Reklama

Reklama

Tour de Pologne. Marek Rutkiewicz widział na własne oczy wypadek Bjorga Lambrechta

Reprezentant Polski Marek Rutkiewicz widział z bliskiej perspektywy, jadąc kilka pozycji za Bjorgiem Lambrechtem, wypadek belgijskiego kolarza, który doprowadził do wielonarządowych obrażeń, a w konsekwencji do śmierci 22-letniego zawodnika grupy Lotto-Soudal.

W rozmowie na antenie TVP Sport nasz doświadczony kolarz w emocjonalny sposób opowiedział o tragicznym wypadku na 48. kilometrze trzeciego etapu Tour de Pologne. Nieszczęśliwego zdarzenia nie przeżył wielki talent belgijskiego kolarstwa Bjorg Lambrecht.

Reklama

- Widziałem to, co się stało. Akurat tam był wiatr z prawej strony, dlatego wszyscy jechaliśmy lewą stroną drogi. Bjorg jechał dosłownie osiem pozycji przede mną. Nagle widziałem, jak stracił panowanie nad rowerem i od razu skręcił w lewo, w rów. Nieszczęśliwie, że akurat w tym miejscu był ten betonowy przejazd, w który on centralnie... Nie miał szans ucieczki, stracił panowanie nad rowerem i prosto w to uderzył. Widziałem tylko jak był skulony w rowie. Wyścig trwał, myśleliśmy, że nic poważnego się nie stało, a później na mecie ta tragiczna wiadomość... - zawiesił głos 38-letni Rutkiewicz.

Do wypadku doszło podczas etapu z Chorzowa do Zabrza w miejscowości Bełk niedaleko Rybnika. Będący w stanie krytycznym kolarz został przetransportowany ambulansem do rybnickiego szpitala. Obrażenia sportowca okazały się jednak zbyt poważne i lekarze przegrali walkę o jego życie.

Wtorkowy, czwarty etap TdP, decyzją organizatorów został zneutralizowany. Zamiast ścigania, zawodnicy spokojnym tempem ruszyli do mety, oddając hołd swojemu byłemu koledze. - To świetna decyzja, że zadecydowano o neutralizacji etapu. Dla nas to też ulga dla duszy, bo w poniedziałek atmosfera była niesamowicie ponura. Będziemy musieli pozbyć się tych myśli, a w środę wrócić do pracy - powiedział Rutkiewicz.

Nasz kolarz doskonale wie, co czują najbliżsi zmarłemu ludzie w peletonie, a więc cała grupa Lotto-Soudal. On sam przechodził przez podobne piekło szesnaście lat temu, co przypomniał przed kamerą TVP Sport. - W 2003 roku na etapie (wyścigu Paryż-Nicea - przyp. red.) zginął nasz lider Andriej Kiwilew. Na drugi dzień nie mogliśmy jechać. Mieliśmy w planach wycofać się z wyścigu, ale wtedy Aleksandr Winokurow (Kazach, rodak Kiwilewa - przyp. red.) jechał w ekipie Team Telekom i poprosił nas, żebyśmy pomogli mu wygrać ten wyścig, bo był zżyty jak brat z Andriejem. Tylko to trzymało nas na duchu, żeby pojechać dla Kiwilewa, czyli pomóc Winokurowowi wygrać ten wyścig.

Tamto przeżycie dla Rutkiewicza było tym większe, że dzielił on pokój z tragicznie zmarłym Kazachem. Dlatego nie ma wątpliwości, z jak wielką stratą muszą dać sobie radę jego koledzy. - Ekipa Lotto-Soudal straciła członka rodziny, bo bycie z kolarzem w jednym teamie to, przy takiej tragedii, właśnie utrata członka rodziny - podkreślił reprezentant Polski.

Art

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje