Uwaga, ogromny talent! 17-letni Polak na podium mistrzostw świata. Jak to zrobił?
- Na pewno zależy mi, by pokazać w nadchodzącym roku w drużynie, iż jestem gotowy posmakować profesjonalnego peletonu. I pewnie wtedy zespół będzie w stanie określić, ilu lat potrzebuję w rozwojowej drużynie, aby nie przyspieszać i nie pomijać kroków, które są ważne. Cofnąć się nie można, a są przykłady zawodników, którzy trochę na tym ucierpieli i nie wiadomo, jak by się potoczyły ich kariery, gdyby postawili na spokojniejszy rozwój - mówi w rozmowie z Interią wielki talent polskiego kolarstwa, 17-letni Jan Jackowiak, tegoroczny medalista MŚ juniorów.

Artur Gac, Interia: To pierwsza okazja do rozmowy z tobą po wywalczeniu w tym roku brązowego medalu mistrzostw świata juniorów ze startu wspólnego. Stałeś się pierwszym w historii polskim medalistą czempionatu globu w tej grupie wiekowej. Chyba trudno szukać niedosytu w tym, że mogło być jeszcze lepiej.
Jan Jackowiak: - Dopóki nie wygra się każdego wyścigu, w którym się startuje, zawsze jest myśl, że mogło być lepiej. Natomiast za każdym razem wracam do takiej refleksji, czy wziąłbym ten sezon w ciemno w grudniu, gdy go planowaliśmy. I odpowiedź brzmi: oczywiście, że tak. Każdy jeden z tych celów, które z trenerem rozpisaliśmy sobie na tablicy, na jednym z treningów na siłowni właśnie w grudniu, udało się zrealizować. Tam, gdzie były wątpliwości, czy na pewno będę w szczycie, tam rzeczywiście tej formy czasami brakowało, czyli w połowie lipca czy na początku sierpnia. Z kolei mistrzostwa świata i Europy, majowy Wyścig Pokoju, czy wyścigi klasyczne w Belgii oraz Paryż-Roubaix, które sobie zaznaczyliśmy i podkreśliliśmy czerwoną kreską, bo najbardziej nam na nich zależało, udało się zrealizować. I byłem tam w najwyższej formie. To są dla mnie sukcesy. A że przełożyło się to na medale oraz wysokie lokaty w rankingach czy w klasyfikacji generalnej, jest super sprawą.
Co najbardziej cię cieszy?
- Na pewno to, jak powtarzalny miałem sezon, a w zasadzie dwa ostatnie. Jak bardzo udało mi się utrzymywać formę i pokonywać różne trudności, tak w wyścigach topowych, jak i klasycznych. W zasadzie nigdzie nie odstawałem od czołowej stawki, niezależnie od terenu i moich predyspozycji. To chyba największy sukces tego roku, z wisienką na torcie w Ruandzie, czyli medalem mistrzostw świata, pierwszym w karierze.
Jesteś młodzieńcem, który w sport wchodził z wielkimi aspiracjami, czy to, co działo się w ostatnich miesiącach, wykroczyło poza wyobrażenie i projektowanie sobie kariery?
- Staramy się być jak najbardziej świadomi i racjonalni w tym, gdzie jestem, na czym stoję i czego mogę oczekiwać. Wiadomo, że skrajnie wygórowane oczekiwania wywołują potem duże rozczarowania, więc staramy się być roztropni razem z trenerem, drużyną i rodzicami, którzy mocno mnie wspierają. Czyli celujemy wysoko, ale tam, gdzie mogę dosięgnąć. I myślę, że to też pomaga mi w rozwoju oraz w tym, żeby rozwój był zdrowy, a nie przyspieszony. Tak, aby nie pominąć kroków, które muszę odbyć, czyli zdobyć niezbędne doświadczenie. Jesteśmy świadomi indywidualnego podejścia, które jest kluczowe, szczególnie w tych czasach, gdy wszystko jest policzalne i technologicznie zaawansowane, tak jeśli chodzi o sprzęt, jak również metody treningowe. Na pewno celuję wysoko, ale z oczekiwaniami staram się nie odfrunąć, by unikać rozczarowań.
Jak długo grałeś na pianinie?
- Cztery lata grałem w szkole muzycznej, którą ukończyłem na poziomie pierwszego stopnia. Jednak to była nie tylko gra na pianinie, ale także chór, audycje muzyczne, nauka o historii polskich i światowych wirtuozów. Słowem cała, ogromna dziedzina. Teraz trochę od tego odszedłem, bo mam na to mało czasu i nie mam potrzebnej rutyny, bo usiąść i pograć na pianinie. Był to cenny okres w życiu i na pewno wymagający, żeby połączyć to z weekendowym pływaniem, treningami rowerowymi w tygodniu, pierwszymi wyścigami i oprócz tego szkołą podstawową.
No właśnie, jakkolwiek zabrzmi to paradoksalnie, czy ten muzyczny okres, w tym pianino, dziś pomaga ci w karierze kolarskiej?
- Z perspektywy czasu uważam, że to wiele mnie nauczyło, przede wszystkim dyscypliny i organizacji czasu. Tego ostatniego zacząłem potrzebować bardzo wcześnie, od pierwszych klas podstawówki, gdy jak na przeciętnego dzieciaka miałem już dużo na głowie. Musiałem sporo się nauczyć i tak zorganizować dzień, żeby wieczorem mieć czas zagrać z kumplami na komputerze lub wyjść na boisko. A teraz na pewno jest sporo badań na temat tego, jak szkoła muzyczna przekłada się na rozwój mózgu oraz na inne dziedziny, jak matematyka czy fizyka. Na pewno jest to dobry trening dla głowy. Dziś jestem wdzięczny rodzicom, że mnie tam pchnęli. Na pewno nie było to wymuszone, lecz moja starsza siostra grała na pianinie, więc zawsze chciałem ją w tym gonić.
Słysząc tyle o igrzyskach olimpijskich, zapala mi się lampka, że to nie jest za wcześnie. Są zawodnicy, którzy w tym wieku, a nawet wcześniej debiutują na igrzyskach. Ja w trakcie igrzysk będę miał 20 lat, jako że jestem z grudnia. Na pewno będzie wielu kandydatów na olimpiadę, jeśli chodzi o polskie kolarstwo, również tych starszych ode mnie o rok, dwa i trzy, nie wspominając o zawodnikach, mających kilkanaście lat doświadczenia w world tourze. Jeśli tylko byłaby taka okazja, jest to absolutnie moje marzenie i „check point” do odhaczenia w karierze. Igrzyska są na tyle wyjątkowe, iż ciężko o tym nie marzyć.
Przed tobą jasne określenie celów na kolejny rok. Jaki jest ten największy, a także jak wygląda szersza perspektywa, gdy chodzi o dłuższe w czasie programowanie kariery?
- Na pewno w przyszłym roku dużym celem dla mnie będzie to, aby zadebiutować w profesjonalnym składzie. Będę jeździł w młodzieżowej drużynie do lat 23 Bahrain Victorious, dzięki czemu prawnie będę miał też możliwość wystartować z dorosłymi. Wiadomo, że nie w Mediolan-San Remo czy Tour de France, ale w innych ważnych wyścigach, gdzie będę mógł się uczyć i przebywać z zawodowymi kolarzami, którzy mają wielkie doświadczenie. Na pewno zależy mi, by pokazać w nadchodzącym roku w drużynie, iż jestem gotowy posmakować profesjonalnego peletonu. I pewnie wtedy zespół będzie w stanie określić, ilu lat potrzebuję w rozwojowej drużynie, aby nie przyspieszać i nie pomijać kroków, które są ważne. Łatwiej jest trochę zwolnić i przyspieszyć po dwóch latach w zawodowym peletonie niż się cofnąć. W gruncie rzeczy cofnąć się nie można, a są przykłady zawodników, którzy trochę na tym ucierpieli i nie wiadomo, jak by się potoczyły ich kariery, gdyby postawili na spokojniejszy rozwój. Jestem tego świadomy, więc mimo ambicji, by jak najszybciej wkroczyć do elity, chciałbym by górę wziął rozsądek i zgodna decyzja grupy, moja oraz najbliższego otoczenia. Poza tym liczę, że załapię się do składu na Giro d'Italia U-23 i Tour de l'Avenir, czyli młodzieżowy Tour de France, razem z mistrzostwami świata w Kanadzie. Na pewno jest to kategoria wiekowa z dużymi wyzwaniami i całkiem sporym przeskokiem, jeśli chodzi o długość wyścigów i obłożenie treningowe, ale myślę, że jestem na to gotowy. Chciałbym pokazać, że jestem też w stanie rywalizować w klasycznych wyścigach w Belgii na początku sezonu. Mam nadzieję, że dostanę ku temu szansę i jeszcze rok będę w stanie pokazać, czy jestem w stanie to łączyć czy raczej nie.
A długoterminowo?
- Na pewno słysząc tyle o igrzyskach olimpijskich, zapala mi się lampka, że to nie jest za wcześnie. Są zawodnicy, którzy w tym wieku, a nawet wcześniej debiutują na igrzyskach. Ja w trakcie igrzysk będę miał 20 lat, jako że jestem z grudnia. W związku z tym przykładamy też wagę do tego, że jestem młody i mogę mieć zaległości w porównaniu do rówieśników. Na pewno będzie wielu kandydatów na olimpiadę, jeśli chodzi o polskie kolarstwo, również tych starszych ode mnie o rok, dwa i trzy, nie wspominając o zawodnikach, mających kilkanaście lat doświadczenia w world tourze. Jeśli tylko byłaby taka okazja, jest to absolutnie moje marzenie i "check point" do odhaczenia w karierze. Igrzyska są na tyle wyjątkowe, iż ciężko o tym nie marzyć.
Gdzie, na tę chwilę, widzisz swoje największe atuty, a gdzie obszar ze sporymi rezerwami?
- Na pewno dobrze odnajduję się w wyścigach etapowych, które wymagają powtarzalności, utrzymania poziomu dzień po dniu, koncentracji, pełnego poświęcenia jeśli chodzi o regenerację, niepopełniania błędów i unikania czynników przypadkowych. Szczególnie dobrze odnajduję się w wyścigach górskich. Pasuje mi, gdy na jednym z etapów jest czasówka, na tym też sporo pracowałem, by dzięki jeździe indywidualnej na czas zyskiwać, a potem startować z komfortem, że to nie ja muszę atakować, tylko mogę jechać nieco ostrożniej w górach na zjazdach lub za wszelką cenę nie muszę kogoś "urwać" pod górę. Tak samo, myślę trochę niespodziewanie, pokazałem się dobrze na klasykach, a są to wyścigi bardzo specyficzne, gdzie w zasadzie nikt nie czuje się dobrze. Wydaje się przez cały wyścig, że jesteś wykończony, te bruki naprawdę dają się w kość, ale w pewnym momencie zorientowałem się, że tak jak wszyscy cierpią na tej nawierzchni, tak może ja nie aż tak mocno. Szczególnie patrząc na moją budowę i predyspozycje. Raczej jestem jednym z lżejszych klasykowców, z wagą ciała 65 kg. Jako że pilnowałem się, by być gotowym na góry, a nie na klasyki, było to dla mnie miłym zaskoczeniem, iż potrafiłem pokazać, że technicznie nie odstaję od nikogo. A nawet potrafię kogoś wystawić na presję czy sprawdzić jego możliwości techniczne.
Z kolei twoje największe rezerwy?
- Na pewno finisze z grupy, to nie jest moja mocna strona. Jest wielu zawodników dużo bardziej eksplozywnych ode mnie. Nie jestem w stanie z nimi rywalizować na płaskich finiszach z grupy i myślę, że bez predyspozycji nigdy nie będę. Dlatego nie będę tego za wszelką cenę forsował, choć na pewno cały czas nad tym pracuję i będę to robił nadal. Niemniej nie jest moim celem, abym był w stanie wygrywać też takie wyścigi. Nie da się w nieskończoność ciągnąć nitki w obie strony, rozwijając się w górach i na zjazdach, pod górę jak najmniej ważyć, a jednocześnie być równie eksplozywny jak gość, który waży ponad 80 kg. Reasumując, widzę przestrzeń na poprawę, ale biorąc pod uwagę wszystko, nie za wszelką cenę.
Rozmawiał Artur Gac













