Kobiece zmagania w ramach tegorocznej edycji Tour de France wkraczają w decydującą fazę. 7 sierpnia czołowe zawodniczki świata wzięły udział w VII, królewskim etapie rywalizacji z metą, ulokowaną na Mont Ventoux. To właśnie tam doszło do wydarzenia, które poruszyło serca wszystkich kibiców z kraju nad Wisłą.
Zawodniczką, która ukończyła odcinek o długości niemal 147 kilometrów w najkrótszyjm czasie, była Katarzyna Niewiadoma-Phinney. Polska kolarka wyprzedziła drugą zawodniczkę stawki, Demi Vollering, o 1 minutę i 16 sekund.
Co więcej, piątkowe etapowe zwycięstwo pozwoliło reprezentantce zespołu Canyon-SRAM na objęcie prowadzenia w klasyfikacji generalnej francuskiej imprezy. Niewiadoma-Phinney posiada obecnie 15 sekund przewagi nad wspomnianą wcześniej Vollering.
Francuzi nie ozłocili Polki. Tyle Niewiadoma-Phinney dostała za wygraną w etapie TdF
Ogromne sukcesy sportowe idą zazwyczaj w parze ze sporymi nagrodami pieniężnymi. To one stanowią "skutek uboczny" lat pracy i wyrzeczeń, powziętych podczas drogi na sam szczyt sportowej kariery.
Niestety, w przypadku Niewiadomej-Phinney sukces na trasie nie wiąże się z pokaźnym zastrzykiem gotówki. Jak podaje portal "bicycling.com", zwyciężczyni konkretnego etapu Tour de France może w tym roku liczyć na nagrodę rzędu... 4.000 euro (około 17.200 złotych). Dodatkowo, liderka klasyfikacji generalnej otrzymuje bonus w wysokości 100 euro za każdy dzień posiadania żółtej koszulki.
Nieco bardziej okazale prezentuje się natomiast nagroda dla zwyciężczyni tegorocznej edycji Tour de France. Jak podają dziennikarze wspomnianego portalu, zwyciężczyni klasyfikacji generalnej może liczyć na 50.000 euro (około 215.000 złotych). Dla wiceliderki przewidziano natomiast połowę tej kwoty, a więc 25.000 euro (około 107.000 złotych). Zawodniczka uzupełniająca podium otrzyma z kolei przelew na kwotę 10.000 euro (około 43.000 złotych).














