL