Reklama

Reklama

To był początek wielkiej afery korupcyjnej w polskiej piłce

Dzisiaj mija dziesięć lat od czasu zatrzymania po policyjnej prowokacji skorumpowanego sędziego Antoniego F. i obserwatora Mariana D. To zdarzenie uznaje się za początek walki z korupcją w polskim futbolu.

Lista osób skazanych za korupcję w polskiej piłce liczy w tej chwili już ponad 470 nazwisk. Są na niej piłkarze, trenerzy i działacze, a nawet były szef kolegium sędziów przy PZPN. Chociaż w ostatnich latach najgłośniej było o znanych piłkarzach, także byłych i obecnych reprezentantach Polski (!), skazanych za "ustawianie" meczów, to warto wiedzieć, że korupcyjny rak zżerał także niższe ligi.

Piłkarska mafia handlowała na potęgę nie tylko meczami Ekstraklasy, ale także kupczyła wynikami takich "gigantów" polskiego futbolu jak choćby Walka Zabrze, Mazowsze Grójec czy Włókniarz Kietrz. To pokazuje skalę patologii i tego, jak szerokie kręgi zataczał korupcyjny proceder.

Reklama

Jedna czarna owca? Raczej całe stado

O korupcji zżerającej polski futbol zrobiło się głośno już w 2004 roku, kiedy dziennikarze "Gazety Wyborczej" dotarli do informacji, że mecz II ligi pomiędzy Polarem Wrocław a Zagłębiem Lubin mógł zostać ustawiony. Rok później z prokuraturą we Wrocławiu skontaktował się ówczesny prezes GKS-u Katowice, Piotr Dziurowicz.

Informacje, którymi młody działacz podzielił się z organami ścigania, musiały być wstrząsające, bo prokuratura działała natychmiast. 21 maja 2005 roku po prowokacji policyjnej zatrzymany został znany sędzia Antoni F., który przyjął łapówkę. O sprawie zrobiło się bardzo głośno, ale ówczesny prezes PZPN Michał Listkiewicz stwierdził, że jedna czarna owca wśród sędziów nie może wpływać na postrzeganie całego środowiska.

Dzisiaj, patrząc na długą listę skazanych i prawdziwą litanię zarzutów wobec kolejnych oskarżonych, słowa Listkiewicza brzmią śmiesznie.

Próbował walczyć z korupcyjnym rakiem

Nikt chyba nie odważyłby się postawić tezy, że korupcja w polskim futbolu dzisiaj nie istnieje. - Jeśli chodzi o ligi, które są "pod kontrolą" mediów, to jestem dość spokojny. Uważam, że w Ekstraklasie czy w 1. lidze sytuacja jest opanowana. Sędziowie oczywiście popełniają błędy i będą je popełniać, ale moim zdaniem nie ma tu premedytacji - zaznacza w rozmowie z Interią Andrzej Strejlau, były selekcjoner kadry (kliknij tutaj - przeczytaj całą rozmowę z trenerem Strejlauem).

W środowisku piłkarskim Strejlau uchodzi za wielki autorytet. Także dlatego, że nigdy nie dał się umoczyć w lewe interesy. Od lat tępił korupcję, a jako selekcjoner kadry na początku lat 90. miał nawet oryginalny pomysł na walkę z tym zjawiskiem.

- Pamiętam, że pojechałem na spotkanie z Seppem Blatterem (dziś prezydentem FIFA - red.), wówczas sekretarzem generalnym. Podsunąłem mu pomysł, aby wprowadzić dwóch sędziów głównych, którzy w połowie meczu nie zmienialiby się stronami. Wówczas ludzie, którzy chcieliby ustawić wynik musieliby przekonać do przekrętu dwóch arbitrów, a to nie byłoby już takie proste - mówi trener Strejlau.

Jak wiadomo, Blatter pomysłu nie podchwycił i przez długie lata w Polsce "Fryzjer" i spółka mogli spokojnie działać. Teraz już wiecie, dlaczego na nagraniach meczów sprzed kilku lat bramkarze "przypadkiem" wrzucają sobie piłkę do bramki, a linia obrony rozstępuje się przed napastnikami jak Morze Czerwone przed narodem wybranym. Dziwne sytuacje są jakby mniej dziwne, a kuriozalne błędy - mniej kuriozalne...

"Fryzjer", czyli ojciec chrzestny z Wronek

Negatywnym symbolem czasów korupcji stał się Ryszard F., znany dzisiaj chyba każdemu kibicowi jako "Fryzjer". Kiedyś rzeczywiście był fryzjerem w zakładzie karnym we Wronkach. Podcinanie więźniom grzywek musiało go szybko znudzić, bo wkrótce zabrał się za działalność w klubach sportowych. 

Zaczął w Olimpii Poznań, niektórzy uważają, że był wówczas agentem SB. Potem była B-klasa i Czarni Wróblewo, połączeni wkrótce z innym lokalnym klubem. W efekcie, w lecie 1992 roku powstała Amica Wronki. Klub prowadzony przez "Fryzjera" w ciągu czterech lat awansował o... sześć klas rozgrywkowych. Wielkopolski ZPN podjął bowiem decyzję, że Amica od razu z B-klasy została przeniesiona do IV ligi. Przypadek? Ależ skąd! "Fryzjer" miał już wtedy mocne wejścia w Wielkopolskim ZPN, był jego wiceprezesem. 

Oglądaliście "Ojca chrzestnego"? Jeśli tak, to wiecie, jak działa mafia i siatka jej współpracowników. Podczas Czytania zeznań Ryszarda F. włos jeży się na głowie, bo okazuje się, że gdzieś we Wronkach, całkiem niedawno, siedział facet, który "trzymał w garści" setki ludzi. O przekrętach wiedziało wielu, ale ze strachu przed "Fryzjerem" nie zamierzali zawiadamiać policji. Wreszcie w listopadzie 2000 roku, uchwałą  PZPN, Ryszard F. został uznany za persona non grata w polskim futbolu, co oznaczało zakaz działania w strukturach PZPN oraz w klubach szczebla centralnego. Decyzja ta została następnie uchylona przez Komisję Odwoławczą Związku. 

W kwietniu 2009 roku "Fryzjer" został posadzony na ławie oskarżonych we Wrocławiu. Sędzia orzekł wobec niego 3,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności i 320 tysięcy złotych grzywny.

"Nikt nie miał jaj, by rozwinąć zwinięty dywan"

Najbardziej szokuje to, że ludzie czynnie zaangażowani w handlowanie meczami na każdym kroku przekonują, że zanim prokuratura urządziła na nich polowanie, korupcja była całkowicie normalnym procederem! Każdy z każdym się "dogadywał", kupowali i sprzedawali mecze prawie wszyscy. A w każdym razie tak opowiadają o sytuacji ci, którzy widzieli ją od środka.

Wśród nich jest były selekcjoner reprezentacji Polski Janusz Wójcik. Charyzmatyczny trener kilka lat temu mówił: "Było tak, że jak nie dostosowywałeś się do pewnych narzuconych zachowań, to nie istniałeś, byłeś nikim. (...) Była zmowa milczenia. Zresztą wiedziały o tym też media. Tylko nikt nie miał jaj, by to rozwinąć. By rozwinąć zwinięty dywan".

W październiku 2014 Wójcik został skazany za przestępstwa korupcyjne na karę dwóch lat pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres pięciu lat.

Inny znany szkoleniowiec, Dariusz Wdowczyk, swoją karę już odcierpiał i całkiem niedawno przymierzany był nawet do stołka selekcjonera reprezentacji. W mediach rozpętała się wówczas prawdziwa burza. Pisano, że człowiek umoczony w korupcję nie może być twarzą polskiej piłki.

Wdowczyk, który ostatnio prowadził Pogoń Szczecin, o ustawianiu meczów mówi niechętnie.  "Wiele osób zamieszanych w korupcję mimo postawionych zarzutów może nadal wykonywać swój zawód. Mnie zakazano bycia trenerem, zanim jeszcze zapadł wyrok" - podkreślił, gdy kilka lat temu rozmawiał z "Super Expressem".

Jesteś młody? Trudno, musisz płacić!

Na początku roku 2011 gruchnęła wieść o tym, że skazany za korupcję został reprezentant Polski Łukasz Piszczek. Chodziło o mecz Cracovii z Zagłębiem Lubin, kończący sezon 2005/2006. Do Lubina 20-letni wówczas Piszczek był wypożyczony z Herthy Berlin. Jego starsi koledzy z drużyny postanowili dogadać się z rywalami i zagrać na remis 0-0. Od "młodego" zażądali pieniędzy na zrzutkę dla rywali. "Mogłem powiedzieć nie. Ale takim kozakiem nie byłem. Żadnego ultimatum od starych nie dostałem. Gdybym jednak się sprzeciwił, to pewnie by mnie skasowali. Oni mieli ogromny wpływ na zespół" - tłumaczył się potem w "Przeglądzie Sportowym" Piszczek. 

Występujący obecnie w Borussii Dortmund zawodnik miał wówczas pecha - znalazł się w złym miejscu o niewłaściwym czasie. W ustawionym meczu nawet nie zagrał, ale jego historia pokazuje, że korupcyjny mechanizm wciągał nawet bardzo młodych piłkarzy. Piszczek, który w reprezentacji Polski rozegrał już prawie 40 spotkań, przyznał się do winy, a dziś robi wszystko, by zapomnieć o błędach z przeszłości.

Takich jak Piszczek było wielu. Pod adresem www.pilkarskamafia.blogspot.com każdy zainteresowany może znaleźć wiele szczegółowych informacji dotyczących piłkarzy, trenerów i działaczy mniej lub bardziej zamieszanych w korupcję. Autor tego bloga Dominik Panek stworzył przez lata bezcenną internetową kartotekę, której lektura nierzadko powoduje niesmak, a czasami wręcz wywołuje ciarki na plecach.

Nigdy więcej patologii

- Dzisiaj kłopot polega na tym, że nie ma jak kontrolować meczów w niższych klasach rozgrywkowych. O ile jestem względnie spokojny o najwyższe ligi, to boję się, że tam, gdzie nie sięga zainteresowanie mediów i tysięcy kibiców, tam pojawia się pole do popisu dla ludzi próbujących wzbogacić się na piłce - podkreśla Andrzej Strejlau.

- Prokuratura w ciągu ostatnich dziesięciu lat wykonała kawał dobrej roboty. Setki osób, rzetelnie przesłuchanych, niejednokrotnie potem oskarżonych i skazanych, świadczą o tym, jak ogromna była skala tego problemu  - dodaje były selekcjoner kadry.

Czy istnieje prawdopodobieństwo, że korupcja w poważnej piłce powtórzy się w kolejnych latach?

 - Specyfika problemu jest taka, że chyba nigdy nie wyeliminujemy go w stu procentach. W piłce są wielkie pieniądze, a one oznaczają wielkie pokusy. Wiele osób tym pokusom ulegało i będzie ulegać. Ważne jest to, aby korupcja pozostawała jakimś malutkim marginesem, a nie stała się główną częścią piłkarskiego krajobrazu. Bo wtedy zaczyna się patologia - mówi Andrzej Strejlau.

Oby ta patologia na ogromną skalę do polskiej piłki już nie wróciła.

Autor: Bartosz Barnaś

Andrzej Strejlau: Kiedyś korupcja to była norma, dziś margines - Cała rozmowa tutaj!

Reklama

Reklama

Reklama