Reklama

Reklama

Tour de Pologne. Lech Piasecki: Sprinter ma we krwi ryzyko

Jeden z najwybitniejszych polskich kolarzy w historii, mistrz świata amatorów z 1985 roku Lech Piasecki, mówi Interii o tym jak dochodzi do kraks na kolarskich trasach i jakie są tego konsekwencje. Sugeruje, że miejsce finiszu w Katowicach, gdzie zawodnicy rozwijają prędkość 80 km na godzinę, powinno być zmienione.

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Widział pan na żywo wypadek Fabia Jakobsena?

Reklama

Lech Piasecki: - Jestem na miejscu, przy wyścigu, ale wypadek widziałem w telewizji. Wyglądało to dramatycznie. Jakobsen miał bardzo mało miejsca na finiszu i został zepchnięty w bariery. Widać było łokieć Groenewegena, który spycha Jakobsena. Sam jeszcze nie mogę dojść do siebie, a widziałem wiele rzeczy w kolarstwie. Wszyscy słyszeliśmy ten huk, trzask. Okropne przeżycie.

- Kiedy walczą sprinterzy, to takie sytuacje zdarzają się na wyścigach. Co innego jednak, gdy po prostu się ścigają, a co innego, gdy brakuje ducha fair play i ktoś fauluje. Kilka lat temu w Dąbrowie Górniczej 200 m do mety była potężna kraksa, na ziemi leżało pół peletonu, ale wtedy zawodnikowi wypięła się noga z pedału. Tu było widoczne nieczyste zagranie. Był winny. Sprawa na pewno będzie miała ciąg dalszy.

Sprinter to bardzo niebezpieczny kolarski zawód. Czy po takim zdarzeniu jak w środę w Katowicach kolarze będą nadal jeździć tak ekstremalnie w końcówkach etapów?

- Sprinter ma we krwi to, że walczy, ryzykuje. To jego droga do zwycięstwa. Jeżeli jutro (rozmowa była przeprowadzona w środę w Katowicach - ok) będzie szybki finisz, to myślę, że ci zawodnicy, którzy dziś finiszowali i widzieli to wszystko, już się pozbierali. Znów będą finiszować na ostro, choć ta sytuacja była wyjątkowa. Zawodnicy może nie wymazują z pamięci takich wypadków, ale powoli się odetną od tego.

Czy nie uważa pan, że sprint w Katowicach jest za szybki. Z dumą mówi się, że to "stolica polskiego sprintu", ale jak się okazuje stwarza niebezpieczeństwo?

- Sprint jest bardzo szybki. Od lat jest rozgrywany w tym samym miejscu. Na szczęście nic złego do tej pory się tutaj nie wydarzyło. Nie można się doszukiwać winy w szybkości. Organizatorzy i świat kolarski przeżywał kolejne rekordy szybkości pobite na kresce w Katowicach. Ale możliwe, że sytuacja do której dziś doszło spowoduje, że miejsce finiszu zostanie zmienione.

Może wpływ na takie wypadki ma coraz lepszy sprzęt dzięki któremu kolarze jeżdżą coraz szybciej?

- W każdej dziedzinie życia i techniki wszystko się rozwija, rowery, sprzęt kolarski, ale kolarze się do tego dostosowują. Sami chcą jeździć coraz szybciej. Dziś zawodnicy na finiszu mieli przełożenia 56x10. Pozwala to na rozwinięcie ogromnych prędkości. Znają tę trasę i ten finisz. Dlatego pozakładali takie przełożenia, by być szybszym od rywala.

Przeżył pan kiedyś podobny upadek jak ten Fabia Jakobsena w Katowicach?

- Takie sytuacje się zdarzały. Były upadki, chyba nie aż tak groźnie wyglądające. Upadając trzeba mieć dużo szczęścia, żeby nie upaść tak niefortunnie jak Jakobsen. Mam nadzieję tylko, że chłopakowi naprawdę nic złego się nie stanie.

Rozmawiał w Katowicach Olgierd Kwiatkowski

Dowiedz się więcej na temat: Tour de Pologne | Fabio Jakobsen | Dylan Groenewegen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje