Reklama

Reklama

Tour de Pologne. Senechal: Jakobsen był bliski śmierci

„Widziałem, że umiera, że traci zbyt dużo krwi”. Francuski kolarz Florian Senechal, który pierwszy udzielił pomocy Fabio Jakobsenowi, w dzienniku „L’Equipe” przekazał wstrząsającą relację o pierwszych minutach po wypadku, do którego doszło dwa miesiące temu w Katowicach na mecie pierwszego etapu Tour de Pologne.

Na finiszu, otwierającego wyścig tegorocznego Tour de Pologne etapu, holenderski kolarz Dylan Groenewegen odepchnął wyprzedzającego go swojego rodaka Fabio Jakobsena. Jakobsen wpadł w barierki przy prędkości ponad 70 km na godzinę. Polscy lekarze przez kilka godzin walczyli o jego życie w szpitalu w Sosnowcu. Pierwszym z zawodników, który natychmiast udzielił mu pomocy, był francuski kolarz z jego zespołu Deceuninck Quick-Step - Florian Senechal. Po raz pierwszy opowiedział o wypadku w Katowicach.

Reklama

Senechal mówił, że obserwował końcowy sprint z odległości 400 m. - Chciałem zobaczyć, czy Fabio wygrał - opowiadał. Miał dobrą widoczność, bo meta była na zjeździe. Widział wypadek, słyszał huk i przewalające się barierki. Nie widział jednak, kto jest poszkodowany. 

- Przejeżdżając linię mety, zobaczyłem leżącego Fabia, a obok niego leżącego fotografa (w rzeczywistości był to sędzia - przyp. ok). Skierowałem się do niego. Nikt się nim nie zajmował. Wszyscy byli zajęci nieprzytomnym fotografem - mówił Senechal.

Wspomina, że widok jego kolegi był straszny. - Jego twarz była kompletnie zniszczona - powiedział.

Ale najważniejsze było wtedy dla niego, żeby ratować życie Fabio. - Fabio tracił dużo krwi, bardzo dużo krwi. Od razu zrozumiałem, że się krztusi. Pierwsza moja myśl, że trzeba podnieść jego głowę, żeby krew nie wróciła do mózgu, nie zalała mu płuc, nie dostała się do układu pokarmowego. Trochę odżył, odpluł krew, jego stan wydawał się poprawiać.

Widziałem jednak, że umiera, że traci zbyt dużo krwi. Sam nie wiem, jak na to wpadłem (by podnieść głowę). Nie miałem szkolenia z pierwszej pomocy. Zrobiłem to instynktownie. Kiedy przybyła pierwsza pomoc, powiedzieli mi, żeby się nie ruszać i trzymać tak jego głowę. Trwało to długie niekończące się minuty. Bałem się, że stan się pogarsza. Nie wiedziałem, czy ma złamaną szyję, czy są złamane kręgi. Cały czas byłem sam z Fabiem, aż założyli mu kaftan i zawieźli do szpitala - opowiadał Senechal.

27-letni kolarz był potem w fatalnym stanie psychicznym. Do autobusu grupy szedł z zakrwawionymi rękami. Wszyscy wokół patrzyli na niego z przerażeniem. Bardzo mu pomogli koledzy z zespołu Deceuninck. - Sam byłem w strasznym stanie psychicznym, zwłaszcza pamiętając twarz Fabia. Jakby dostał granatem. Zastanawiałem się, jak mógłby jeść, oddychać. Nie wiedziałem, czy przeżyje - dodał Senechal.

Natychmiast został objęty pomocą psychologiczną. Chodził na terapię również przez pewien czas po Tour de Pologne. Po tym jak wrócił do kraju, doceniając również to, co zrobili dla niego polscy lekarze, Fabio Jakobsen powiedział w holenderskiej telewizji, że to właśnie Florian uratował mu życie. Rodzina Jakobsena również często dziękuje mu za to, co zrobił w Katowicach. 

- Wtedy liczyła się każda minuta. Z Fabio byliśmy blisko, ale teraz nasze relacje się pogłębiły. Nie zapomnę nigdy tego, co wtedy przeżyłem. On był bardzo bliski śmierci - mówił Senechal.

Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje