Reklama

Reklama

​Korupcja w futbolu. Jak szef FIFA rozgrywa Afrykę i co z tego ma

W piątek w marokańskiej stolicy, Rabacie, przyjaciel Donalda Trumpa - Patrice Motsepe z RPA - zostanie wybrany na nowego prezesa Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej. Jest protegowanym Gianniego Infantino, któremu może zapewnić większość z 54 afrykańskich głosów w wyborach w FIFA w 2023 roku.

Na wirtualnej konferencji prasowej zapytano Infantino, po co jeździł ostatnio do Mauretanii, Senegalu, Kamerunu, Republiki Środkowoafrykańskiej, Rwandy, Konga, Demokratycznej Republiki Konga, Sudanu, Maroka i RPA. Szef FIFA odpowiedział, że chodziło mu o to, by wstrząsany ostatnimi aferami korupcyjnymi futbol w Afryce wrócił na właściwą drogę. - Nie wyróżniam żadnego z kandydatów. Zapewniam, że wybory w Afryce będą w pełni demokratyczne - dodał.

Wyprawa do Mekki za pieniądze CAF

Fakty wskazują na coś zupełnie innego.

Ostatni szef Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej (CAF) Ahmad Ahmad został zawieszony w listopadzie na pięć lat przez komitet etyki FIFA. Za korupcję i nadużywanie władzy. Lista przewinień była długa. W 2018 roku Ahmad zorganizował luksusową podróż do Mekki dla ogromnej grupy działaczy afrykańskich finansując ją z kasy CAF. 8 marca TAS (trybunał ds. sportu w Lozannie) skrócił mu karę dyskwalifikacji do dwóch lat, co jednak oznacza, że Ahmad nie może przystąpić do piątkowych wyborów.

Reklama

Współpraca Ahmada i Infantino układała się długo bardzo dobrze. Jest tradycją, że szefowie FIFA muszą dobrze żyć z szefami CAF. Afrykańska Konfederacja jest najliczniejsza, zrzesza 54 kraje, czyli ma 54 głosy w wyborach prezydenta FIFA. Konfederacji jest sześć: poza afrykańską, azjatycka, europejska, Ameryki Płd., Ameryki Płn., Środkowej i Karaibów oraz Oceanii. W sumie to aż 211 federacji. Afryka może więc zapewnić szefowi FIFA 25 procent głosów w wyborach.

Infantino musi dbać, by po Ahmadzie na czele CAF stanął kolejny oddany mu człowiek. I wygląda na to, że tak się stanie.

W piłkarskiej demokracji jest tylko jeden kandydat

Infantino popierał w afrykańskich wyborach dwóch kandydatów: Patrice'a Motsepe z RPA i Ahmeda Oulda Yahyę z Mauretanii. Obaj budzili wątpliwości, choć zostali zaakceptowani przez FIFA. Motsepe zaprosił do RPA szefów 54 federacji afrykańskich na 50-lecie swojego klubu, Mamelodi Sundowns, łamiąc w ten sposób kodeks etyczny FIFA. Z kolei Yahya był na wyprawie do Mekki z Ahmadem. Sąd w Mauretanii oskarżył go o przejęcie 75 tys. dolarów, które hiszpański klub Levante zapłacił mauretańskiemu ASAC Concorde za transfer piłkarza Aly Abeida w 2016 roku.

Kilka tygodni temu szef Marokańskiej Federacji Piłkarskiej Fouzi Lekjaa zaprosił do Rabatu trzech kandydatów na szefa CAF: Yahyę, Jacquesa Anoumę z Wybrzeża Kości Słoniowej i Senegalczyka Augustina Senghora. Mieli dojść do porozumienia, by Afryka Zachodnia wystawiła w piątkowych wyborach wspólnego kandydata. Niespodziewanie w Rabacie zjawili się też Veron Mosengo-Omba i Mathias Grafstrom, bliscy współpracownicy Infantino.

Mosengo i Grefstrom zaoferowali trzem kandydatom przybyłym do Rabatu układ. Yahya i Senghor przyjęli propozycję objęcia stanowisk wiceprezesów CAF u boku Motsepe w zamian za poparcie go w piątkowych wyborach. Anouma miał zostać nadzorcą specjalnym CAF, ale propozycji nie przyjął. Miał silne poparcie afrykańskich federacji francuskojęzycznych oraz swojego rządu. To ostatnie mu jednak zaszkodziło. FIFA, która dba o apolityczność futbolu, oskarżyła Anoumę, że przyjął od rządu WKS 15 mln euro na swoją kampanię wyborczą. Rząd zaprzeczył, Anouma także, ale pod presją swoją kandydaturę na szefa CAF wycofał.

W ten sposób piątkowe wybory będą czystą formalnością. Patrice Motsepe, którego majątek magazyn Forbes wycenia na 2,9 mld dolarów, będzie jedynym kandydatem w "demokratycznych" wyborach szefa CAF. A w 2023 roku nadarzy się okazja do rewanżu, gdy do wyborów w FIFA stanie Infantino.

Wielka przewaga Infantino

Sposób w jaki prezes FIFA rozgrywa piłkę na Czarnym Lądzie nie podoba się byłemu szefowi Liberyjskiej Federacji Piłkarskiej. Musa Bility był kiedyś w komitecie wykonawczym CAF, ale został odsunięty przez FIFA za korupcję. Komitet etyki zdyskwalifikował go na 10 lat zaraz po tym jak Bility ogłosił, że wniesie sprawę do TAS przeciw FIFA za to jak traktuje futbol afrykański.

Teraz w specjalnym komunikacie Bility przekonuje, że działacze afrykańscy skapitulowali przed Infantino przedkładając interesy i układy nad demokrację. "Infantino jeszcze raz okazał się największym wrogiem futbolu w Afryce" - napisał. Szefa FIFA oskarża o zakulisowe gry uniemożliwiające normalne wybory prezesa CAF.

"Dziwnym trafem Infantino pojechał ostatnio akurat do RPA, spotkał się z prezydentem tego kraju Cyrilem Ramaphosą, który jest szwagrem Motsepe - człowieka, który nie znaczył dotąd nic w piłce afrykańskiej. Motsepe powinien czuć się zawstydzony, że zostanie szefem CAF nie w demokratycznych wyborach, ale na skutek zakulisowych gierek i tajnych kompromisów". Bility przypomniał przy okazji, że związki Infantino z kontrowersyjnymi politykami Mohamedem bin Salmonem z Arabii Saudyjskiej i Władimirem Putinem z Rosji niczego dobrego światowej piłce nie przyniosły.

Na koniec Bility stwierdził, że działania Infantino w Afryce i na Karaibach zapewniają mu 80 głosów w wyborach w FIFA. "Mając w kieszeni taką przewagę, można rządzić światową piłką do końca świata" - zaznaczył.

Jose De la Torre


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama