Reklama

Reklama

Tragiczna śmierć Michele Scarponiego. Przemysław Niemiec: To była przyjaźń

Tragiczna śmierć światowej sławy kolarza Michele Scarponiego, do jakiej doszło dokładnie tydzień temu, poruszyła społeczeństwo sportu. Szczególnie wstrząsnęła polskim kolarzem Przemysławem Niemcem, który był przyjacielem Scarponiego, znał także jego żonę i dzieci.

Niemiec przez długie lata był pomocnikiem Scarponiego na największych turach - Giro d’Italia i Vuelta Espana, gdy obaj reprezentowali Lampre. Pan Przemysław jako pierwszy Polak wygrał etap we Vuelta Espana.

W czwartek, 20 kwietnia, Niemiec ucierpiał w kraksie podczas III etapu Wyścigu dookoła Chorwacji, niemal natychmiast przetransportowano go do Polski. Ma pokiereszowany obojczyk i pękniętą rzepkę w kolanie.

"Po mojej kraksie w czwartek jedną z pierwszych wiadomości, którą dostałem, był sms od Michele Scarponiego. Mówił, żebym się nie przejmował, że obojczyki łamią nawet najlepsi. Odpisałem mu, że dziękuję i życzę mu udanego Giro d’Italia. I nagle taka tragedia" - napisał na swym blogu Niemiec.

Reklama

O tragicznym wypadku, w którym zginął Scarponi Polak dowiedział się w sobotę, o godz. 8.30.

"Dzwoniłem do mojego trenera powiedzieć mu, co z moim kolanem. Opowiedziałem mu wszystko, a on mnie zapytał, czy słyszałem co się stało. Powiedział mi, że Scarponiego potrącił samochód i jest w ciężkim stanie, a nawet mówi się, że nie żyje. Nie uwierzyłem. Po kilku minutach oddzwonił i powiedział, że to potwierdzone. Mamy tego samego managera, więc od razu zadzwoniłem do niego, ale nawet on jeszcze nic nie wiedział. Dopiero później zadzwonił z informacją o wypadku i pojechał do rodziny Scarponiego" - opisuje Niemiec.

"Sypiam teraz po kilka godzin, nie daję rady dłużej. Obudziłem się o 5.45 rano, włączyłem telewizor i obejrzałem na Eurosporcie powtórkę wczorajszego etapu Tour of Alps, gdzie on walczył. Dwie godziny później już go nie było" - dodaje wstrząśnięty polski kolarz.

Przemysław Niemiec jest zżyty z Michele Scarponim, nazywa go swoim przyjacielem.

"Jest mi tym bardziej przykro, że znam też jego żonę i dzieci, czteroletnie bliźniaki. Byliśmy bardzo zżyci. Nasz świat kolarski nie jest duży, znamy się wzajemnie, kontakty między nami zostają na lata. Widzimy się 100 dni w roku. Jeździliśmy razem przez trzy lata, na wszystkich zgrupowaniach zawsze trzymaliśmy się razem. To była przyjaźń. Jak Scarponi osiągał swoje największe sukcesy w Lampre, to ja miałem w nich swój udział. On dla mnie zawsze był i będzie wielkim kolarzem. Był bardzo wesołym i zabawnym człowiekiem, razem z nim na wyścigach zawsze pojawiała się dobra atmosfera. Kiedy jechał z nami na wyścigu, nigdy nie było cicho, nawet jak coś nie szło to żartował. Taka dusza towarzystwa. Praktycznie na wszystkich swoich zdjęciach albo jest uśmiechnięty, albo ma głupią minę - taki właśnie był. Nie chciał jeszcze kończyć kariery w tym roku. Będzie mi go brakowało" - nie kryje P. Niemiec.

Pogrzeb Scarponiego odbył się w miniony wtorek. Uczestniczyło w nim pięć tysięcy ludzi, w tym najwięksi kolarze i jego dobry znajomy, słynny piłkarski trener - Roberto Mancini. Tu przeczytasz więcej o pożegnaniu Scarponiego.

MB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje