Reklama

Reklama

Tour de Pologne. Trener Zbigniew Klęk: Czekałem bardzo długo na takich zawodników

- Jestem z nich dumny, jestem prawdziwym szczęściarzem - powiedział trener Zbigniew Klęk o kolarzach, których wychował w swoszowickim klubie - Rafale Majce i Tomaszu Marczyńskim.

Klęk w przeszłości uprawiał kolarstwo, a szkoleniem zawodników zajmuje się od 1975 roku i doczekał się wychowanków światowej klasy. Z jego szkoły w WLKS Krakus bbc Czaja Swoszowice pochodzą także Katarzyna Niewiadoma i Karol Domagalski.

Reklama

- Mam wielkie szczęście, że dochowałem się takich zawodników, jak Rafał i Tomek. Jest wielu wspaniałych trenerów, którym się nie udało. Mnie się udało, choć czekałem bardzo długo. Oczywiście sukcesy Rafała i Tomka to nie tylko moja zasługa, ale wielu ludzi, z którymi oni współpracowali i w naszym klubie, i później w grupach zawodowych. Samemu to tylko można się wyspać - powiedział 64-letni szkoleniowiec.

Klęk z bliska obserwował szybką rekonwalescencję Majki po wypadku, do którego doszło 9 lipca na Tour de France. Kolarz przewrócił się na zjeździe z górskiej przełęczy, zdarł skórę z kolan i łokci, miał stłuczone biodro, klatkę piersiową i plecy. Dwa dni potem był już w swoim domu w Zegartowicach, gdzie zajął się nim masażysta Arkadiusz Wojtas.

- Przyjeżdżałem praktycznie codziennie do Rafała, widziałem jak szybko wracał do zdrowia. Na początku nie wyglądało to dobrze, czasami stłuczenia są gorsze od złamań. Ale Arek to cudotwórca, czapki z głów. Rafał siedział na rowerze już po kilku dniach - wspominał.

Klęk uważa, że najważniejszą nauką, jaką przekazał swoim uczniom, jest to, jak przezwyciężać swoje słabości.

- Przykładem pokonywania trudności jest Tomek Marczyński. Ciągnęły się za nim kontuzje, choroby, w ubiegłym roku miał mononukleozę. Pamiętam, że potrafił wygrać z pękniętymi żebrami Małopolski Wyścig Górski, jechał opasany bandażami. Gdy był juniorem, rozleciał mu się łokieć na treningu, a trzy tygodnie później zasuwał w wyścigu. Do dziś jeździ z płytką w łokciu - opowiadał.

W Tour de Pologne Klęk pełni funkcję jednego z dyrektorów sportowych reprezentacji (Orlen CCC Polska), ale trzyma kciuki za Majkę i Marczyńskiego. Na trzecim etapie, kończącym się stromym podjazdem w Szczyrku, obaj pojechali znakomicie: Majka był trzeci, tuż za Belgiem Dylanem Teunsem i Słowakiem Peterem Saganem, a Marczyński zajął 21. miejsce ze stratą 41 sekund.

Jak ocenia szanse Rafała Majki na zwycięstwo w wyścigu? - Nasze góry to nie Alpy, gdzie trzeba się wspinać za jednym razem po 20 km. Mamy krótsze podjazdy. Niewiele brakowało, a Sagan wygrałby etap w Szczyrku, choć przecież jest doskonałym sprinterem. W Tour de Pologne każda sekunda będzie się liczyć. Rafał dał sobie radę w Szczyrku, czujnie jedzie na sprinterskich etapach, na których nie traci. Zobaczymy jak będzie. Na razie jest dobrze - odpowiedział.

Klęk nie czuje się jeszcze spełnionym trenerem. - Czekam na zwycięstwo Rafała w Tour de France. Wtedy będę mógł sobie dać spokój i przekazać pałeczkę mojemu następcy. Rafał żartuje, że on nim będzie - zakończył.

Dowiedz się więcej na temat: Tour de Pologne | Zbigniew Klęk | Rafał Majka | Tomasz Marczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje